Touroll S2 – test. Ten rower elektryczny składa się na pół, ale nie próbuj go wnosić po schodach

Mateusz PonikowskiSkomentuj
Touroll S2 – test. Ten rower elektryczny składa się na pół, ale nie próbuj go wnosić po schodach

Touroll S2 próbuje pogodzić cechy kilku zupełnie różnych rowerów. Ma składaną ramę i małe koła o średnicy 20 cali, 4-calowe opony szerokie jak w fat bike’u i pojemny akumulator 720 Wh. Producent obiecuje nawet 150 kilometrów zasięgu. To mały rower miejski, wyprawowe maleństwo na szutry, czy jeszcze coś innego? Sprawdziłem to.



Egzemplarz testowy został przekazany redakcji przez producenta bezpłatnie do celów recenzji. Producent nie miał wpływu na treść recenzji.

Montaż Touroll S2 zajmuje około pół godziny

Kurier dostarczył mi ogromne pudło ważące około 38 kilogramów. Było to dla mnie sporym zaskoczeniem, bo to masa mniej więcej odpowiadająca masie opakowania ze znacznie większym Engwe E26 3.0 Pro. Sam rower był dobrze zabezpieczony pianką i kartonowymi elementami, chociaż liczba opasek zaciskowych, które musiałem przeciąć, mogłaby zawstydzić niejeden magazyn logistyczny. Klasyka przy ciężkich rowerach elektrycznych, ale trudno na to narzekać. Bezpieczeństwo przede wszystkim!



Touroll S2 przyjeżdża z zamontowanym tylnym kołem, napędem, siodełkiem i bagażnikiem. Do przykręcenia zostały przednie koło, błotnik, reflektor, kierownica oraz pedały. W kartonie znalazłem potrzebne narzędzia, dwa kluczyki do akumulatora, ładowarkę, instrukcję i nawet parę rękawiczek. Przypominam, że zawsze warto sprawdzić także fabrycznie dokręcane śrubki. Najlepiej używać do nich klucza dynamometrycznego i dokręcać je odpowiednim momentem.

Najwięcej uwagi wymagało osadzenie przedniego koła i szybkozamykacza. Instrukcja mogłaby ten etap pokazywać dokładniej – to również pięta achillesowa rowerów o nietypowej budowie od chińskich producentów. Przed pierwszą jazdą sprawdziłem też ciśnienie w oponach i ustawienie zacisków hamulcowych. Przy rowerze kupowanym wysyłkowo nie zakładałbym, że wszystko będzie idealnie wyregulowane prosto z kartonu.

Sama konstrukcja wygląda solidnie. Stalowa rama nie imponuje lekkością, ale główny zawias nie miał luzów, spawy prezentowały się przyzwoicie, a podczas jazdy nic nie skrzypiało ani nie pracowało w niepokojący sposób. Matowy, ciemnoniebieski lakier dobrze pasuje do masywnych opon i odróżnia S2 od wielu czarnych fat bike’ów wyglądających niemal identycznie.

Garść gratisów do codziennej eksploatacji to miły dodatek

Touroll S2 ma fabryczne błotniki, regulowaną podpórkę, dzwonek, przednią i tylną lampkę oraz bagażnik o deklarowanej nośności 25 kg. Światła są zasilane z głównego akumulatora. W mieście wystarczą, ale na nocną jazdę po lesie dołożyłbym mocniejszy reflektor.

Odporność IPX4 oznacza ochronę przed zachlapaniem. Deszcz nie powinien zrobić rowerowi krzywdy, natomiast głębokie kałuże i myjka ciśnieniowa są kiepskim pomysłem.


reklama


Składa się łatwo. Gorzej z przenoszeniem

Aby złożyć Tourolla S2, trzeba zwolnić blokadę na środku ramy, „przełamać” rower na pół i opuścić wspornik kierownicy. Oba mechanizmy mają dodatkowe zabezpieczenia przed przypadkowym otwarciem. Po kilku próbach cała operacja zajmowała mi mniej niż minutę.

Po złożeniu rower ma 97 cm długości, 45 cm szerokości i 74 cm wysokości. W tej postaci łatwiej wsunąć go do bagażnika kombi lub SUV-a, a zimą zajmie mniej miejsca w garażu. Pod ramą umieszczono nawet niewielką podpórkę, na której można oprzeć złożoną konstrukcję.

Na tym praktyczność składania w zasadzie się kończy.

Touroll S2 waży 31 kilogramów, nie ma wygodnego uchwytu do przenoszenia, a pedały pozostają rozłożone. Dwie połówki nie spinają się ze sobą, więc przy podnoszeniu potrafią się przesuwać. Złożony rower jest mniejszy, lecz wcale nie staje się poręczny. Nie chciałbym codziennie wnosić go po schodach albo przeciskać się z nim przez ciasną piwnicę. Funkcję składania należy tu rozumieć jako ułatwienie transportu samochodem, a nie zaproszenie do noszenia roweru pod pachą i wnoszenia go na przykład do biura. Można, ale… cóż, będzie to substytut ćwiczeń na siłowni.

Pozycja i wygoda użytkowania

Rama typu step-through ma bardzo niski przekrok. Wsiadanie jest łatwe, podobnie jak częste zeskakiwanie z roweru na światłach albo podczas jazdy z torbą zamontowaną na bagażniku. Nie trzeba przerzucać nogi nad siodełkiem. Wysokość kierownicy i siodełka reguluje się bez narzędzi. Producent deklaruje, że Touroll S2 pasuje osobom mierzącym od 160 do 195 cm, ale przy skrajnych wartościach koniecznie zrobiłbym przymiarkę. Mam 175 cm i znalazłem wygodne ustawienie, chociaż zapasu nie zostało już szczególnie dużo.

Pozycja jest wyprostowana i nastawiona na spokojną jazdę. Szerokie siodełko początkowo wydawało mi się wygodne, ale po dłuższym czasie zacząłem się na nim wiercić. To oczywiście kwestia budowy ciała, więc nie skreślałbym go przed przejechaniem przynajmniej kilkudziesięciu kilometrów. Dodam jeszcze, że w tym sezonie nie przejeździłem zbyt wielu kilometrów na rowerze, więc moje „4 litery” nie są zaadaptowane do pokonywania dalekich dystansów.

Gorzej w mojej ocenie wypadają seryjne chwyty kierownicy. Są dość twarde, a przy mocniejszym oparciu dłoni potrafią się obrócić. Nie jest to poważna wada, ale dobre ergonomiczne chwyty byłyby jedną z pierwszych rzeczy, jakie bym tu zamontował. Ich ceny nie są wygórowane, więc…

Na kierownicy znalazł się czytelny ekran LCD o przekątnej 2,6 cala. Pokazuje prędkość, poziom wspomagania, przebieg, dystans wycieczki i orientacyjny stan baterii. Nie mamy tu aplikacji, GPS-u ani żadnych  rozbudowanych funkcji. Nie szkodzi – przyciski są wygodne, a najpotrzebniejsze dane pozostają widoczne również w słońcu.

Opony robią więcej niż amortyzator

Pierwsze metry przejechane na Tourollu S2 mogą wydawać się dziwne. Małe koła i opony o szerokości 4 cali reagują na ruch kierownicy inaczej niż klasyczne koła 27,5 lub 29 cali. Rower jest bardzo stabilny na prostej drodze, ale w ciasnych zakrętach trzeba użyć trochę więcej siły i wyczuć, jak szerokie ogumienie układa się na nawierzchni. Po kilku kilometrach przestało mi to przeszkadzać.

Opony CST najlepiej pokazują swoje możliwości po zjechaniu z gładkiego asfaltu. Kostka brukowa, żwir, piasek, popękane ścieżki i niewielkie korzenie nie robią na nich większego wrażenia. Przy ciśnieniu w okolicach 17-20 PSI same stają się dodatkowym elementem amortyzującym i łagodzą sporą część uderzeń.

Przedni widelec ma zaledwie 55 mm skoku. Trooochę pracuje na krawężnikach i większych dziurach, lecz większość drgań pochłaniają właśnie opony. Mam nawet wrażenie, że prosty i ciężki amortyzator zamontowano głównie dlatego, że bez niego rower wyglądałby zbyt… miejsko. Z tyłu amortyzacji już nie ma.

Przy spokojnej jeździe brak amortyzacji z tyłu nie stanowi najmniejszego problemu, ale większa dziura potrafi mocno odezwać się pod siodełkiem. Touroll S2 przejedzie przez leśny dukt, błoto i kopny piach, lecz nie powinno się mylić tego z możliwością szybkiej jazdy po technicznych górskich trasach. To nie jest rower do jazdy w górach.

Na asfalcie szerokie opony pokazują drugą twarz. Wyraźnie szumią i stawiają spore opory toczenia. Silnik skutecznie je maskuje, dopóki oczywiście akumulator ma energię. Jazda bez wspomagania jest możliwa, ale po kilku kilometrach można szczerze znienawidzić każdy dodatkowy kilogram tego roweru.

Silnik radzi sobie lepiej, niż sugeruje to moc 250 W

Silnik umieszczono w tylnej piaście. Jego moc znamionowa wynosi 250 W, chwilowa sięga 650 W, a maksymalny moment obrotowy to 55 Nm. Wspomaganie kończy pracę przy 25 km/h, a rower nie ma manetki. To wszystko oznacza, że w świetle polskiego prawa Touroll S2 jest rowerem legalnym, który nie przysporzy problemów podczas kontroli drogowej.

Na płaskim S2 rozpędza się żwawo i bez problemu utrzymuje maksymalną prędkość wspomaganą. Na łagodnych oraz średnich podjazdach też nie brakowało mi mocy, o ile faktycznie pomagałem pedałami. Najwięcej trudności sprawia ruszanie na stromym wzniesieniu. Silnik potrzebuje chwili, aby zareagować, a wtedy masę roweru trzeba najpierw poruszyć własnymi nogami. Winny jest czujnik kadencji. Sterownik wykrywa obrót korby, ale nie mierzy siły nacisku na pedały. Wspomaganie włącza się z krótkim opóźnieniem, po czym rower zaczyna dążyć do prędkości przypisanej do konkretnego poziomu. To największa różnica względem nawet nieco tylko droższych konstrukcji, jak Fiido C11 Pro.

Kolejne tryby kończą wspomaganie przy 13, 16, 19, 22 i 25 km/h. Nie różnią się więc wyłącznie mocą. W mieście najczęściej korzystałem ze środkowych ustawień, a piąty poziom zostawiałem na szybsze odcinki i podjazdy.

Napęd nie działa tak naturalnie jak system oparty na czujniku momentu obrotowego. W ciasnych manewrach trzeba uważać na opóźnione szarpnięcie silnika, natomiast na długiej prostej charakter wspomagania przestaje przeszkadzać. Klamki hamulcowe natychmiast odcinają zasilanie silnika, więc rower nie próbuje pchać użytkownika podczas zatrzymywania.

Powyżej 25 km/h i po wyłączeniu wspomagania dają się we znaki opory powietrza, szerokich opon i całej konstrukcji. Brakuje też cięższego przełożenia – na siódmym biegu kadencja robi się wysoka. Touroll S2 nie zachęca do szybkiej jazdy bez pomocy silnika. To udręka.

W menu wyświetlacza da się zmienić część parametrów sterownika, w tym limit prędkości. Pozostawiłem fabryczne 25 km/h. Po ustawieniu wspomagania do 32 km/h pojazd nie spełnia już bowiem obowiązującej w Polsce definicji roweru elektrycznego i nie powinien poruszać się po drogach publicznych jak zwykły rower.

Akumulator jest duży, lecz 150 km zasięgu to mrzonki

Bateria pracuje pod napięciem 48 V, ma pojemność 15 Ah i magazynuje 720 Wh energii. W rowerze za około 3800 złotych to dość mocny argument za zakupem, bo pojemne akumulatory nie są tanie. W wielu droższych modelach wciąż spotyka się akumulatory mieszczące 400-500 Wh.

Baterię zamontowano pionowo za rurą siodełka. Można ładować ją na rowerze albo odblokować kluczykiem, wysunąć z prowadnic i zabrać do domu – to bardzo wygodne, choć na ładowanie akumulatora w mieszkaniu bym uważał ze względów bezpieczeństwa. Pełne ładowanie trwa od sześciu do ośmiu godzin. Korzystałem z fabrycznej ładowarki, a akumulator ładowałem na niepalnym podłożu i nie zostawiałem go bez nadzoru.

Deklarowane 150 kilometrów zasięgu wymaga jazdy na najniższym poziomie wspomagania, stałego utrzymywania około 12-15 km/h, płaskiej drogi, lekkiego rowerzysty, ciepłego dnia i braku mocnego wiatru. Technicznie taki wynik może nie być całkowicie niemożliwy do osiągnięcia, ale realnie nie liczcie na taki zasięg.

Przy mojej masie (75 kg), niewielkim bagażu, jeździe głównie na drugim i trzecim poziomie oraz mieszance asfaltu, szutru i podjazdów realnie spodziewałbym się około 70-90 kilometrów. Piąty poziom, miękkie podłoże i bardziej pagórkowata trasa mogą obniżyć wynik poniżej 50 kilometrów. To wciąż bardzo przyzwoity zasięg, ale daleki od zachwalanego na poziomie 150 kilometrów.

Większym problemem okazał się wskaźnik naładowania. Podczas mocniejszego obciążenia potrafi zgubić jedną lub dwie kreski, a po postoju część z nich… wraca. Nie planowałbym długiej trasy na podstawie samego ekranu, o ile nie wskazuje on 100% naładowania – i to po odpięciu od ładowarki. Ostatnie kilometry lepiej przejechać z zapasem, zamiast liczyć na matematyczną dokładność pięciu segmentów.

Hamulce wystarczą, ale hydraulika pasowałaby tu lepiej

Producent zamontował tu mechaniczne hamulce tarczowe z tarczami o średnicy 180 mm. Przy poprawnej regulacji zatrzymują rower skutecznie, choć klamki wymagają użycia większej siły niż w układzie hydraulicznym. Da się z tym żyć podczas jazdy po mieście, szutrach i niewielkich pagórkach. Przy szybkich, długich zjazdach albo dużym obciążeniu zdecydowanie wolałbym hydraulikę. Masa Touroll S2 jest wyczuwalna podczas hamowania, a szerokie opony dają poczucie przyczepności, którego same zaciski nie zawsze potrafią wykorzystać.

Określenie producenta „hamulec elektryczny” może przy tym wprowadzać w błąd. Nie chodzi bowiem o wyraźne hamowanie silnikiem ani odzyskiwanie energii. System przede wszystkim… odcina wspomaganie po naciśnięciu klamki.

Reszta osprzętu roweru koresponduje z jego ceną wynoszącą ok. 3500 złotych (z kodem zniżkowym instalki5 obniżysz cenę do ok. 3220 zł). Siedmiobiegowa przerzutka Shimano Tourney działa poprawnie i jest tania w serwisowaniu. Nie zmienia biegów tak szybko jak droższe grupy, lecz wspomaganie silnika sprawia, że szeroki zakres przełożeń nie jest tu konieczny.

Touroll S2 – czy warto?

Touroll S2 ma mnóstwo sprzeczności. Składa się, lecz trudno go przenosić. Wygląda terenowo, ale nie nadaje się do ostrej jazdy po górach. Producent obiecuje 150 kilometrów, choć normalny użytkownik przejedzie mniej więcej połowę tego dystansu.

Nie zmienia to faktu, że za około 3500 złotych dostajemy solidny silnik, pojemny i wyjmowalny akumulator, bardzo wygodne opony i komplet wyposażenia potrzebnego do codziennej jazdy. Mechaniczne hamulce, Tourney i czujnik kadencji przypominają o budżetowym rodowodzie, ale żaden z tych elementów nie popsuł mi przyjemności z jazdy.

Nie kupiłbym Tourolla S2 do mieszkania na czwartym piętrze bez windy ani z myślą o regularnych podróżach pociągiem. Jeśli jednak rower może stać w garażu, a składanie będzie potrzebne głównie przed włożeniem go do samochodu, jego masa przestaje tak doskwierać.

To dobry elektryk na przedmieścia, działkę, kemping i weekendowe wyjazdy. Najlepiej czuje się na trasach łączących asfalt z szutrem, leśnymi drogami i gorszymi ścieżkami rowerowymi. Nie jest finezyjny. Jest za to wygodny, mocny i rozsądnie wyceniony. Czy nie ma dla niego alternatyw? Są i jak zawsze przed podjęciem decyzji zakupowej, warto się z nimi zapoznać.

Zainteresowanych zakupem Touroll S2 odsyłamy do sklepu zigbuy.pl, gdzie z kodem instalki5 rower kupicie za ok. 3220 złotych. (link reklamowy).

Warto pamiętać, że Zigbuy oferuje bezpłatną wysyłkę, produkty z oficjalnej dystrybucji wraz z serwisem w Polsce, 2-letnią gwarancję oraz możliwość zwrotu produktu w ciągu 30 dni.

Mocne strony:

  • akumulator 720 Wh,
  • dobre osiągi na płaskim i umiarkowanych podjazdach,
  • pewne prowadzenie na szutrze, piasku i kiepskim asfalcie,
  • komfortowe opony 20” o szerokości 4 cali,
  • wyjmowana bateria,
  • błotniki, oświetlenie i bagażnik w zestawie,
  • dobry stosunek ceny do możliwości.

Słabe strony:

  • brak czujnika momentu obrotowego,
  • masa 31 kg,
  • nieporęczna konstrukcja po złożeniu,
  • niedokładny wskaźnik baterii,
  • mechaniczne a nie hydrauliczne hamulce,
  • duże opory toczenia bez wspomagania,
  • podstawowy amortyzator.

Mateusz PonikowskiWspółzałożyciel serwisu instalki.pl od ponad 18 lat aktywny w branży mediów technologicznych.