Wyjąłem akumulator z myszy, a ona nadal działała. Recenzja Glorious D3 Wireless

Maksym SłomskiSkomentuj
Wyjąłem akumulator z myszy, a ona nadal działała. Recenzja Glorious D3 Wireless

Glorious D3 Wireless próbuje rozwiązać problem, który w nowoczesnych myszach właściwie przestał być poważnym problemem. Dobre modele bezprzewodowe działają dziś przez wiele dni, a czasem tygodni, więc podłączenie przewodu raz na jakiś czas nie brzmi jak wielkie poświęcenie. Mimo to producent uznał, że nawet ten krótki przestój da się wyeliminować za sprawą systemu InfinitePlay. Do pudełka włożył dwa wymienne akumulatory, stację ładującą i dodatkowe źródło zasilania ukryte wewnątrz obudowy. Czy Glorious D3 Wireless to dobra myszka dla graczy?



Biała wersja zdecydowanie ma charakter

Do testu trafiła biała odmiana Glorious D3 Wireless. Jej obudowa jest zamknięta, bez plastra miodu znanego ze starszych modeli marki, dzięki czemu całość wygląda dojrzalej i nie zbiera brudu we wszystkich możliwych zakamarkach. Białe tworzywo połączono z półprzezroczystymi elementami, podświetleniem RGB i pomarańczowym akumulatorem wsuwanym z tyłu. Na biurku gryzoń prezentuje się ciekawie i nie wygląda jak kolejna kopia Logitecha G Pro lub Razera DeathAddera. Powiem więcej: dawno żadna myszka nie podobała mi się od strony wizualnej tak, jak Glorious D3 Wireless.

Tworzywo pokrywające obudowę jest matowe i zapewnia pewny chwyt. Konstrukcja mojego egzemplarza nie trzeszczała, a ścianki nie uginały się podczas normalnego użytkowania. To istotna poprawa wizerunkowa, bo Glorious przez lata miewał problemy z nierówną jakością wykonania swoich myszy. Glorious D3 Wireless sprawia natomiast wrażenie zwartej i solidnej, mimo że waży tylko 69 gramów. Słowo „tylko” wymaga tu małego wyjaśnienia.



Dla większości użytkowników 69 gramów nadal oznacza bardzo lekką mysz. W świecie modeli projektowanych wyłącznie pod graczy FPS nie jest to już jednak żaden rekord – konkurenci potrafią ważyć około 50-60 gramów, a przewodowy Model D3 schodzi do 57 gramów. Dodatkowe akumulatory i elektronika ważą swoje, zatem… Mnie ten kompromis nie przeszkadzał, bo masa jest rozsądnie rozłożona, a mysz nie sprawia wrażenia ociężałej. Osoby przyzwyczajone do ekstremalnie lekkich konstrukcji zauważą jednak różnicę od razu.

Ergonomia jest jednym z największych atutów

Model Glorious D3 Wireless jest przeznaczony dla osób praworęcznych. Ma 124,2 mm długości, 68,1 mm szerokości i 41,7 mm wysokości, ale suche liczby niewiele mówią rzecz jasna o tym, jak naturalnie układała się na nim moja niezbyt duża dłoń. Grzbiet wypełniał jej wnętrze, prawa strona łagodnie opadała, a kciuk trafiał dokładnie tam, gdzie powinien. Nie musiałem szukać wygodnego chwytu ani przyzwyczajać się do nietypowych krawędzi. Po prostu położyłem rękę na myszy i zacząłem z niej korzystać. W preferowanym przeze mnie i wielu użytkowników palm gripie leży jak ulał.

Podobnie dobrze w mojej ocenie na Glorious D3 Wireless odnajdą się osoby korzystające z hybrydy palm i claw gripu. Myszka nie jest ogromna, ale daje dłoni wyraźne podparcie i nie zmusza palców do kurczowego ściskania boków. Podczas dłuższej pracy nie miałem ochoty co chwilę poprawiać ułożenia dłoni, a w grach łatwo było mi przejść od drobnych korekt do szerszych ruchów. Ślizgacze z czystego PTFE suną gładko już po wyjęciu z pudełka i nie prowokują do natychmiastowego szukania zamienników.

Wygoda jest oczywiście sprawą indywidualną, ale właśnie ergonomia okazała się dla mnie najmocniejszą stroną Glorious D3 Wireless. System akumulatorów to fajny bajer, ale to odpowiednio wyprofilowana obudowa gra tu pierwsze skrzypce.

Wyjąłem akumulator i… nic się nie stało

No właśnie, InfinitePlay. Najciekawszy element myszy znajduje się z tyłu. Po naciśnięciu nań pomarańczowy moduł z akumulatorem wysuwa się z obudowy, a na jego miejsce można wsunąć drugi. Każdy ma pojemność 200 mAh. W tym samym czasie zapasowy akumulator ładuje się w dołączonej stacji podłączonej do komputera poprzez port USB, więc jeden zawsze powinien czekać w gotowości, w pełni naładowany.

Sama wymiana trwa kilka sekund, a kluczowym jest wsadzenie akumulatora odpowiednią stroną do gryzonia i nie „do góry nogami”. Co ciekawe, po wyjęciu akumulatora mysz nadal działa. Gdy zrobiłem to po raz pierwszy, spodziewałem się co najwyżej krótkiego podtrzymania połączenia. Tymczasem, mogłem dalej poruszać kursorem i korzystać ze wszystkich przycisków, jakby nic się nie wydarzyło. Odpowiada za to wbudowany akumulator o nazwie Guardian.

Guardian to trzecia, rezerwowa bateria dająca więcej niż kilka sekund na nerwową podmianę. Przy niższej częstotliwości raportowania może samodzielnie zasilać mysz przez wiele godzin (według zapewnień producenta 10 godzin), chociaż przy 8000 Hz jego czas pracy wyraźnie się skraca. W praktyce nie trzeba spieszyć się z wymianą, a nawet zapomnienie obu zewnętrznych akumulatorów nie oznacza natychmiastowego końca pracy. To ważne przy pilnej wymianie akumulatora w trakcie rozgrywki online.

To, że nie musiałem sięgać po przewód, przerywać gry ani korzystać przez jakiś czas z myszy ciągnącej kabel po podkładce, było dla mnie odświeżającą odmianą. Po prostu wyjmowałem rozładowany moduł, sięgałem po drugi ze stacji i grałem dalej. Operacji nie wykonuje się wygodnie jedną ręką, ale trwa ona tak krótko, że trudno uznać to za realną wadę.

Stacja to coś więcej niż tylko ładowanie

Dołączona baza nie tylko mieści i ładuje zapasowy akumulator. Ma też odbiornik 2,4 GHz, a cztery diody informują między innymi o połączeniu, ładowaniu, ustawionym DPI i częstotliwości raportowania. Na obudowie znalazł się również konfigurowalny przycisk. Można wykorzystać go na przykład do zmiany czułości myszki Glorious D3 Wireless bez sięgania do aplikacji.

Malkontenci mogą marudzić, że baza zajmuje miejsce i wymaga doprowadzenia przewodu na biurko. To jednak cena systemu InfinitePlay, który to z kolei może przekonać do zakupu tego konkretnego gryzonia. Jak zauważyliście, InfinitePlay nie usuwa przewodu całkowicie – przenosi go natomiast z myszy do stacji. Dla mnie to uczciwa wymiana, bo przewód pozostaje nieruchomy i nigdy nie przeszkadza podczas grania.

Glorious D3 Wireless obsługuje także Bluetooth oraz połączenie przewodowe przez USB-C. Bluetooth dobrze sprawdza się przy pracy z laptopem i pozwala oszczędzać energię, ale do grania zdecydowanie wybierałem odbiornik 2,4 GHz. Możliwość szybkiego przełączania trybów zwiększa natomiast użyteczność sprzętu na dwóch komputerach. No i da się tu korzystać z raportowania 8000 Hz! Ma to jednak swoją cenę.

Czas pracy jest dobry, dopóki nie włączymy 8000 Hz

Producent deklaruje do 71 godzin działania Glorious D3 Wireless przez połączenie 2,4 GHz przy częstotliwości 1000 Hz i wyłączonym podświetleniu, a w trybie Bluetooth nawet do 130 godzin. Tutaj rodzi się zasadne pytanie o to, czy drugi akumulator zdąży naładować się w stacji, zanim pierwszy się rozładuje. Zdąży – i właśnie dlatego dość szybko przestałem przejmować się czasem pracy tej myszki na baterii.

Raportowanie 8000 Hz mocno zwiększa pobór energii i akumulatory trzeba przekładać znacznie częściej. System InfinitePlay maskuje ten problem, ale go oczywiście nie eliminuje. Jeśli ktoś nie ma monitora o bardzo wysokim odświeżaniu, wydajnego procesora i konkretnego powodu, żeby korzystać z 8000 Hz, rozsądniejszym ustawieniem będzie próbkowanie 1000, 2000 lub 4000 Hz. Różnicę w czasie pracy na baterii zauważy bez trudu, natomiast różnica w prowadzeniu kursora dla większości osób będzie znacznie bardziej subtelna.

Sensor jest świetny, choć z 30 000 DPI nie skorzystasz

Sercem myszy Glorious D3 Wireless jest optyczny sensor BAMF 3.0 o maksymalnej czułości 30 000 DPI, prędkości śledzenia 750 IPS i przyspieszeniu do 50 G. Do tego dochodzi wspomniane raportowanie 8000 Hz. To parametry z najwyższej półki, ale 30 000 DPI nie uczyni nikogo lepszym graczem. Sam korzystam z wielokrotnie niższej czułości, podobnie jak niemal każdy, kto chce zachować kontrolę nad celownikiem. Znacznie ważniejsze jest to, że podczas szybkich ruchów sensor działa znakomicie.

Śledzenie jest płynne, a kursor zachowuje się przewidywalnie. Nie udało mi się sprowokować zerwania odczytu na materiałowej podkładce. Tak powinien działać sensor w każdej myszce dla wymagających graczy.

Glorious D3 Wireless korzysta z oprogramowania Glorious Core pozwalającego zaktualizować firmware myszy oraz odbiornika. Oprogramowanie pozwala zmieniać DPI, polling rate, wysokość odcięcia (LOD), Motion Sync, podświetlenie i funkcje sześciu przycisków, a ustawienia można zapisać w pamięci urządzenia. Sam interfejs jest dość prosty i funkcjonalny. Odstaje nieco od tego, do czego przyzwyczaiła nas ekstraklasa producentów myszek, dla mnie jest to miejsce, do którego będziecie zaglądać często.

Przyciski są dobre, rolka tylko poprawna

Główne przyciski Glorious D3 Wireless korzystają z przełączników optycznych o deklarowanej trwałości 130 milionów kliknięć. Reagują szybko, mają wyraźny punkt aktywacji i nie wymagają przesadnej siły. Nie należą jednak do najprzyjemniej brzmiących klików, z jakimi miałem do czynienia. Dźwięk jest dość twardy, a w bardzo cichym pomieszczeniu potrafi zwracać uwagę. Czy to poważne wady? Raczej próba określenia tego, jak działanie myszy wygląda na tle konkurencji. Subiektywnie praca myszki bardzo mi odpowiadała.

Dwa przyciski boczne umieszczono w dobrym miejscu i łatwo rozróżnić je kciukiem. Nie zachwycają charakterystyką, ale też nie dały mi konkretnego powodu do narzekania. Najbardziej przeciętna jest rolka. Jej stopnie mogłyby być lepiej zaznaczone, a klik bardziej satysfakcjonujący. Wszystko działa prawidłowo, tylko przy cenie tej myszy „prawidłowo” brzmi trochę zbyt skromnie. Pod tym względem droższe modele Logitecha i Razera bywają bardziej dopracowane.

Glorious D3 Wireless nie jest myszą dla każdego

W chwili pisania recenzji białą wersję można znaleźć w Polsce już za około 550 złotych. To dość dużo, zwłaszcza że na rynku nie brakuje lżejszych modeli z równie dobrymi sensorami. Dopłata nie wynika tu z przełomowej precyzji, lecz przede wszystkim z ciekawego systemu zasilania InfinitePlay. To on tak naprawdę determinuje, czy to propozycja dla Was.

Jeśli ktoś pamięta o podłączeniu myszy raz na tydzień do przewodu USB, odkłada ją na klasyczny dock lub ewentualnie ładuje na podkładce, InfinitePlay może wydać mu się efektowną odpowiedzią na nieistniejący problem. Rozumiem ten argument. Sam przed testem myślałem podobnie. Tyle że rozwiązanie Glorious tak po prostu… działa, a wymiana akumulatorów wchodzi w nawyk. Po pewnym czasie podpinanie przewodu bezpośrednio do myszy zaczyna wydawać się mniej wygodne, niż ta czynność.

Nie kupowałbym Glorious D3 Wireless wyłącznie dla raportowania 8000 Hz ani astronomicznego DPI. Kupiłbym ją właśnie dla bardzo wygodnego kształtu, dobrego sensora, płynnego ślizgu i systemu akumulatorów, który eliminuje przestoje w zabawie. Trzeba tylko zaakceptować dość wysoką jak na tę markę cenę.

Glorious bezapelacyjnie stworzył jedną z najciekawszych myszy bezprzewodowych ostatnich miesięcy. Glorious D3 Wireless nie jest bezkonkurencyjna, ale jest w gronie niewielu myszy, które robią coś naprawdę inaczej – i robią to dobrze.

Mocne strony:

  • bardzo wygodny, ergonomiczny kształt dla praworęcznych,
  • świetnie działający system wymiennych akumulatorów,
  • wewnętrzny akumulator podtrzymujący pracę podczas wymiany,
  • precyzyjny sensor i polling rate do 8000 Hz,
  • płynne ślizgacze PTFE,
  • solidna, zamknięta obudowa,
  • łączność 2,4 GHz, Bluetooth i USB-C,
  • funkcjonalna stacja z czytelnymi wskaźnikami.

Słabe strony:

  • dość wysoka cena,
  • wyraźnie krótszy czas pracy przy 8000 Hz,
  • rolka odstaje jakością od reszty konstrukcji,
  • stacja zajmuje dodatkowe miejsce na biurku.

Maksym SłomskiMaksym Słomski Z dziennikarstwem technologicznym związany od 2009 roku, a z nowymi technologiami właściwie od dzieciństwa. Pamięta pakiety internetowe TP SA i granie z kumplami w kafejkach internetowych. Newsman, tester, ten od wideo. Miłośnik ulepszania swojego desktopa, czochrania kotów, Mazdy MX-5 i biegania. Wyznawca filozofii xD.