Fiido C11 Pro to jeden z tych rowerów elektrycznych, które na pierwszy rzut oka wyglądają zbyt dobrze jak na swoją cenę. Mamy tu miejską ramę z niskim przekrokiem, silnik 250 W, hydrauliczne hamulce tarczowe, wyjmowany akumulator, deklarowany zasięg do 104 km, błotniki, bagażnik, oświetlenie i dość elegancki wygląd. Brzmi jak przepis na sprzęt, w którym producent musiał gdzieś mocno przyciąć koszty. Gdzie to zrobił?
Po kilku tygodniach spędzonych z Fiido C11 Pro mam wrażenie, że Fiido sięgnęło po oszczędności w miejscach, które nie psują wrażeń z codziennego użytkowania. C11 Pro nie jest rowerem premium, nie próbuje też udawać sprzętu za kilkanaście tysięcy złotych. To raczej praktyczny, miejski e-bike dla osoby pragnącej wygodnie dojeżdżać do pracy, na zakupy, na spotkanie albo po prostu przejechać się po okolicy bez walki z wiatrem i podjazdami.

Cena i dostępność
Na oficjalnej polskiej stronie Fiido C11 kosztuje obecnie 3591 złotych z bagażnikiem tylnym, kompletem błotników i osłoną łańcucha. Wersja Fiido C11 Pro City z czujnikiem momentu obrotowego, większym akumulatorem, hamulcami tarczowymi hydraulicznymi, bagażnikiem tylnym i kompletem błotników to wydatek rzędu 4225 złotych. Po wpisaniu kodu summer212 będzie jeszcze nieco taniej. Fiido C11 kosztuje wtedy 3493 złote (link afiliacyjny, wydawca otrzymuje prowizję od sprzedaży), a Fiido C11 Pro 4110 złotych (link afiliacyjny, wydawca otrzymuje prowizję od sprzedaży).

Rowery elektryczne za tak niewielkie pieniądze do niedawna były rzeczą niespotykaną. Teraz – jak sam się przekonałem – da się w tej cenie kupić sprzęt zaskakująco dojrzały i jeżdżący. Warunek: mówię o wersji Pro, która bije wersję podstawową samym tylko czujnikiem momentu obrotowego. To właśnie on czyni działanie wspomagania elektrycznego wzorcowym i za jego obecność warto dopłacić.
Dostępne są różne wersje kolorystyczne i wyposażeniowe. Najbardziej w oczy rzuca się wariant Emerald Blue, czyli elegancki niebiesko-zielony kolor połączony z brązowym siodełkiem i chwytami. Na żywo prezentuje się bez dwóch zdań ciekawie, choć nie każdemu przypadnie do gustu. Jest też wersja szara, bardziej zachowawcza i neutralna. Obie dobrze pasują do charakteru roweru, choć moim zdaniem to właśnie Emerald Blue robi lepsze pierwsze wrażenie – mocniej przykuwa spojrzenie. Opinie na ten temat są jednak podzielone – Ani się na przykład nie podobał. 😉

Co dostajemy w zestawie?
Fiido C11 Pro przyjechał do mnie w dużym kartonie i był w znacznym stopniu złożony. Nie był to jednak rower gotowy do jazdy od razu po wyjęciu z pudełka. Minimum wysiłku wymaga zamontowanie między innymi przedniego koła, kierownicy, pedałów, błotników i bagażnika. Potem zostaje już tylko dopompowanie opon 700x40c, sprawdzenie śrub, ustawienie siodełka, szybka kontrola hamulców i można ruszać.
Sam montaż nie jest trudny, wręcz banalny, choć osoby, które nigdy nie składały roweru z pudełka, powinny dać sobie chwilę i nie robić tego w pośpiechu. W zestawie znalazłem podstawowe narzędzia, pedały, ładowarkę, instrukcję, błotniki, tylny bagażnik, stopkę boczną oraz blokadę podkowiastą rodem z rowerów miejskich. To naprawdę sensowny komplet, zwłaszcza że w wielu rowerach miejskich część takich dodatków trzeba dokupować osobno.

Podoba mi się, że Fiido nie potraktowało bagażnika, błotników i oświetlenia jako luksusowych dodatków. W miejskim rowerze elektrycznym to przecież podstawowe wyposażenie. Jeśli sprzęt ma służyć do codziennej jazdy, musi dać się używać także po deszczu, po zmroku i z torbą lub zakupami z tyłu.


Mam natomiast jedno zastrzeżenie: brakuje pełnej osłony łańcucha, co w rowerze miejskim jest zaskakującym brakiem. Fiido C11 Pro swoim wyglądem i konstrukcją ramy zachęca do jazdy w normalnych ubraniach, do dojazdów do pracy i załatwiania spraw na mieście, więc ryzyko pobrudzenia nogawki nie powinno w ogóle występować. To nie jest poważna wada, bo osłonę można zawsze dokupić, ale jest dość irytującym przeoczeniem.

Jakość wykonania i komponenty
Fiido C11 Pro sprawia dobre pierwsze wrażenie. Rama z niskim przekrokiem jest bardzo wygodna w codziennym użytkowaniu, szczególnie w mieście. Nie trzeba wysoko przerzucać nogi nad ramą, łatwiej ruszać spod świateł, łatwiej zsiąść na przejściu, łatwiej korzystać z roweru w zwykłych ubraniach. Taki typ ramy naprawdę poprawia komfort użytkowania, także mężczyznom.
Rower jest przeznaczony dla osób o wzroście od 155 do 195 cm. Siodełko i kierownicę można regulować, więc przy moim wzroście wynoszącym 183 cm łatwo znalazłem dość wygodną pozycję, podobnie jak mierząca 163 cm Ania. Siedzi się raczej prosto, miejsko, bez sportowego pochylenia. Dopasowanie roweru do swojej anatomii ułatwia nie tylko regulowana w szerokim zakresie sztyca, ale i regulowany mostek.

To wszystko dobrze pasuje do charakteru C11 Pro. Nie ma tu udawania gravela, trekkinga ani roweru fitness. To elektryczny mieszczuch i dokładnie tak się na nim siedzi.

Muszę jednak stwierdzić otwarcie: to nie jest lekki rower. Testowany przeze mnie jakiś czas temu Engwe N1 Air był odczuwalnie lżejszy. Fiido C11 Pro waży około 24,5 kg z akumulatorem. Bez baterii jest lżejszy, ale nikt nie będzie przecież bez niej jeździł. Jeśli ktoś mieszka na czwartym piętrze bez windy i codziennie będzie wnosił rower do mieszkania, czeka go darmowa siłownia.
Akumulator 48 V ma pojemność 499,2 Wh i jest wyjmowany. To duży plus, bo nie trzeba ładować całego roweru przy gniazdku. Można zostawić go w garażu, piwnicy albo stojaku, wyjąć baterię i zabrać ją do mieszkania. To ogromne ułatwienie. Pełne ładowanie trwa około 5 godzin, więc najwygodniej po prostu podłączyć baterię wieczorem.

Czujnik momentu obrotowego to kluczowy element w rowerze elektrycznym
Czujnik momentu obrotowego Mivice w Fiido C11 Pro robi robotę. W wielu tańszych rowerach elektrycznych reakcja wspomagania działa dość zero-jedynkowo. Kręcisz pedałami, a rower po chwili, często dość gwałtownie, zaczyna ciągnąć. Przestajesz kręcić, wsparcie znika. Tutaj proces ten przebiega naturalniej. Rower wyczuwa, z jaką siłą naciskasz na pedały, i dopasowuje do tego pracę silnika. Czyni to ruszanie znacznie płynniejszym.

Fiido C11 Pro w codziennym użytkowaniu nie sprawia wrażenia sprzętu, który jedzie za użytkownika. Raczej dość naturalnie wspiera pracę wykonywaną nogami. Przy ruszaniu spod świateł, jeździe pod wiatr albo na lekkich podjazdach to bardzo przyjemne. Nie ma nerwowego szarpnięcia, nie ma opóźnienia psującego rytm jazdy. Wspomaganie jest płynne i przewidywalne, zwłaszcza w trybie Eco.
Sterowanie wspomaganiem umieszczono po lewej stronie kierownicy, więc przyciski są łatwo dostępne pod kciukiem. Można szybko przełączać poziomy wsparcia (brak, Eco, Sport, Turbo) bez odrywania dłoni od chwytu, co w mieście ma duże znaczenie. Osobiście nie czułem potrzeby do wychodzenia poza poziom Eco. Turbo jest poziomem dla miłośników mocnych wrażeń. 🙂

Ten sam panel obsługuje też klakson. I tu mam mieszane uczucia, bo jego dźwięk jest naprawdę głośny i mało subtelny. Z jednej strony skutecznie zwraca uwagę pieszych, rowerzystów i kierowców. Z drugiej – użycie go na spokojnej ścieżce rowerowej może zabrzmieć tak, jakby właśnie nadjeżdżał skuter.
Silnik umieszczony w tylnym kole ma 250 W mocy i 55 Nm momentu obrotowego. W europejskiej wersji wspomaganie działa do 25 km/h, czyli zgodnie z przepisami dla rowerów elektrycznych. Nie jest to napęd, który robi z roweru mały skuter, ale w mieście w zupełności wystarcza. Najbardziej czuć go przy ruszaniu, przy podjazdach i wtedy, gdy nagle okazuje się, że wieje prosto w twarz. Na stromych wzniesieniach cudów nie będzie, szczególnie z cięższym użytkownikiem i bagażem, ale jak na rower miejski C11 Pro ma wystarczająco dużo mocy.

Aplikacja Fiido pozwala zmieniać część ustawień roweru, ale trzeba pamiętać, że w Polsce rower elektryczny zgodny z przepisami powinien wspomagać jazdę tylko podczas pedałowania i tylko do 25 km/h. W europejskiej wersji Fiido C11 Pro klasycznej manetki gazu nie powinno być – jej rolę zastępuje tryb prowadzenia. Po wciśnięciu przycisku rower może powoli pomagać podczas pchania, na przykład na rampie, podjeździe lub przy wyprowadzaniu z garażu. To przydatne, bo C11 Pro waży swoje, ale nie należy mylić tej funkcji z jazdą bez pedałowania.

Aplikacja Fiido na Androida i iPhone’a nie jest może centrum dowodzenia rodem z samochodu elektrycznego, ale kilka zawartych w niej funkcji faktycznie ma sens. Z poziomu telefonu można zablokować i odblokować rower, podejrzeć prędkość, dystans oraz podstawowe dane z jazdy. Aplikacja potrafi też korzystać z nawigacji Google Maps, więc telefon może pełnić rolę prostego kokpitu na kierownicy.
Hamulce i napęd są wystarczające
Dobrze wypadają hydrauliczne hamulce tarczowe. Przy takiej masie roweru to nie powinien być spowalniacz, tylko dobrze funkcjonujący komponent. Hamowanie jest pewne, przewidywalne i nie wymaga mocnego ściskania klamek. Jednocześnie trzeba pamiętać, że nie jest to poziom rowerów do śmigania po leśnych ścieżkach lub górskich bezdrożach. W mieście, gdzie co chwilę ktoś wychodzi na przejście, samochód skręca bez kierunkowskazu albo hulajnoga pojawia się znikąd, hamulce będą dostatecznie skuteczne, aby przemieszczać się rowerem bez szaleństw.

Podstawowy napęd Shimano Tourney z 7 biegami działa poprawnie i pasuje do charakteru roweru. Nie jest to osprzęt z wysokiej półki, ale też nie musi być. W rowerze z elektrycznym wspomaganiem przełożenia służą głównie do dopasowania kadencji, a nie do heroicznej walki o każdy podjazd. Biegi zmieniają się wystarczająco sprawnie, choć nie jest to poziom rowerów za kilka razy większe pieniądze.

Z przodu znalazł się amortyzowany widelec o skoku 40 mm. Na dziury, krawężniki i kostkę brukową wystarcza, ale nie spodziewałbym się po nim cudów. To raczej element poprawiający komfort w mieście niż zaproszenie do jazdy po lesie. Szkoda, że nie ma regulacji, bo trzeba zaakceptować fabryczne ustawienie. W typowo miejskich warunkach widelec spełnia swoje zadanie, ale na bezdrożach wolałbym mieć coś o większym skoku.
Jak Fiido C11 Pro jeździ?
Najkrócej mówiąc: przyjemnie. To rower, na którym szybko przestaje się myśleć o silniku, baterii i elektronice, a zaczyna po prostu jechać. I to jest chyba największy komplement dla niedrogiego e-bike’a. Wynika to chyba przede wszystkim z naturalnego i dobrze przemyślanego wspomagania. No i ma certyfikację IP54, więc nie straszny mu deszcz.
Fiido C11 Pro rusza płynnie, nie wyrywa do przodu i nie zachowuje się nerwowo. Wspomaganie pojawia się szybko, ale naturalnie. W mieście i na wzniesieniach daje to dużo pewności. Start spod świateł jest łatwy, włączenie się do ruchu nie wymaga mocnego depnięcia, a utrzymywanie prędkości 22–25 km/h przychodzi bez wysiłku. To nadal rower, więc trzeba pedałować, ale wysiłek jest wyraźnie mniejszy niż w klasycznym mieszczuchu. Oczywiście ambitni cykliści mogą pedałować ile sił w nogach – wspomaganie powyżej 25 km/h po prostu się wyłączy.

Najbardziej spodobało mi się to, że Fiido C11 Pro nie zachowuje się jak tani chiński rower elektryczny z efektem „kopnięcia” silnika. Nie ma tu przypadkowego przyspieszania po lekkim przekręceniu korbą. Czujnik momentu sprawia, że wspomaganie jest bezpieczne także dla osób starszych oraz intuicyjne. Jeżeli jedziesz spokojnie, rower pomaga spokojnie. Jeżeli mocniej naciśniesz na pedały, od razu dostajesz wyraźniejsze wsparcie.
Pozycja za kierownicą jest wygodna i wyprostowana
Dobrze sprawdza się na ścieżkach rowerowych, parkowych alejkach i asfaltowych trasach rekreacyjnych. 28-calowe koła pomagają utrzymać stabilność, a rower nie sprawia wrażenia nerwowego, mimo że prowadzi się dość lekko. Komfort jazdy na Fiido C11 Pro jest dobry, choć trzeba pamiętać, że to nadal rower miejski, a nie amortyzowany trekking na wyprawy po szutrach. Kostka brukowa, nierówności, studzienki i niewysokie krawężniki nie robią na nim większego wrażenia. Na gorszej nawierzchni czuć już jednak ograniczenia przedniego amortyzatora i typowo miejskiej konstrukcji. Da się zjechać z asfaltu, ale nie po to przecież ten rower powstał.

Dużym plusem jest pełne wyposażenie codzienne. Błotniki naprawdę mają sens, bagażnik przyda się od pierwszego tygodnia, a oświetlenie pozwala jeździć po zmroku bez konieczności dokładania kolejnych lampek. Tylne światło stopu to miły dodatek, bo poprawia widoczność w ruchu miejskim. Drobiazg, ale praktyczny.
Nie wszystko jest jednak perfekcyjne. Rower jest ciężki, co czuć przy manewrowaniu na małej przestrzeni, przepychaniu – choć tu pomaga wspomaganie, zawracaniu w ciasnej piwnicy albo podnoszeniu tylnego koła. Podczas samej jazdy masa nie przeszkadza, bo pomaga silnik, ale czasami nie da się o niej zapomnieć.

Zasięg i ładowanie
Fiido deklaruje zasięg do 104 km. Brzmi imponująco, ale jak zawsze przy rowerach elektrycznych trzeba dopisać do tego dużą gwiazdkę. Taki wynik jest możliwy raczej w bardzo sprzyjających warunkach: lekki użytkownik, płaska trasa, niski poziom wspomagania, brak wiatru, spokojna jazda i dobra temperatura. Realnie: niemal nie do osiągnięcia.
W normalnym użytkowaniu zakładałbym raczej 60-80 km realnego zasięgu. Przy spokojnej jeździe na niższych poziomach wspomagania da się zbliżyć do górnej części tego zakresu. Przy częstym korzystaniu z mocniejszych trybów, jeździe pod wiatr, z bagażem albo po pagórkowatym terenie wynik będzie niższy. I to jest całkowicie normalne. Dla większości osób taki zasięg i tak będzie więcej niż wystarczający.

Czy warto kupić Fiido C11 Pro?
Tak, ale pod warunkiem, że szukasz dokładnie takiego roweru: miejskiego, wygodnego, praktycznego i elektrycznego, a nie sportowego sprzętu do szybkiej jazdy albo turystycznego e-bike’a na długie wyprawy z sakwami.
Fiido C11 Pro przekonał mnie przede wszystkim tym, jak jeździ. Czujnik momentu obrotowego robi dużą różnicę i sprawia, że wspomaganie jest płynne, naturalne i przyjemne. Do tego dochodzą dobre hamulce, sensowny zasięg, wygodna rama, wyjmowany akumulator, kompletne wyposażenie i wygląd, którego nie trzeba się wstydzić.

To nie jest rower bez wad. Jest ciężki, nie ma pełnej osłony łańcucha, przedni amortyzator jest prosty, a część rozwiązań przypomina, że mówimy o sprzęcie z rozsądniejszej półki cenowej. Ale najważniejsze elementy są na miejscu. Silnik pomaga wtedy, kiedy powinien. Hamulce dają poczucie bezpieczeństwa. Pozycja jest wygodna. Zasięg wystarcza do realnego użytkowania. A cena, szczególnie bliżej 4000 zł, wygląda bardzo atrakcyjnie.
Fiido C11 Pro nie jest perfekcyjny, ale jego zakup wydaje się bardzo rozsądny – zwłaszcza na tle rowerów miejskich za kilkanaście tysięcy złotych.
Artykuł zawiera linki afiliacyjne. Wydawca portalu może otrzymywać prowizję od sprzedaży.
Mocne strony:
- wygodna rama z niskim przekrokiem
- wspaniale naturalne i płynne działanie wspomagania
- czujnik momentu obrotowego Mivice
- hydrauliczne hamulce tarczowe
- wyjmowany akumulator
- sensowny realny zasięg
- bagażnik, błotniki i oświetlenie w zestawie
- tylne światło stopu
- wygodna, wyprostowana pozycja za kierownicą
- atrakcyjny wygląd, szczególnie w kolorze Emerald Blue
- bardzo dobry stosunek ceny do możliwości
Słabe strony:
- wysoka masa
- brak pełnej osłony łańcucha
- deklarowany zasięg 104 km jest mało realny w normalnym użytkowaniu
- manetka przyspieszenia w niektórych wersjach jest problematyczna w świetle polskich przepisów