ANTHBOT M9 Pro – recenzja. Mały, lekki i bardzo cichy robot koszący

Mateusz PonikowskiSkomentuj
ANTHBOT M9 Pro – recenzja. Mały, lekki i bardzo cichy robot koszący

Nawet tanie roboty koszące z każdym kolejnym rokiem stają się coraz bardziej zaawansowane. LiDAR, RTK, kamery i sztuczna inteligencja mają sprawić, że urządzenie nie tylko dokładnie wie, gdzie się znajduje, ale również potrafi rozpoznać otoczenie i samodzielnie podejmować decyzje podczas pracy.



ANTHBOT M9 Pro jest właśnie takim robotem. Producent zastosował w nim system HoloSense Fusion, który łączy 360-stopniowy LiDAR, NetRTK oraz podwójne kamery AI. Do tego dochodzi automatyczne mapowanie ogrodu, obsługa wielu stref, elektroniczna regulacja wysokości koszenia i możliwość pokonywania wzniesień do 24 stopni.

Na papierze M9 Pro ma wszystko, czego można oczekiwać od nowoczesnego robota koszącego. Tyle że specyfikacja to jedno, a codzienna praca w prawdziwym ogrodzie to zupełnie inna historia.



Sprawdziłem, jak M9 Pro radzi sobie z mapowaniem, nawigacją, koszeniem, przeszkodami i mniej idealnymi warunkami. Jest też kilka rzeczy, które szczególnie mnie w nim zaskoczyły.

Kompaktowa konstrukcja i zaskakująco niska waga

Pierwsze wrażenie po wyjęciu ANTHBOT M9 Pro z opakowania jest bardzo pozytywne. To stosunkowo niewielka konstrukcja, która nie wygląda jak urządzenie przeznaczone do koszenia nawet 1000 m² trawnika.

Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie waga – około 10,4 kg. To jedna z tych cech, którą docenia się dopiero podczas normalnego użytkowania. Jeżeli robot utknie, jego przeniesienie nie stanowi większego problemu. Producent przewidział nawet specjalny uchwyt znajdujący się na spodzie urządzenia, który ułatwia jego przenoszenie. To spora zaleta w porównaniu z większymi i cięższymi robotami koszącymi.

M9 Pro ma wymiary około 49,8 × 39,2 × 25,1 cm, pięć ruchomych ostrzy i tarczę tnącą o szerokości 20 cm. Wysokość koszenia można regulować w zakresie od 3 do 7 cm.

ANTHBOT M9 Pro nie wygląda jak typowy, duży robot ogrodowy. Ma stosunkowo zwartą, niską konstrukcję i szarą obudowę z mocno zaokrąglonymi elementami. Najbardziej charakterystycznym elementem jest wieżyczka LiDAR znajdująca się na górze obudowy. To właśnie ona odróżnia M9 Pro od podstawowego M9 i jest jednym z najłatwiejszych do zauważenia elementów konstrukcji.

Na górze znajdziemy również panel sterowania z fizycznymi przyciskami. Jest też duży, czerwony przycisk STOP, który można szybko wcisnąć w sytuacji awaryjnej. Z przodu umieszczono natomiast system kamer odpowiedzialnych za rozpoznawanie otoczenia oraz światła LED.

Obudowa jest wykonana z tworzywa sztucznego, ale konstrukcja sprawia wrażenie solidnej. Od spodu znajduje się centralnie umieszczona tarcza tnąca z pięcioma ruchomymi ostrzami, a po bokach duże koła zapewniające odpowiednią przyczepność na płaskim terenie.

Warto też zwrócić uwagę na proporcje urządzenia. M9 Pro ma około 50 cm długości i 39 cm szerokości, więc bez problemu mieści się w miejscach, do których większe roboty mogą mieć utrudniony dostęp. Producent deklaruje możliwość przejazdu przez przejścia o szerokości około 65 cm i faktycznie, nie zauważyłem tym problemu.

W pudełku, oprócz samego robota, znajdziemy wszystko, co jest potrzebne do rozpoczęcia pracy. Zestaw obejmuje stację dokującą, zasilacz stacji wraz z przedłużaczem, przewód zasilający do modułu RTK, stację referencyjną RTK, słupek montażowy oraz element mocujący do podłoża. Producent dorzuca również zestaw narzędzi i zapasowy komplet ostrzy.

Najważniejszym elementem poza samym robotem jest oczywiście stacja dokująca, do której M9 Pro automatycznie wraca po zakończeniu pracy lub w celu naładowania akumulatora.

Ciekawostką jest obecność stacji referencyjnej RTK. M9 Pro wykorzystuje bowiem nie tylko LiDAR i kamery, ale również RTK/NetRTK. Producent pozwala korzystać z obu rozwiązań, dlatego w zestawie nadal znajdziemy klasyczną stację RTK wraz z masztem i elementem mocującym.

Montaż i pierwsza konfiguracja

Jedną z rzeczy, które pozytywnie zaskoczyły mnie w ANTHBOT M9 Pro, jest stosunkowo proste przygotowanie go do pracy. Nie mamy tutaj wieloetapowej instalacji wymagającej prowadzenia przewodów wokół całego ogrodu. Zanim jednak robot zacznie samodzielnie kosić, trzeba odpowiednio ustawić stację dokującą, skonfigurować urządzenie w aplikacji i stworzyć mapę obszaru roboczego.

Pierwszym krokiem jest oczywiście znalezienie odpowiedniego miejsca dla stacji dokującej. Producent zaleca ustawienie jej na płaskim fragmencie trawnika i skierowanie do przodu. Sama stacja jest niewielka i jej przygotowanie nie wymaga specjalistycznych umiejętności. Trzeba jednak pamiętać, że jej lokalizacja ma później znaczenie dla działania całego systemu, dlatego nie warto ustawiać jej przypadkowo.

ANTHBOT M9 Pro - stacja bazowa i antena
ANTHBOT M9 Pro – stacja bazowa i antena

Po przygotowaniu stacji pobieramy aplikację ANTHBOT i parujemy z nią robota. Następnie warto sprawdzić dostępność aktualizacji oprogramowania – producent w instrukcji testowej zaleca wykonanie aktualizacji firmware’u, jeśli aplikacja o nią poprosi.

Cały proces jest dość intuicyjny i nie zajmuje dużo czasu. Nie miałem poczucia, że konfiguracja została niepotrzebnie skomplikowana. Aplikacja prowadzi użytkownika przez kolejne etapy, a większość ustawień można później zmienić już z poziomu telefonu.

Tworzenie mapy za pośrednictwem aplikacji
Tworzenie mapy za pośrednictwem aplikacji

Po konfiguracji przychodzi moment, który w przypadku robota bez przewodu ograniczającego ma ogromne znaczenie – stworzenie mapy ogrodu. ANTHBOT oferuje tutaj dwa tryby: automatyczne oraz ręczne mapowanie. W obu przypadkach proces powinien rozpocząć się w okolicy stacji dokującej.

Na tym etapie pojawiło się u mnie pierwsze większe wyzwanie. Mój ogród nie jest prostym, otwartym prostokątem trawnika. Są w nim wąskie przejścia, przeszkody i miejsca wymagające precyzyjnego manewrowania. Automatyczne mapowanie nie poradziło sobie z takim układem tak, jak oczekiwałem. Robot miał problem z prawidłowym przeprowadzeniem całego procesu.

Nie oznacza to jednak, że trzeba się poddawać i rezygnować z urządzenia. W aplikacji możemy przejąć sterowanie nad robotem i ręcznie poprowadzić go po granicach obszaru. Tutaj M9 Pro wypada bardzo dobrze. Sterowanie z poziomu aplikacji jest wygodne, a robot bardzo szybko reaguje na wydawane polecenia. Dzięki temu można precyzyjnie przejechać wzdłuż granic trawnika i zaznaczyć nawet bardziej nietypowe fragmenty ogrodu.

Nawigacja i koszenie

W omawianym modelu producent zastosował system HoloSense Fusion, a jego zadaniem jest połączenie informacji z kilku źródeł, zamiast polegania wyłącznie na GPS czy kamerach. Ma to sens szczególnie w ogrodach, gdzie występują drzewa, cień czy wąskie przejazdy.

W moim przypadku również po wyznaczeniu obszaru pracy robot działał poprawnie, ale nie idealnie. Celowo ominąłem miejsce, gdzie ustawiona jest trampolina, ale robotowi zdarzało się podjechać zbyt blisko i utknąć. Były to jednak sporadyczne sytuacje – w trakcie kilku tygodni testów ANTHBOT zablokował się dosłownie kilka razy.

Robot utknął na podstawie trampoliny
Robot utknął na podstawie trampoliny

Pozytywnie zaskoczyła mnie kultura pracy. M9 Pro pracuje naprawdę cicho. Producent deklaruje poziom hałasu poniżej 58 dB, a w praktyce urządzenie nie generuje uciążliwego hałasu. Nie mamy tutaj sytuacji, w której trzeba pilnować, aby robot nie uruchomił się wieczorem, bo będzie przeszkadzał domownikom czy sąsiadom.

Podoba mi się również oświetlenie znajdujące się z przodu urządzenia. Nie jest to oczywiście najważniejsza funkcja robota koszącego, ale jest praktyczna. Robot może pracować również przy gorszych warunkach oświetleniowych, a dodatkowe światło sprawia, że łatwiej go zlokalizować po zmroku.

Jak M9 Pro radzi sobie z koszeniem? Tutaj nie mam większych powodów do narzekania. Po poprawnym wyznaczeniu obszaru robot porusza się po nim w uporządkowany sposób, a jego niewielkie rozmiary pomagają w manewrowaniu. Producent zastosował 20-centymetrową tarczę z pięcioma ruchomymi ostrzami. Wysokość koszenia można elektronicznie ustawić od 3 do 7 cm.

Wydajność koszenia wygląda naprawdę przyzwoicie. Producent deklaruje wydajność do 150 m² na godzinę, a akumulator 5 Ah ma zapewniać około 90 minut pracy. W moim przypadku podczas jednego z przejazdów aplikacja pokazała 64 m² skoszonego obszaru w 27 minut, co daje około 142 m²/h.

Warto pamiętać, że przy większym trawniku robot będzie musiał okresowo wracać do stacji i kontynuować pracę po uzupełnieniu energii. Pełne ładowanie w normalnych warunkach zajmuje około 2 godziny. Robot jednak nie rozładowuje się do końca – wraca do bazy z niewielkim zapasem mocy i po kilkudziesięciu minutach kontynuuje sesję.

Największy problem? Małe przeszkody

Producent mocno promuje system Dual AI Vision. Według materiałów ANTHBOT kamery mają pomagać w wykrywaniu nisko położonych przeszkód, a czułość systemu można ustawić na jednym z trzech poziomów. Producent deklaruje nawet wykrywanie obiektów o wymiarach od 10 × 10 cm.

Problem pojawia się jednak przy małych i niskich przedmiotach. W moim ogrodzie robot nadal nie radził sobie z takimi przeszkodami jak sztuczna kupa czy niewielka, kilkucentymetrowa figurka. Zamiast je ominąć, potrafił na nie najechać.

Kamery i LiDAR nie oznaczają, że robot zobaczy absolutnie wszystko. Dlatego przed uruchomieniem automatycznego koszenia nadal warto usunąć z trawnika małe przedmioty, zabawki czy inne rzeczy, które mogłyby znaleźć się pod tarczą.

Jeżeli chodzi o koszenie krawędzi – warto zachować realistyczne oczekiwania. M9 Pro potrafi bardzo precyzyjnie poruszać się wzdłuż wyznaczonych granic, ale sama tarcza tnąca znajduje się centralnie pod urządzeniem. W efekcie przy niektórych krawędziach pozostaje pas nieskoszonej trawy. Producent przewidział dedykowane ustawienia, które mogą pomóc w miejscach, gdzie trawnik jest na równi z chodnikiem. Wówczas sprzęt może jeździć „na zakładkę” i dokładnie skosić krawędź. W miejscach, gdzie są murki czy ogrodzenia, niestety zostanie pas o szerokości około 9 cm.

Aplikacja ANTHBOT

Aplikacja mobilna wpisuje się w to, co już widzieliśmy w przypadku testów innych robotów koszących. Interfejs jest czytelny, a sprzęt szybko reaguje na wydawane polecenia.

Z poziomu aplikacji można również zarządzać mapą, ustawiać harmonogramy i parametry koszenia. Producent przewidział również możliwość obsługi wielu stref, a łączność obejmuje Wi-Fi, Bluetooth i 4G (pierwszy rok bezpłatnie, z możliwością corocznego odnawiania w cenie ok. 150 zł).

Główny ekran pokazuje aktualną mapę oraz pozycję robota. W moim przypadku aplikacja informowała również o powierzchni mapy – 307 m². Z poziomu mapy dostępne są narzędzia pozwalające tworzyć i modyfikować obszary pracy, edytować granice oraz dodawać ograniczenia.

Dużo uwagi poświęcono również samemu sposobowi koszenia. Użytkownik może zmienić wysokość cięcia, kierunek jazdy czy liczbę przejazdów. Ciekawie rozwiązano także ustawienia pracy przy krawędziach – aplikacja pozwala określić zakładkę krawędzi na 5, 10, 15 lub 20 cm, dzięki czemu można dopasować zachowanie robota do konkretnego miejsca.

W aplikacji znajdziemy również ustawienia odpowiedzialne za kontrolę wizualną i wykrywanie przeszkód. Możemy wybrać jeden z trzech poziomów czułości albo całkowicie wyłączyć tę funkcję. Przy najwyższym poziomie robot ma reagować nawet na niewielkie przeszkody. W praktyce, jak wspominałem wcześniej, nie oznacza to jednak, że M9 Pro zauważy absolutnie każdy mały przedmiot znajdujący się na trawniku.

Ciekawym dodatkiem jest podgląd parametrów NetRTK. Aplikacja pokazuje między innymi jakość pozycjonowania, liczbę satelitów i źródło sygnału.

Całość jest więc całkiem rozbudowana, ale jednocześnie nie sprawia wrażenia przesadnie skomplikowanej. Najważniejsze funkcje są łatwo dostępne, a bardziej zaawansowane ustawienia zostały umieszczone w osobnych sekcjach.

ANTHBOT M9 Pro, czy warto?

ANTHBOT M9 Pro to robot koszący, który podczas testów pokazał kilka naprawdę mocnych stron. Przede wszystkim zaskoczyła mnie jego niewielka masa, kompaktowa konstrukcja i bardzo cicha praca. Ważące około 10 kg urządzenie łatwo przenieść, gdy znajdzie się w miejscu, z którego nie może samodzielnie wyjechać, a przy tym nie sprawia wrażenia taniego czy delikatnego.

Na plus wypada również prosta konfiguracja i dobrze działająca aplikacja. Samo przygotowanie robota nie zajmuje dużo czasu, a użytkownik otrzymuje sporo możliwości dopasowania sposobu pracy do własnego ogrodu. Dobrze oceniam też samo koszenie. Robot porusza się w uporządkowany sposób, a wydajność w sprzyjających warunkach jest bliska deklarowanych przez producenta.

Niedosyt pozostawia wykrywanie mniejszych przeszkód. Mimo obecności LiDAR-u i kamer AI robot potrafił najechać na sztuczną kupę czy kilkucentymetrową figurkę.

W momencie publikacji testu urządzenie można kupić na stronie producenta za 1300 euro (około 5700 zł). Jest to podobny poziom cenowy co TerraMow V1000. MOVA LiDAX Ultra jest tańsza o ponad 1000 zł. Wspomniane modele również mają swoje atuty i nie wymagają ustawiania stacji referencyjnej RTK. Który z robotów jest najlepszy? Trudo wskazać jednoznacznego faworyta – warto przede wszystkim dopasować urządzenie do własnych preferencji i powierzchni ogrodu.

Mateusz PonikowskiWspółzałożyciel serwisu instalki.pl od ponad 18 lat aktywny w branży mediów technologicznych.