Wybór robota koszącego do przydomowego ogrodu nie jest łatwym zadaniem. Rynek rozwija się w błyskawicznym tempie i nie wszyscy producenci stawiają na takie same technologie. Kluczową rolę odgrywa system nawigacji, który decyduje o tym, jak skutecznie robot poradzi sobie z mapowaniem ogrodu, omijaniem przeszkód i precyzją koszenia.
Jedni producenci stawiają na anteny RTK wykorzystujące sygnał satelitarny, inni rozwijają systemy LiDAR lub czujniki ToF. Są też firmy, które idą w zupełnie innym kierunku. TerraMow postawił na technologię TerraVision 2.0 – zaawansowany system wizyjny AI inspirowany rozwiązaniami stosowanymi w motoryzacji autonomicznej. Zamiast polegać na przewodach ograniczających czy antenach RTK, robot wykorzystuje zestaw kamer oraz algorytmy sztucznej inteligencji do tworzenia trójwymiarowej mapy ogrodu, rozpoznawania otoczenia i omijania przeszkód w czasie rzeczywistym.
W tej recenzji sprawdzimy, jak TerraMow V1000 radzi sobie w praktyce. Czy system TerraVision 2.0 rzeczywiście może konkurować z najpopularniejszymi rozwiązaniami opartymi na RTK? Jak wygląda jakość koszenia, precyzja nawigacji oraz codzienne użytkowanie? Przekonajmy się.
Egzemplarz testowy został dostarczony redakcji przez producenta bezpłatnie do celów recenzenckich. Producent nie miał wpływu na treść niniejszej publikacji.
Seria robotów koszących TerraMow V
TerraMow to stosunkowo młoda marka, ale stoją za nią inżynierowie oraz specjaliści od sztucznej inteligencji. Firma została założona w 2019 roku, natomiast dwa lata później rozpoczęto prace nad pierwszym robotem koszącym. Efektem ponad trzech lat rozwoju była premiera serii S, która w 2024 roku zadebiutowała na platformie Kickstarter jako robot wykorzystujący autorski system wizyjny AI.
Kolejnym krokiem w rozwoju jest seria V, która ma trafić do szerszego grona użytkowników. W jej skład wchodzą dwa modele – TerraMow V600 oraz TerraMow V1000. Konstrukcyjnie są to bardzo zbliżone urządzenia. Oba korzystają z tego samego systemu nawigacji TerraVision 2.0, oferują elektryczną regulację wysokości tarczy tnącej oraz łączność Wi-Fi i sieć komórkową.
TerraMow V1000 korzysta z wbudowanego modułu LTE, dzięki któremu robot może pozostawać online również poza zasięgiem domowej sieci Wi-Fi. Producent zapewnia bezpłatny pakiet danych przez pierwszy rok użytkowania, a po jego zakończeniu koszt usługi wynosi 19 euro rocznie. To rozsądna kwota, szczególnie że u niektórych konkurentów, np. Navimow, abonament za transmisję danych jest wyraźnie droższy.

Najważniejsze różnice dotyczą powierzchni pracy i czasu działania. Model V600 przeznaczony jest do trawników o powierzchni do 600 m², natomiast testowany przeze mnie V1000 obsługuje ogrody o powierzchni do 1000 m². Większy model wyposażono również w pojemniejszy akumulator (98,55 Wh zamiast 84,36 Wh), dzięki czemu może pracować do 150 minut na jednym ładowaniu, podczas gdy V600 oferuje do 120 minut pracy. Pozostałe parametry, takie jak szerokość koszenia wynosząca 203 mm, regulacja wysokości cięcia w zakresie 25–75 mm, wodoodporność IPX6 czy poziom hałasu poniżej 54 dB, pozostają identyczne.


Na potrzeby tej recenzji do testów trafił model TerraMow V1000, czyli mocniejszy wariant z serii V. Najważniejsze parametry techniczne prezentują się następująco:
- Zalecana powierzchnia koszenia: do 1200 m²
- Wydajność koszenia: 100–150 m²/h
- Powierzchnia koszona na jednym ładowaniu: 250–375 m²
- System nawigacji: TerraVision™ 2.0 (AI Vision)
- Łączność: Wi-Fi oraz sieć komórkowa
- Automatyczne mapowanie ogrodu: Tak
- Unikanie przeszkód z wykorzystaniem AI: Tak
- Wykrywanie deszczu: Tak
- Automatyczny powrót do stacji i ładowanie: Tak
- Aktualizacje OTA: Tak
- Elektryczny system podnoszenia tarczy tnącej: Tak
- Szerokość koszenia: 203 mm
- Regulacja wysokości koszenia: 25–75 mm
- Pojemność akumulatora: 4,5 Ah / 98,55 Wh
- Czas ładowania: około 120 minut
- Czas pracy na jednym ładowaniu: do 150 minut
- Maksymalne nachylenie terenu: 18° (32,5%)
- Poziom hałasu: poniżej 54 dB
- Klasa szczelności: IPX6
- Wymiary: 60,2 × 39,4 × 33,1 cm
- Waga: 11,8 kg
Wygląd TerraMow V1000 i pierwsze wrażenia
Już po wyjęciu z pudełka widać, że TerraMow V1000 wygląda nieco inaczej. Całość jest naprawdę kompaktowa, ale nieco wyższa od kosiarek przeznaczonych na podobny obszar roboczy, które testowałem w tym roku. Nie mogę narzekać na wzornictwo – producent postawił na nowoczesną bryłę. Dominują jasnoszare panele obudowy zestawione z czarnymi elementami ochronnymi i dużymi kołami terenowymi. Całość wygląda solidnie.


Najbardziej charakterystycznym elementem konstrukcji jest moduł TerraVision 2.0 umieszczony na górze obudowy. To właśnie tutaj znajdują się trzy kamery oraz oświetlenie LED, tworzące system wizyjny. Domyślam się, że dzięki takiemu umiejscowieniu kamery mają dobrą widoczność otoczenia, co przekłada się na dokładniejsze mapowanie oraz skuteczniejsze wykrywanie przeszkód.

Przód robota zabezpiecza szeroki, gumowy zderzak, który chroni obudowę podczas ewentualnego kontaktu z przeszkodami. Z przodu umieszczono także niewielkie koło podporowe odpowiadające za manewrowanie, natomiast z tyłu pracują duże koła napędowe z agresywnym bieżnikiem.
Od spodu znajduje się tarcza tnąca z trzema wymiennymi ostrzami. Producent zastosował również elektryczną regulację wysokości koszenia, dzięki czemu nie trzeba ręcznie ingerować w mechanizm tnący. Tarcza nie jest ruchoma na boki, zatem nie możemy liczyć tutaj na lepsze koszenie przy krawędziach.


Co ciekawe, włącznik kosiarki również znajduje się na spodzie urządzenia – przyznać, że dawno nie widziałem typowego „pstryczka” w tego typu sprzęcie.
Na górnej części obudowy znalazły się przyciski sterujące oraz czerwony przycisk awaryjnego zatrzymania (STOP), który jest łatwo dostępny w razie potrzeby natychmiastowego przerwania pracy urządzenia.

Producent zadbał o to, aby użytkownik mógł rozpocząć pracę praktycznie od razu po rozpakowaniu urządzenia. W pudełku znajdziemy:
- robot koszący TerraMow V1000,
- stację dokującą wraz z osłoną (garażem)
- zasilacz wraz z przewodem,
- komplet śrub montażowych do przymocowania stacji do podłoża,
- zestaw 9 zapasowych ostrzy,
- skróconą instrukcję obsługi oraz pełny podręcznik użytkownika.
Na plus należy zaliczyć dołączenie garażu do stacji dokującej. W wielu konkurencyjnych modelach jest to wyposażenie opcjonalne wymagające dodatkowego zakupu. Cieszy również obecność zapasowych ostrzy.

Producent przewidział także dodatkowe akcesoria dostępne do zakupu osobno, takie jak wymienny akumulator, przedłużacz przewodu zasilającego, zapasowa tarcza tnąca czy kolejne zestawy ostrzy, co ułatwia późniejszą eksploatację robota. Szczególnie cieszy możliwość samodzielnej wymiany baterii, to rzadkość w sprzęcie tej klasy.
Konfiguracja i mapowanie terenu
Każdy z producentów obiecuje szybką i nieskomplikowaną konfigurację, ale w praktyce bywa różnie. Na szczęście w przypadku TerraMow, obietnice pokrywają się z rzeczywistością. Po pobraniu oficjalnej aplikacji nie miałem żadnych problemów z wykryciem robota i połączeniem go z Wi-Fi.

Podczas konfiguracji aplikacji pokazuje szybki przewodnik, przypominając, jakie kroki należy wykonać, aby prawidłowo zainstalować kosiarkę.

Muszę odnotować, że zaraz po pierwszym uruchomieniu pojawiła się aktualizacja oprogramowania pokładowego – oczywiście przystąpiłem do instalacji, aby urządzenie korzystało z najnowszego softu.
Osoby zainteresowane zakupem omawianego modelu z pewnością zainteresuje automatyczne mapowanie AI. Z doświadczenia wiem, że różnie z tym bywa. Model bazujące na technologii LiDAR czy RTK zazwyczaj kiepsko radzą sobie z automatycznym tworzeniem mapy. Dopiero całkiem przystępny cenowo model eufy C15 (również bazujący na systemie wizyjnym) zaskoczył mnie pozytywnie pod tym względem.

Testując TerraMow V1000 musiałem zatem sprawdzić automatyczne mapowanie. Utworzenie mapy ogrodu o powierzchni około 320 m2 zajęło godzinę. Robot poprawnie rozpoznał krawędzie ogrodu, nasadzenia czy przeszkody (trampolina). Nie wyjechał poza właściwy obszar, to spory plus.
Finalnie, mapa jest bardzo dokładna i odzwierciedla układ trawnika. Nie wszystkie linie są idealnie proste, a odpowiedzialne za to są rośliny, których liście zwisają nad trawnikiem. Robot omijał takie miejsce tworząc poszarpane krawędzie. Teraz już wiem, że przed mapowaniem, warto przyciąć rośliny, aby uzyskać idealny obraz trawnika. Nie jest to wielki problem, ponieważ robot aktualizuje mapę po każdym koszeniu, aby dostosować się do wszelkich zmian.
Ustawienia robota
Po zakończeniu mapowania użytkownik zyskuje dostęp do rozbudowanego edytora mapy, który pozwala dostosować pracę robota bez konieczności ponownego skanowania całego ogrodu. Interfejs jest czytelny, a wszystkie najważniejsze funkcje znajdują się w jednym miejscu.
Dla wielu użytkowników najważniejszą opcją będą strefy zakazane, które pozwalają wykluczyć z koszenia wybrane fragmenty ogrodu, takie jak rabaty, oczka wodne czy miejsca zabaw dzieci. Drugą przydatną funkcją są strefy koszenia. Umożliwiają one wyznaczenie obszarów, które robot będzie kosił ignorując przeszkody czy odsłonięty grunt.

Aplikacja pozwala również dodawać nowe strefy na dwa sposoby – poprzez edycję istniejącej mapy (podział, scalanie) lub ręczne poprowadzenie robota do nowego obszaru. Przydatnym narzędziem są także ścieżki, czyli trasy przejazdu pomiędzy poszczególnymi strefami. Dzięki nim robot sprawnie przemieszcza się między odseparowanymi fragmentami ogrodu. Do dyspozycji użytkownika oddano ponadto możliwość obracania mapy i wykonania kopii zapasowej.
TerraMow V1000 oferuje szeroki zakres ustawień, dzięki którym można dopasować sposób pracy robota do rodzaju trawnika oraz własnych preferencji. Najważniejszym parametrem jest wysokość koszenia, regulowana elektronicznie z poziomu aplikacji. To znacznie wygodniejsze rozwiązanie niż ręczna zmiana ustawień bezpośrednio na robocie.

Producent umożliwia również zmianę odległości koszenia od krawędzi. Suwak pozwala zdecydować, jak blisko obrzeża trawnika ma poruszać się robot. Mniejsza odległość przekłada się na dokładniejsze wykoszenie przy chodnikach czy podjazdach, natomiast większy margines sprawdzi się tam, gdzie występują wysokie krawężniki lub delikatne rośliny.
Kolejną opcją jest rozstaw ścieżek koszenia. Węższe odstępy oznaczają większe nakładanie się przejazdów, co poprawia jakość koszenia kosztem wydłużenia czasu pracy.
Producent pozwala również dostosować prędkość przemieszczania robota. Do wyboru są cztery tryby pracy: dokładny, domyślny, szybki oraz adaptacyjny. Użytkownik może również regulować prędkość obrotową tarczy tnącej, co pozwala lepiej dostosować pracę robota do gęstości i wysokości trawy. Na koniec pozostaje kierunek koszenia. Aplikacja umożliwia zmianę wzoru przejazdów, dzięki czemu można ograniczyć powstawanie widocznych śladów na trawniku i uzyskać bardziej estetyczny efekt po zakończeniu pracy.
Ustawień jest znacznie więcej, a znajdziemy je po kliknięciu w zębatą ikonkę w prawym górnym rogu aplikacji. W sekcji wykrywania przeszkód można włączyć automatyczne omijanie stref niebezpiecznych, takich jak zbiorniki wodne czy strome skarpy, a także aktywować wykrywanie nadmiernego nachylenia terenu. Do dyspozycji użytkownika pozostaje również regulacja czułości detekcji przeszkód, dzięki czemu robot może ostrożniej reagować na obiekty znajdujące się na trawniku lub, przeciwnie, pracować nieco bardziej zdecydowanie w mniej wymagających warunkach.
Producent przygotował także kilka zaawansowanych ustawień dotyczących mapy. Robot może automatycznie proponować utworzenie stref zakazanych w miejscach, w których często dochodzi do zablokowania. Dostępna jest również funkcja Inteligentnych tekstur map, wzbogacająca mapę o dodatkowe szczegóły.

Ciekawie rozwiązano również konfigurację pracy przy krawędziach. Można włączyć retusz narożników, dzięki któremu robot wykonuje dodatkowe przejazdy w rogach trawnika, poprawiając efekt końcowy koszenia. Do dyspozycji jest także regulacja czułości wykrywania przeszkód przy krawędzi, blokada granic mapy zapobiegająca ich przypadkowej modyfikacji oraz funkcja segmentowanego przycinania krawędzi, która ma poprawiać dokładność koszenia wzdłuż obrzeży.
Nie zabrakło także ustawień związanych z pogodą. Robot potrafi wykrywać opady deszczu, automatycznie przerwać koszenie i wrócić do stacji dokującej. Użytkownik może określić czułość wykrywania opadów oraz ustawić czas, po jakim urządzenie wznowi pracę po ustaniu deszczu. Opcjonalnie można również aktywować tryb uwzględniający prognozę pogody
W ustawieniach znajdziemy również możliwość określenia godzin pracy robota. Co ciekawe, harmonogram może być powiązany z godzinami wschodu i zachodu słońca, dzięki czemu urządzenie automatycznie dostosowuje czas rozpoczęcia i zakończenia koszenia do pory roku. Tutaj ważna uwaga – robot nie potrafi pracować po zmroku.
Całość uzupełniają opcje personalizacji, takie jak regulacja głośności komunikatów głosowych, wybór ich języka (są polskie komunikaty), konfiguracja trybu odzyskiwania po zablokowaniu czy integracja z Home Assistant.
Codzienne użytkowanie
Większość użytkowników kupując robota koszącego chce mieć po prostu spokój. Ma on samodzielnie przycinać trawnik bez konieczności poświęcania mu uwagi. Czy TerraMow V1000 należy do tego typu urządzeń? Zdecydowanie tak.
Po utworzeniu mapy, robot pracował przez kilkanaście dni bez żadnych problemów. Nie gubił pozycji, kosił pod drzewami i trampoliną, omijał przeszkody i pracował zgodnie z harmonogramem.

Z uwagi na fakt, że konstrukcja jest dość kompaktowa (ok. 40 cm szerokości), urządzenie bardzo sprawnie manewruje w wąskich przejściach. To spory atut, bo wjedzie tam, gdzie inne roboty zawracają.

Sam proces koszenia jest dość wolny, ale w przypadku mniejszych ogrodów, nie jest to wielki problem. Urządzenie pracuje bowiem zgodnie z zaplanowanym harmonogramem, a podczas sesji wraca do bazy, aby doładować baterię. Podczas testów, TerraMow V1000 potrzebował 3 godzin i 36 minut, aby skosić trawnik o powierzchni 300 m2. To czas samego koszenia, podczas tej sesji ładowanie zajęło około 90 minut. Wydajność może oczywiście różnić się w zależności od charakterystyki terenu.

Producent deklaruje poziom hałasu poniżej 54 dB, co w praktyce oznacza, że robot jest ledwo słyszalny z kilku metrów. Podczas testów urządzenie nie przeszkadzało ani podczas odpoczynku w ogrodzie, ani pracy na tarasie. Emitowany hałas zależny jest oczywiście od prędkości poruszania się urządzenia – podczas testów w trybie „dokładny” oraz „domyślny” było naprawdę cicho – maksymalnie 52 dB.

TerraMow deklaruje wykrywanie małych przeszkód z centymetrową dokładnością – TerraVision ma rozpoznawać obiekty o wymiarach już 10 × 10 × 5 cm, oferując większą gęstość danych niż systemy LiDAR czy czujniki ToF. Co więcej, dzięki połączeniu stereowizji 3D i kamery AI robot analizuje otoczenie na bieżąco i odpowiednio planuje trasę przejazdu.
W praktyce jest bardzo dobrze, ale nie idealnie. Robot z powodzeniem wykrył i ominął niewielką figurkę, z którą nie poradził sobie niedawno testowany MOVA LiDAX Ultra 800. Również większe gałęzie, zabawki, piłki czy stelaż od trampoliny, były omijane z dużą dokładnością.

Wyzwaniem okazała się sztuczna kupa leżąca na trawniku. Sprawdzałem to w kilku miejscach na wyższej i niższej trawie i za każdym razem robot przejeżdżał po przeszkodzie. Osoby mające zwierzęta, powinny mieć to na uwadze.


Podobnie, jak w wielu robotach koszących wyposażonych w kamerę, V1000 oferuje podgląd na żywo. Dzięki modułowi TerraVision 2.0 użytkownik może w każdej chwili połączyć się z robotem i zobaczyć obraz z jego przedniej kamery bezpośrednio na ekranie smartfona. Funkcja przydaje się nie tylko do sprawdzenia, gdzie aktualnie znajduje się urządzenie, ale również do szybkiej oceny sytuacji, gdy robot zatrzyma się lub zgłosi problem.
Na koniec muszę wspomnieć jeszcze o czyszczeniu i konserwacji robota. Producent zastosował obudowę o klasie szczelności IPX6, dzięki czemu urządzenie można bez obaw czyścić bieżącą wodą, ważne aby nie była ona pod dużym ciśnieniem. Regularnie warto również oczyścić koła napędowe z błota i trawy, szczególnie po pracy na wilgotnym podłożu. Dobrą praktyką jest także przetarcie modułu TerraVision 2.0, aby kamery pozostawały czyste.
Czy warto kupić TerraMow V1000?
TerraMow V1000 zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Marka może nie jest super rozpoznawalna, ale na pewno nie trzeba się jej bać. Producent postawił na własną drogę, rezygnując z systemu RTK na rzecz systemu wizyjnego TerraVision 2.0 i trzeba przyznać, że w praktyce rozwiązanie działa tak, jak trzeba. Robot sprawnie mapuje ogród, pewnie porusza się nawet w trudniejszych miejscach, dobrze radzi sobie z omijaniem większości przeszkód i oferuje dopracowaną aplikację.
Warto również pamiętać, że V1000 najlepiej sprawdzi się w ogrodach o niewielkim nachyleniu terenu. Producent deklaruje możliwość pracy na stokach o nachyleniu do 18° (32,5%), co jest wartością wystarczającą dla większości przydomowych działek.
TerraMow ma kilka atutów, których nie widać na pierwszy rzut oka. Producent zadbał o dostępność części zamiennych i możliwość ich samodzielnej wymiany. Użytkownik bez większego problemu może wymienić akumulator, tarczę tnącą czy ostrza, co w świecie robotów koszących wcale nie jest standardem. To dobra wiadomość dla osób planujących korzystać z urządzenia przez wiele sezonów.

Nie oznacza to jednak, że jest to urządzenie pozbawione wad. Robot nie pracuje po zmroku, system rozpoznawania przeszkód nadal nie jest w stanie wykryć wszystkich niewielkich obiektów (co pokazał test ze sztuczną kupą), a cena 5499 zł sprawia, że konkurencja staje się naprawdę mocna. Przykładowo MOVA LiDAX Ultra 1200 kosztuje obecnie około 1000 zł mniej, oferując również wysoki poziom funkcjonalności.
Jeżeli szukasz nowoczesnego robota koszącego bez przewodu ograniczającego i anteny RTK, który oferuje dopracowaną aplikację, bardzo dobrą nawigację opartą na kamerach oraz wysoką kulturę pracy, TerraMow V1000 jest propozycją zdecydowanie wartą uwagi. Gdyby jego cena była niższa o około 500-1000 zł, byłby jednym z najciekawszych robotów koszących w swojej klasie.