Ten rower elektryczny waży 42 kg i ma gdzieś dziurawe drogi. Test Himiway D5 2.0 ST

Maksym SłomskiSkomentuj
Ten rower elektryczny waży 42 kg i ma gdzieś dziurawe drogi. Test Himiway D5 2.0 ST

Himiway D5 2.0 ST nie próbuje udawać lekkiego roweru miejskiego. Konstrukcja na pierwszy rzut oka może takowy przywodzić na myśl, choć szerokie opony błyskawicnie zdradzają jego charakter. Elektryczny fatbike od Himiway waży 42 kilogramy, ma pełne zawieszenie, opony o szerokości czterech cali i bagażnik o udźwigu 27 kg. Jest dłuższy od niejednego motocykla klasy 125 i równie niechętnie daje się wnosić po schodach. Wystarczy jednak ruszyć z miejsca, aby jego największa wada zaczęła pracować na korzyść użytkownika.



W dniu publikacji recenzji europejski sklep producenta sprzedawał rower Himiway D5 2.0 ST w zestawie z dodatkowym akumulatorem za 2599 euro, czyli około 11 300 złotych. Ceny i konfiguracje pakietów zmieniają się jednak dość często.

Rower do testów nieodpłatnie dostarczyła firma Engwe. Producent nie miał wglądu w treść recenzji przed jej publikacją i wpływu na jej ostateczny kształt.



Montaż Himiway D5 2.0 ST jest prosty, choć problem stanowi masa

Himiway D5 2.0 ST przyjechał do mnie w ogromnym kartonie i był w dużej mierze złożony. Do zamontowania pozostały przede wszystkim kierownica, przednie koło, pedały, błotnik i przednia lampka. Producent dorzuca podstawowe narzędzia, więc od strony technicznej zadanie nie jest szczególnie trudne, o ile uporami się już z wciągnięciem kartonu do mieszkania i odbezpieczeniem taśm pozwalających unieść go do góry.

Najwięcej wysiłku na etapie montażu wymaga samo obracanie i przytrzymywanie roweru. Himiway deklaruje masę na poziomie 42 kg z akumulatorem, a karton wraz z zabezpieczeniami waży jeszcze więcej. Zdecydowanie polecam wyjmować rower z pudełka i montować przednie koło we dwie osoby. Ja uporałem się z tym samodzielnie, ale co się napociłem… 😉

Po zakończeniu montażu warto standardowo sprawdzić wszystkie śruby, ustawienie zacisków hamulcowych i ciśnienie w oponach. W fatbike’u różnica nawet kilku dziesiątych bara bardzo wyraźnie zmienia komfort, przyczepność oraz opory toczenia. Mój egzemplarz dotarł do mnie bez powietrza w jednym kole – najpewniej, aby ułatwić pakowanie.

Ten jasny kolor ma w sobie coś z Celeste Green Bianchi

Mój egzemplarz w kolorze Matt Teal wygląda na żywo świetnie. Nie wiem co widzicie na ekranach swoich urządzeń (ach, kwestie kalibracji), ale w rzeczywistości jest to bardzo jasna, przygaszona mięta wpadająca w lodowy błękit. W niemieckim sklepie Himiway, właściwym dla Polski, do wyboru są jeszcze trzy inne kolory – dwa odcienie szarości i jeden błękitu.

Kolor bardzo mi się podoba. Sprawia, że ogromna konstrukcja wygląda nieco lżej i ciekawiej niż kolejny szary lub czarny fatbike. Matowy lakier położono równo, spawy nie odstraszają, a gruba rama dobrze ukrywa wyjmowany akumulator. Ten montowany jest od spodu, co z jednej strony nieco utrudnia wyciąganie go, ale umożliwia montaż akcesoriów powyżej. Moim zdaniem to uczciwy kompromis.

Mniej elegancko prezentuje się potężny warkocz przewodów przed kierownicą. Wszystkie kable spięto spiralną osłoną, co jest rozwiązaniem praktycznym, leczwizualnie pozostaje daleko za dopracowanymi instalacjami znanymi z droższych rowerów. Himiway kosztuje około 10-11 tysięcy złotych, więc można już zwracać uwagę na takie detale.

Wyposażenie? Niemal kompletne

Himiway D5 2.0 ST ma pełne błotniki, solidną podpórkę, przednią lampę o mocy 500 lumenów, tylne światła z funkcją hamowania i kierunkowskazami oraz bagażnik zgodny z systemem MIK HD. Można łatwo zamontować na nim sakwy, kosz lub inne kompatybilne akcesoria.

Akumulator 48 V 15 Ah ma pojemność 720 Wh, wykorzystuje ogniwa Samsung lub LG i można wyjąć go z ramy po przekręceniu i wciśnięciu kluczyka. Producent deklaruje klasę odporności IPX6 dla baterii oraz IPX5 dla całego roweru. Jazda w deszczu nie powinna stanowić problemu, choć mycie myjką ciśnieniową nadal byłoby złym pomysłem. Akumulator można ładować tak na rowerze, jak i po wyjęciu.

Nie znalazłem gniazda USB do ładowania telefonu. Brakuje również wbudowanego lokalizatora GPS, alarmu i zdalnej blokady, które pojawiają się już w części konkurencyjnych rowerów. Kolorowy ekran ma Bluetooth i obsługuje aktualizacje, ale nie zastępuje pełnoprawnego systemu antykradzieżowego.

Sam 3,5-calowy wyświetlacz jest jasny, czytelny i można regulować jego położenie. Menu zawansowane skrywa mnóstwo ustawień dotyczących sposobu działania wspomagania. Denerwuje konieczność ponownego podawania hasła przy wchodzeniu do bardziej zaawansowanych opcji. To zabezpieczenie szybko zaczyna przeszkadzać osobie lubiącej eksperymentować z konfiguracją.

Mnóstwo roweru w rowerze

Ramę Himiway D5 2.0 ST wykonano ze stopu aluminium 6061. Ma wyjątkowo niski przekrok, co ułatwia wsiadanie. Konstrukcja ST nie jest przy tym propozycją wyłącznie dla kobiet. Przy tak ciężkim rowerze możliwość postawienia obu stóp na ziemi i zejścia bez przerzucania nogi nad bagażnikiem okazuje się po prostu rozsądna. Elektryczny fatbike Himiway jest imponujących rozmiarów pomimo zastosowania zaledwie 26-calowych kół. Na te założono za to ogromne opony Maxxis Minion FBF i FBR 26 x 4,0 cala.

Z przodu pracuje (naprawdę pracuje) amortyzator RST o skoku 100 mm, z tyłu zastosowano układ wielowahaczowy zapewniający 130 mm skoku koła. Tylny element resorujący wykorzystuje klasyczną sprężynę. Nie jest to lekki, powietrzny zestaw z roweru enduro za kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale bardzo dobrze pasuje do charakteru Himiwaya. Działa znacznie skuteczniej niż w przypadku testowanego przeze mnie ostatnio Engwe E26 3.0 Pro.

Napęd uzupełnia 8-biegowy osprzęt Shimano Acera. To podstawowe, lecz zupełnie racjonalne rozwiązanie. Przy silniku umieszczonym w piaście tylnego koła cały moment nie przechodzi przez łańcuch i kasetę, więc napęd nie dostaje tak mocno w kość jak w elektrykach z silnikiem centralnym. Osiem przełożeń w zupełności wystarcza do ustawienia wygodnej kadencji.

Dwa czujniki zmieniają charakter roweru

Europejski Himiway D5 2.0 ST ma silnik w tylnej piaście o znamionowej mocy 250 W i momencie obrotowym 90 Nm. Wspomaganie kończy pracę po osiągnięciu 25 km/h. Na tle wielu tanich elektryków wyróżnia go możliwość przełączania pomiędzy czujnikiem momentu obrotowego a czujnikiem kadencji.

W pierwszym trybie sterownik analizuje siłę nacisku na pedały. Gdy kręciłem pedałami spokojnie, silnik pomagał delikatnie. Mocniejsze naciśnięcie powodowało natychmiastowy wzrost wsparcia. Rower zachowuje się wtedy naturalnie i nie zaskakuje charakterystycznym dla tanich konstrukcji kopnięciem po minimalnym poruszeniu korbą.

Tryb kadencji działa inaczej. Silnik reaguje przede wszystkim na sam fakt obracania pedałami i utrzymuje bardziej jednostajne wsparcie. Wymaga mniej wysiłku, lecz daje słabsze poczucie kontroli nad mocą. Może spodobać się osobom, które chcą po prostu spokojnie kręcić nogami i pozwolić elektronice wykonać większość pracy. Mi ten tryb nie podoba się choćby dlatego, że cechuje go opóźnienie szczególnie irytujące na podjazdach i „rwanie” do przodu przeszkadzające, a czasem wręcz niebezpieczne, przy ciasnych nawrotach.

Jest jeszcze tryb automatyczny, samodzielnie zmieniający poziom wspomagania w zależności od warunków. Nie zmienia on fizycznych przełożeń, a reguluje wyłącznie pracę silnika. Działa nieźle, choć manualne poziomy wsparcia pozostają bardziej przewidywalne.

Silnika w Himiway D5 2.0 ST niemal nie słychać. Opony wręcz przeciwnie

Himiway rusza płynnie, a 90 Nm bez większego problemu wprawia w ruch rower wraz z jeźdźcem (ważę 83 kg) i ewentualnym bagażem. Silnik jest zaskakująco cichy. Na asfalcie znacznie wyraźniej słychać terenowy bieżnik opon Maxxis niż sam napęd Nie porównywałbym jednak bezpośrednio 90 Nm w piaście z identyczną wartością podawaną przy silnikach centralnych.

Silniki umieszczone centralnie korzystają z przełożeń roweru i na bardzo stromych, wolno pokonywanych podjazdach mają znaczną przewagę. Himiway i tak sprawnie radzi sobie ze wzniesieniami, ale nie przeczy w żaden sposób prawom fizyki i mechaniki.

Przy prędkościach do 25 km/h i włączonym wspomaganiu masa roweru nie przeszkadza. Himiway D5 2.0 ST jest stabilny, spokojny i daje duże poczucie bezpieczeństwa. Dopiero po wyłączeniu wspomagania przypomina, że waży tyle co dwa lekkie rowery elektryczne, 4 lekkie klasyczne MTB lub drogich 5 rowerów szosowych. Rozpędzanie go wyłącznie siłą nóg ponad ustawowy limit wymaga walki z masą, szerokimi oponami i oporem powietrza. To zdecydowanie nie jest elektryk dla kogoś, kto lubi szybko jeździć po asfalcie.

Na gładkiej drodze czterocalowe Maxxisy są głośne i stawiają wyczuwalny opór. W lesie, na piasku, błocie oraz luźnym szutrze sytuacja odwraca się o 180 stopni. Rower daje mnóstwo przyczepności i jedzie tam, gdzie węższe opony zaczynają szukać trakcji.

Dziury, kostka i korzenie przestają mieć znaczenie

Największą zaletą Himiway D5 2.0 ST jest… komfort. Przedni amortyzator, tylne zawieszenie, ogromna szerokość opon i jeszcze szersze siodełko z pianką memory foam wspólnie izolują użytkownika od nawierzchni. Popękane drogi rowerowe, krawężniki, kostka brukowa i wystające korzenie przestają zmuszać do ciągłego podnoszenia się z siodełka. Naprawdę rozumiem, dlaczego na tego typu rowerach coraz częściej widuje się osoby starsze.

Rower ten ma wręcz kanapowy charakter. Trzeba tylko dobrać ciśnienie w oponach do swojej masy oraz rodzaju nawierzchni. Zbyt mocno napompowane koła pogarszają przyczepność na luźnym podłożu i powodują podskakiwanie przodu. Zbyt niskie ciśnienie zwiększa opory, zużycie energii oraz ryzyko uszkodzenia opony lub obręczy.

Dodam dla porządku, iż pełne zawieszenie nie czyni z Himiwaya prawdziwego górskiego fulla do ostrej jazdy po technicznych trasach. Konstrukcja waży 42 kg, ma silnik w tylnym kole i została zestrojona przede wszystkim pod komfort. Dobrze znosi leśne dukty, umiarkowane kamienie, koleiny oraz spokojne zjazdy. Skoki, szybkie sekcje pełne korzeni i trasy enduro to nie jego środowisko. Sprawdzałem, nie polecam.

Ogromne siodełko nie każdemu się spodoba

Himiway zamontował szerokie na 260 mm siodełko DDK z pianką memory. Jak już nieraz wspominałem w testach rowerów, że osobiście wolę znacznie węższe siodła szosowe. Na miękkiej „kanapie” początkowo siedzi się fantastycznie, ale podczas dłuższego i szybszego pedałowania jej szerokość może przeszkadzać. Ta nadaje się do dostojnych dojazdów do pracy lub przejażdżek leśnymi drogami z drugą połówką.

Osoby jeżdżące rekreacyjnie, bez spodenek z wkładką, prawdopodobnie będą zachwycone. Ja z moim strojem kolarskim… Niekoniecznie. Wymiana siodełka nie jest tu zresztą szczególnym problemem i zawsze należy dobierać je do własnej anatomii.

Producent deklaruje dopasowanie do osób o wzroście od 155 do 196 cm. Mam 183 cm i mieszczę się w rozsądnym zakresie geometrii, ale zapas regulacji seryjnej sztycy nie jest duży. Osoby mierzące około 190 cm lub mające wyjątkowo długie nogi powinny przed zakupem odbyć jazdę próbną albo od razu uwzględnić wymianę sztycy na dłuższą. To oczywiście możliwe, choć należy pamiętać o limitach nakładanych przez samą geometrię roweru.

Elektryczny fatbike Himiway ma hamulce adekwatne do masy

Przy masie roweru dochodzącej do 42 kg mechaniczne hamulce tarczowe byłyby kiepskim żartem. Himiway zastosował na szczęście hydrauliczny układ Tektro E3520 z tarczą 203 mm z przodu i 180 mm z tyłu. Po prawidłowym dotarciu klocków siła hamowania jest dobra, a jej dozowanie nie sprawia problemów.

Klamki odcinają przy okazji zasilanie silnika, co ma znaczenie zwłaszcza w trybie kadencji. Hamulce nie są wyczynowe, ale skutecznie zatrzymują tak ciężką konstrukcję wraz z użytkownikiem i bagażem.

Jaki jest rzeczywisty zasięg Himiway D5 2.0 ST?

Himiway deklaruje od 60 do 80 kilometrów jazdy ze wspomaganiem. To znacznie bardziej wiarygodna wartość niż trzycyfrowe wyniki obiecywane przy niektórych elektrykach – za to należy się pochwała. Ja planowałbym wycieczki tak, jakby pewny zasięg Himiway D5 2.0 ST wynosił około 60 km. Przy spokojnej jeździe, umiarkowanym wsparciu, prawidłowym ciśnieniu i niewielkiej liczbie podjazdów można przekroczyć 80 km. Cięższy użytkownik jadący po górach na najwyższym poziomie wspomagania może natomiast zobaczyć pusty akumulator przed osiągnięciem 60 km.

Różnica pomiędzy trybem momentu a kadencji, ciśnienie w oponach, wiatr oraz temperatura mają tu ogromne znaczenie. Przy masie 42 kg i oponach szerokich na 4 cale cudów nie będzie, ale akumulator 720 Wh daje wystarczający zapas energii na dłuższą wycieczkę.

Manetka jest, ale spokojnie – wspomaga jedynie prowadzenie roweru

Na kierownicy znajduje się niewielka manetka, ale nie służy ona do jazdy bez pedałowania. Uruchamia wyłącznie funkcję wspomagania prowadzenia roweru. Po jej użyciu silnik pomaga przetaczać Himiwaya w tempie pieszego. Przy lżejszym rowerze potraktowałbym takie rozwiązanie jako zbyteczny dodatek. W ważącym 42 kg D5 2.0 ST jest naprawdę praktyczne. Prowadzenie go pod górę wyłącznie siłą mięśni nieźle zmęczy osoby starsze lub po prostu dysponujące mniejszą krzepą, zwłaszcza gdy na rowerze znajdą się ciężkie sakwy lub zakupy. Wspomaganie przydaje się także podczas wyprowadzania roweru z garażu, pokonywania stromego podjazdu lub rampy oraz manewrowania tam, gdzie nie da się bezpiecznie jechać.

Himiway D5 2.0 ST – czy warto?

Himiway D5 2.0 ST jest rowerem dla osoby mającej garaż, komórkę na poziomie gruntu albo przynajmniej dużą windę. Jeżeli trzeba codziennie wnosić go po schodach, odpowiedź brzmi: nie warto. Nawet po wyjęciu akumulatora rower ten pozostaje absurdalnie ciężki. Przed zakupem samochodowego uchwytu trzeba też sprawdzić jego dopuszczalne obciążenie przypadające na jedną szynę.

Jeśli problem transportu i przechowywania nie istnieje, D5 2.0 ST odwdzięcza się znakomitym komfortem, stabilnością i bogatym wyposażeniem. Doskonale pasuje do dziurawych dróg, leśnych wycieczek, szutrów oraz turystyki z bagażem. Mocny silnik w tylnym kole, dwa rodzaje czujników do wyboru i duży akumulator pozwalają dopasować sposób jazdy do kondycji użytkownika.

Nie kupowałbym go wyłącznie do przemieszczania się po równym asfalcie. Szerokie opony są wtedy głośne, masa przeszkadza, a pełne zawieszenie staje się zbędnym balastem. Nie jest to również rower do szybkiej jazdy górskiej. Himiway D5 2.0 ST ma bardzo konkretny charakter. To wygodny, potężny elektryczny fatbike dla osób, które przed lekkością i sportowym prowadzeniem stawiają komfort, przyczepność oraz zdolność przewożenia sporego bagażu. Pod tym względem spełnia swoje zadanie naprawdę dobrze. Trzeba tylko pamiętać, że te 42 kilogramy naprawdę czuć po wyłączeniu wspomagania.

Mocne strony:

  • pełne wyposażenie z bagażnikiem, błotnikami i oświetleniem z kierunkowskazami,
  • bardzo wysoki komfort na nierównych nawierzchniach,
  • cichy i mocny silnik o momencie 90 Nm,
  • możliwość przełączania czujnika momentu i kadencji,
  • przydatny automatyczny tryb wspomagania,
  • świetna przyczepność opon Maxxis Minion,
  • skuteczne hydrauliczne hamulce Tektro,
  • pojemny i wyjmowany akumulator,
  • niski przekrok oraz duża dopuszczalna ładowność,
  • praktyczna funkcja wspomagania prowadzenia ciężkiego roweru,
  • jasny i czytelny wyświetlacz.

Słabe strony:

  • masa aż 42 kg,
  • ogromne gabaryty utrudniające przechowywanie i transport,
  • głośne opony i wysokie opory toczenia na asfalcie,
  • brak USB, GPS, alarmu i zdalnej blokady,
  • irytujące menu ustawień zabezpieczone hasłem,
  • nie nadaje się do dynamicznej jazdy po trudnym terenie.

Maksym SłomskiMaksym Słomski Z dziennikarstwem technologicznym związany od 2009 roku, a z nowymi technologiami właściwie od dzieciństwa. Pamięta pakiety internetowe TP SA i granie z kumplami w kafejkach internetowych. Newsman, tester, ten od wideo. Miłośnik ulepszania swojego desktopa, czochrania kotów, Mazdy MX-5 i biegania. Wyznawca filozofii xD.