Amazfit T-Rex Ultra 2 wygląda jak zegarek typowo outdoorowy. Jest duży, ciężki, sprawia wrażenie pancernego i od pierwszego kontaktu jasno pokazuje, że powstał z myślą o wymagających aktywnościach, a nie chowaniu się pod mankietem koszuli. To smartwatch dla osób, które patrzą pożądliwie w stronę propozycji marki Garmin, ale po zobaczeniu cen modeli z serii Fenix zaczynają zadawać sobie rozsądne pytanie: czy naprawdę muszę wydawać aż tyle?
Amazfit T-Rex Ultra 2 oferuje tytanową obudowę, szafirowe szkło, bardzo jasny ekran AMOLED, mapy offline, dwupasmowy GPS, latarkę, obsługę wielu trybów sportowych, solidną baterię i atrakcyjny wygląd. W teorii ma wszystko, aby być realną alternatywą dla najdroższych smartwatchy Garmin. Czy jednak warto go kupić? Sprawdziłem to. Ten test Amazfit T-Rex Ultra 2 pisałem z perspektywy osoby, która od lat korzysta z Garmina i dobrze wie, czego oczekuje od zegarka sportowo-outdoorowego.
Amazfit T-Rex Ultra 2 to kawał zegarka
Pierwsze wrażenie? Amazfit T-Rex Ultra 2 nie jest zegarkiem dla każdego nadgarstka. Koperta ma aż 51 mm średnicy, a cała konstrukcja wygląda zdecydowanie bardziej outdoorowo niż casualowo. To nie jest smartwatch, który udaje klasyczny zegarek. To odpowiednik G-Klasy albo Hummera świata zegarków sportowych. W krajach angielskojęzycznych powiedzieliby pewnie, że zegarek jest „in your face”. Rzuca się w oczy i z pewnością przypadnie do gustu panom ze sporym nadgarstkiem. Swoją drogą, nie wiem, o co chodzi z rzekomym porzuceniem ośmiokątnej koperty – dla mnie w dalszym ciągu taka jest. Co sądzicie?

Zegarek waży około 89 gramów z paskiem i tę masę po prostu czuć. T-Rex Ultra 2 nie znika na nadgarstku jak lekki Garmin Forerunner czy cienka opaska sportowa, szczególnie podczas pracy przy komputerze i snu. W biegu można się do tego przyzwyczaić, bo po dobrym dociągnięciu paska koperta trzyma się stabilnie, ale to nadal sprzęt dla osób, którym nie przeszkadza duży, wyraźnie obecny zegarek.
Na szczęście masywność w tym wypadku nie oznacza tandety. Tytan klasy 5, z którego wykonano bezel i tylny panel koperty, szafirowe szkło i dobrze wyczuwalne fizyczne przyciski sprawiają, że T-Rex Ultra 2 robi wrażenie znacznie droższego urządzenia niż typowy Amazfit sprzed kilku lat. To ważne, bo marka długo kojarzyła się przede wszystkim z dobrym stosunkiem ceny do możliwości. Tutaj dochodzi jeszcze poczucie obcowania ze sprzętem premium.

Bardzo podoba mi się też to, że Amazfit nie zamknął użytkownika w świecie własnych pasków. T-Rex Ultra 2 korzysta ze standardu Garmin QuickFit 26 mm, więc bez większego problemu można dobrać do niego alternatywny pasek silikonowy, nylonowy albo bardziej „outdoorowy”. Fabryczny pasek jest w porządku, ale przy tak dużej kopercie możliwość łatwej zmiany ma spore znaczenie, bo odpowiedni pasek potrafi wyraźnie poprawić komfort noszenia i stabilność zegarka podczas treningu.

Nie cackałem się z nim, a nadal wygląda jak nowy
Amazfit T-Rex Ultra 2 nie boi się kontaktu ze ścianą, biurkiem, kamieniem czy sprzętem na siłowni. To jeden z tych modeli, przy których po kilku dniach przestajesz uważać na każdy ruch ręką. Nie masz poczucia, że musisz go chronić. Raczej odwrotnie: to on ma chronić się sam. Grzmotnąłem nim kilkukrotnie o futrynę drzwi lub stół z racji noszenia na prawej – nie nawykłej do noszenia zegarka ręce – i po kilku tygodniach testów nadal wygląda jak nowy.
Nie oznacza to jednak, że T-Rex Ultra 2 jest idealny do noszenia przez całą dobę. Przy mniejszym nadgarstku będzie wyglądał ogromnie. Do spania też trzeba się przyzwyczaić, bo to nie jest cienka opaska fitness. Da się z nim spać, da się śledzić regenerację i sen, ale osoby przyzwyczajone do lekkich zegarków mogą przez pierwsze noce czuć, że mają na ręce coś naprawdę konkretnego. Do Garmina Epix Gen 2 przywykłem, ale do Amazfit T-Rex Ultra 2 już nie. Był dla mnie za duży.

Ekran AMOLED robi świetną robotę
Jednym z największych atutów Amazfit T-Rex Ultra 2 jest ekran. Panel AMOLED o przekątnej 1,5 cala i rozdzielczości 480×480 pikseli jest duży, jasny i czytelny – prawdę mówiąc sprawia wrażenie większego niż sugerują to dane. Maksymalna jasność na poziomie 3000 nitów nie jest pustą liczbą z materiałów marketingowych. W praktyce oznacza ona, że dane treningowe da się odczytać w mocnym słońcu bez konieczności przysłaniania tarczy dłonią. To duża przewaga nad zegarkami z ciemniejszymi ekranami sprzed lat, zwłaszcza podczas biegania, jazdy na rowerze czy marszu w górach. Nie trzeba zatrzymywać się i patrzeć pod odpowiednim kątem. Rzut oka nawet z większej odległości wystarcza, żeby sprawdzić tempo, dystans, tętno, wysokość czy wskazówki nawigacyjne.
Wady? Pomimo zastosowania powłoki oleofobowej wyświetlacz chętniej zbiera odciski palców od dowolnego konkurenta. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem.

Amazfit dobrze wykorzystuje przestrzeń ekranu. Tarcze potrafią być bardzo informacyjne, choć prawdę mówiąc dla mnie miały zbyt futurystyczny (?) wygląd, a widoki treningowe są czytelne. Jeśli chodzi o system Zepp OS, niektóre elementy interfejsu są bardzo dopracowane, inne potrafią sprawiać wrażenie mniej eleganckich niż u Garmina czy Apple. Nie przeszkadza to w normalnym używaniu, ale po przesiadce z Garmina albo Apple Watcha widać, że Zepp OS miejscami jeszcze szuka własnego stylu. Większość osób machnie na to ręką, ale ktoś, kto miał na nadgarstku kilka Garminów, Apple Watcha i Huawei, szybko to wyłapie.
Bateria w Amazfit T-Rex Ultra 2 to jeden z najmocniejszych argumentów za zakupem
Amazfit deklaruje do 30 dni typowego użytkowania i o dziwo taki wynik jest osiągalny… zależnie od sposobu korzystania. Na pewno nie jest to rezultat, jakiego mogą oczekiwać osoby aktywne fizycznie, noszące zegarek na nadgarstku 24 godziny na dobę. Always On Display, częste treningi z GPS, korzystanie z map, monitorowanie zdrowia za pomocą szerokiego wachlarza czujników i powiadomienia ze smartfona potrafią skrócić ten czas. Najważniejsze jest jednak to, że przy T-Rexie Ultra 2 nie trzeba zaczynać każdego wieczoru od szukania ładowarki. Posiadacze Apple Watchy wiedzą, o czym mówię.

Swoją drogą, szkoda, że oprócz ładowarki bezprzewodowej w zestawie nie znalazł się przewód USB-C. Rozumiem ekologiczne tłumaczenie i ograniczanie liczby kabli, ale przy urządzeniu za 2399 złotych takie oszczędności zawsze wyglądają trochę śmiesznie. Swoją drogą, ostatnio w takiej cenie widziałem model Garmin Fenix 8, więc…
W świecie smartwatchy Apple Watch codzienne ładowanie jest normą. W zegarku sportowym, outdoorowym byłoby to po prostu męczące. Akumulator o pojemności aż 870 mAh w T-Rex Ultra 2 pozwala wyjechać na weekend, a nawet na tygodniowy wypad, trenować z GPS i nie myśleć co wieczór o kablu.

W dokładnym trybie GPS producent obiecuje do 50 godzin pracy, co da się osiągnąć w ściśle określonych warunkach. Realnie ten model faktycznie ma sens nie tylko dla osób biegających od wielkiego dzwona po 5 km wokół osiedla, ale też dla tych, którzy planują dłuższe wycieczki, całodniowe wypady w góry, ultra, rower czy trekking. W tej cenie to naprawdę mocny argument zakupowy, choć zbliżone wyniki oferują najlepsze propozycje Huawei i Garmina.
Mapy offline są, ale Garmin wypada lepiej
Amazfit T-Rex Ultra 2 oferuje darmowe mapy bazowe, mapy konturowe, planowanie tras, nawigację krok po kroku, punkty POI i automatyczne przeliczanie trasy po zejściu z kursu. Na papierze wygląda to znakomicie. W praktyce jest… bardzo dobrze, ale nie zawsze idealnie. Sam fakt, że tak pokaźny zestaw funkcji trafia do zegarka Amazfit, zasługuje na pochwałę. To nie jest prosty smartwatch z GPS i kreską na czarnym tle obrazującą trasę. To urządzenie, które realnie może pomóc wrócić po śladzie do domu podczas aktywności w nieznanym mieście.

Najbardziej podoba mi się to, że mapy są dostępne bez telefonu, offline, podobnie jak u czołowej konkurencji. W górach, lesie albo na rowerze to ma znaczenie. Nie zawsze chcesz wyciągać smartfon, odblokowywać go, walczyć ze słońcem na ekranie, rozładowywać baterię lub po prostu ryzykować upuszczenie urządzenia. Zegarek na nadgarstku jest wygodniejszy.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że Garmin nadal ma przewagę w dojrzałości nawigacji – ekosystemie planowania tras i przewidywalności działania. Amazfit zrobił ogromny krok naprzód, ale czasem czuć, że niektóre funkcje są jeszcze niedopracowane. Osoby, które regularnie używają nawigacji w trudnym terenie, mogą zauważyć drobne niedociągnięcia w logice prowadzenia czy prezentacji informacji. Jako wieloletni użytkownik sprzętu Garmina to dostrzegam. Przykład? Przy planowaniu dłuższej trasy Garmin pozwala mi szybciej ocenić profil przewyższeń, punkty pośrednie i warianty przebiegu, a potem bez większego kombinowania przenieść wszystko na zegarek. W T-Rex Ultra 2 nawigacja działa dobrze, ale gdy trasa przecina się z innymi ścieżkami albo prowadzi przez gęstą sieć szlaków, komunikaty i sposób prezentowania kolejnych manewrów wymagają większej uwagi niż w Garminie.

Dla większości użytkowników będzie to jednak więcej niż wystarczające. Jeśli chcesz mieć mapy offline na wycieczki, biegi terenowe i sporadyczne wypady w góry, Amazfit daje bardzo dużo w swojej cenie. Jeśli chcesz zegarka do poważnej nawigacji ekspedycyjnej, Garmin nadal pozostaje bezpieczniejszym wyborem.
GPS w Amazfit T-Rex Ultra 2 jest dokładny, ale tętno mniej bezbłędne
Amazfit T-Rex Ultra 2 obsługuje sześć systemów satelitarnych i dwupasmowe pozycjonowanie. W praktyce przekłada się to na szybkie (niemal natychmiastowe) łapanie sygnału i dobrą dokładność śladu, zwłaszcza w otwartym terenie. To już nie są czasy, w których zegarki Amazfit trzeba było traktować z przymrużeniem oka przy analizie trasy. T-Rex Ultra 2 potrafi zapisać trening w sposób, który dla większości biegaczy, rowerzystów i turystów będzie w pełni akceptowalny. To ważne, bo Amazfit T-Rex Ultra 2 testowany jako zegarek outdoorowy musi bronić się przede wszystkim dokładnością GPS, a nie samą liczbą trybów sportowych.
Największe wyzwania pojawiają się tam, gdzie problemy mają właściwie wszystkie zegarki: gęsta zabudowa, las, ostre zakręty, tunele, wąskie przejścia i trudne warunki terenowe. Nie zauważyłem jednak, żeby GPS był słabym punktem tego modelu. Wręcz przeciwnie, to jedna z rzeczy, które najmocniej pokazują, jak bardzo Amazfit urósł w ostatnich latach. Odchyłki względem realnej trasy i najlepszych zegarków marki Garmin są pomijalne.

Więcej ostrożności zachowałbym przy optycznym pomiarze tętna. Do spokojnych aktywności, całodziennego monitorowania i ogólnego śledzenia trendów jest dobrze. Przy intensywnym bieganiu, interwałach, szybkich zmianach tempa albo treningu siłowym nadgarstkowy czujnik potrafi się pogubić. Nie jest to problem wyłącznie Amazfita, ale w zegarku z outdoorowo-sportowymi ambicjami warto o tym powiedzieć wprost. Smartwatche Huawei radzą sobie z pomiarem znacznie lepiej.
Jeżeli trenujesz rekreacyjnie, dane z nadgarstka prawdopodobnie będą wystarczające. Jeżeli planujesz jednostki na konkretnych strefach tętna, przygotowujesz się do zawodów i zależy Ci na dokładności, pas piersiowy nadal będzie rozsądnym dodatkiem. Na plus trzeba zaliczyć obsługę zewnętrznych czujników, w tym pasa HR, mierników mocy i akcesoriów rowerowych – to jednak kolejny wydatek.
Sport na bardzo bogato
Amazfit T-Rex Ultra 2 oferuje ponad 180 trybów treningowych. Jest bieganie, rower, pływanie, trekking, narty, siłownia, triathlon, nurkowanie i wiele bardziej niszowych aktywności. Jak zwykle przy tak dużej liczbie trybów część z nich różni się głównie nazwą i zestawem ekranów danych, ale najważniejsze dyscypliny są obsłużone naprawdę solidnie.
Zaplecze czujników jest kompletne jak na zegarek tej klasy. Amazfit T-Rex Ultra 2 korzysta z sensora biometrycznego BioTracker 6.0 PPG (5PD + 2LED), który odpowiada m.in. za pomiar tętna, natlenienia krwi SpO2, stresu i parametrów regeneracji. Do tego dochodzą czujnik temperatury powierzchni ciała, barometr z wysokościomierzem barometrycznym, akcelerometr, żyroskop, sensor geomagnetyczny pełniący rolę kompasu oraz czujnik światła otoczenia, który automatycznie dopasowuje jasność ekranu.

Dla biegaczy ważne będą m.in. tempo, dystans, tętno, strefy, dynamika biegu, planowanie treningów, obciążenie i regeneracja. Dla osób chodzących po górach liczą się mapy, wysokość, barometr, kompas i bateria. Rowerzystom z kolei przyda się GPS, obsługa czujników i czytelny ekran. Wszystko to jest, na czele z opcją edytowania ekranów treningowych i wyświetlanych pól danych.
Ciekawym dodatkiem są notatki głosowe podczas treningu. To drobiazg, ale całkiem praktyczny. Można szybko zapisać wrażenie z trasy, informację o samopoczuciu albo komentarz do konkretnego momentu aktywności. Nie każdy będzie z tego korzystał, ale to jedna z funkcji pokazujących, że Amazfit próbuje robić coś więcej niż tylko kopiować Garmina.
Jest nawet latarka, i to w zegarku outdoorowym ma dużo więcej sensu, niż może się wydawać. Przydaje się wieczorem, w namiocie, na klatce schodowej, podczas szukania czegoś w plecaku albo wtedy, gdy nie chcesz od razu sięgać po telefon. To nie zastąpi czołówki w górach, ale jako awaryjne źródło światła sprawdza się bardzo dobrze. Sam nie używałem jej często, ale rozumiem osoby, które traktują latarkę w zegarku jako jedną z najbardziej praktycznych funkcji outdoorowych.

Zepp OS 5 jest szybki, ale nie zawsze tak dojrzały jak konkurencja
System Zepp OS 5 działa sprawnie i w codziennym użyciu nie sprawia wrażenia ociężałego. Powiadomienia, treningi, tarcze, ustawienia i widżety są łatwo dostępne. Aplikacja Zepp też przez lata mocno się rozwinęła i dziś nie wygląda jak dodatek do taniej opaski, tylko jak centrum zarządzania poważnym zegarkiem sportowym.
Są jednak miejsca, w których Amazfit nadal przegrywa z Garminem. Chodzi głównie o spójność i głębię ekosystemu. Garmin Connect może nie zawsze wygląda najnowocześniej, to fakt, ale jest potężnym narzędziem treningowym. Zepp jest przyjemniejszy wizualnie, lecz miejscami mniej… sportowo bezwzględny? Nie każdemu będzie to jednak przeszkadzać.








Wiele osób kupujących T-Rex Ultra 2 nie będzie analizować każdego parametru jak zawodnik przygotowujący się do startu A. Dla użytkownika rekreacyjnego, ambitnego amatora albo osoby lubiącej outdoor Zepp OS będzie wystarczający. Dla sportowego maniaka Garmin nadal może być bardziej kompletny. Sam jestem bliżej tej drugiej grupy, mimo że pozostaję amatorem, stąd moje słowa krytyki.



Dobrze wypada też integracja z aplikacjami zewnętrznymi. Synchronizacja ze Stravą, Komootem, TrainingPeaks, Apple Health czy Google Fit sprawia, że T-Rex Ultra 2 nie zamyka użytkownika w swoim świecie.
Funkcje smart są poprawne, ale to nie Apple Watch
Amazfit T-Rex Ultra 2 pozwala odbierać połączenia przez Bluetooth, obsługuje powiadomienia, ma mikrofon, głośnik, sterowanie muzyką i asystenta głosowego AI Zepp Flow. To wystarczy, żeby nazwać go smartwatchem, ale nie należy oczekiwać doświadczenia znanego z Apple Watcha czy zegarków z Wear OS. Nie ma w końcu obsługi eSIM.

Nie ma tu sklepu pełnego aplikacji, opcji instalacji Spotify i zamiany zegarka w miniaturowy telefon (wspomniałem o braku eSIM). I… dobrze, bo nie o to w nim chodzi. Amazfit T-Rex Ultra 2 jest przede wszystkim zegarkiem sportowo-outdoorowym z funkcjami smart, a nie smartwatchem lifestyle’owym z dodatkiem sportu. To alternatywa dla zegarków Garmin, a te są takimi samymi urządzeniami. Powiadomienia są użyteczne, rozmowy Bluetooth działają jako awaryjna opcja, a sterowanie muzyką przydaje się podczas treningu. Są nawet płatności zbliżeniowe Zepp Pay. Tyle w zupełności tu wystarczy.
Osoby szukające zegarka do instalowania aplikacji, dyktowania wiadomości i głębokiej integracji z telefonem powinny spojrzeć w inną stronę.
Amazfit T-Rex Ultra 2 – czy warto kupić?
Gdybym miał podsumować tę recenzję Amazfit T-Rex Ultra 2 jednym zdaniem, powiedziałbym: to bardzo dobry smartwatch outdoorowy, ale nie dla każdego. Największe wrażenie robią wykonanie, ekran, bateria, mapy i ogólna liczba funkcji. To sprzęt, który wygląda i działa jak zegarek z wyższej półki, a jednocześnie nadal kosztuje mniej niż wiele topowych modeli Garmina. Najbardziej polubiłem w nim to, że nie trzeba się z nim obchodzić jak z delikatną elektroniką. Zakładasz go, idziesz biegać, jedziesz na rower, wychodzisz w góry, wracasz, a bateria nadal jest niemal w pełni naładowana. To bardzo przyjemne uczucie, zwłaszcza jeśli ktoś miał wcześniej smartwatcha wymagającego codziennego podłączania do ładowarki. Nie jest to jednak zegarek dla każdego.
Amazfit T-Rex Ultra 2 jest duży, wyraźnie outdoorowy i nie każdemu będzie pasował do codziennego stylu. Optyczny pomiar tętna nie zastąpi w tym przypadku pasa piersiowego przy poważniejszym treningu, a Zepp OS mimo dużego postępu nadal nie jest tak dojrzały sportowo jak platforma Garmina.

Czy warto kupić Amazfit T-Rex Ultra 2? Tak, jeśli szukasz wytrzymałego smartwatcha z dużym ekranem AMOLED, bardzo dobrą baterią, mapami offline i sportowym zacięciem, ale nie jesteś jeszcze związany z ekosystemem Garmina. To jeden z najciekawszych zegarków Amazfit w historii i model, który pokazuje, że konkurencja w segmencie outdoorowych smartwatchy robi się naprawdę poważna.
Jeśli jednak masz już Garmina z wyższej półki i korzystasz z jego zaawansowanych funkcji treningowych, przesiadka nie będzie miała sensu. T-Rex Ultra 2 jest ciekawą alternatywą dla Garmina, ale nadal nie pełnoprawnym zastępstwem dla najbardziej dopracowanych zegarków sportowych na rynku.
Mocne strony:
- bardzo solidne wykonanie z tytanem klasy 5 i szkłem szafirowym,
- duży, jasny i czytelny ekran AMOLED,
- świetna bateria jak na zegarek z tak bogatymi funkcjami,
- mapy offline i nawigacja z poziomu nadgarstka,
- niezły dwupasmowy GNSS i obsługa wielu systemów satelitarnych,
- wbudowana latarka,
- 10 ATM i certyfikat nurkowania do 45 metrów,
- ponad 180 trybów sportowych,
- obsługa zewnętrznych czujników,
- dobry stosunek możliwości do ceny,
- płatności zbliżeniowe Zepp Pay,
- integracja z popularnymi aplikacjami sportowymi.
Słabe strony:
- bardzo duża koperta nie każdemu będzie pasować,
- optyczny pomiar tętna czasami się gubi,
- nawigacja dokładnością ustępuje Huawei i Garminowi,
- funkcje smart są raczej dodatkiem,
- w pudełku brakuje przewodu USB-C,
- tanio nie jest.