Test Amazfit Active Max. Smartwatch za mniej niż 700 zł, który ma wszystko?

Wojciech OnyśkówSkomentuj
Test Amazfit Active Max. Smartwatch za mniej niż 700 zł, który ma wszystko?

Amazfit nie odpuszcza gromienia rynku smartwatchy swoimi modelami, które za przynajmniej połowę ceny renomowanej konkurencji, oferują dokładnie to samo albo i więcej. Właśnie tak można podsumować wyceniony na niespełna 700 zł Amazfit Active Max, którego testowałem od blisko dwóch miesięcy. Czy to najlepsza propozycja w tym przedziale cenowym? 



Plastik? Ale fantastic!

700 złotych to kwota, za którą można kupić już urządzenie będące smartwatchem nie tylko z wyglądu, ale i funkcji. Nie warto się jednak łudzić, że otrzymamy też najwyższej jakości materiały i szafirowe szkło. 

To właśnie pod względem budowy w Active Max czuć największe cięcia kosztów, choć z czystym sumieniem stwierdzam, że zegarek wygląda schludnie i osobiście mi się podoba.



Producent podszedł do budowy w dwojaki sposób. Górna część koperty wykonana jest z aluminium. Dolna część, a także strona przylegająca do nadgarstka, to z kolei tworzywo sztuczne. Jest ono zdecydowanie mniej narażone na uderzenia, więc właściwie w ogóle to nie przeszkadza.

Ekran wykonany jest w technologii AMOLED, co gwarantuje długi czas pracy na baterii, nieskazitelną czerń oraz dobrą jasność w pełnym słońcu. Producent zastosował tu wzmocnione szkło i powłokę chroniącą przed odciskami palców, ale naturalnie nie jest to szkło szafirowe, więc można się spodziewać, że po kilku miesiącach użytkowania pojawią się na nim rysy. W moim egzemplarzu po około 8 tygodniach nadal była nieskazitelna tafla szkła.

Podobnie zresztą wygląda reszta obudowy. Choć sprawia wrażenie nieco plastikowej, w rzeczywistości jest dość odporna na uszkodzenia i codzienne uderzenia.

Dużym atutem jest obecność dwóch chropowatych przycisków, które ułatwiają aktywowanie wybranych funkcji czy kontrolowanie mierzenia treningu. Dla łatwiejszego rozróżnienia producent oznaczył je kolorem czerwonym i niebieskim.

W zestawie znajduje się standardowy, silikonowy pasek sportowy o podziurawionej konstrukcji, dzięki której nie tylko zyskujemy lepszą cyrkulację powietrza, ale również większy zakres zapięcia. Mi przypadł do gustu, choć ma mocno sportowy charakter i niektórzy będą na niego kręcić nosem. Na szczęście Amazfit zastosował tu standardowe zapięcie, więc wystarczy dobrać szerokość i dokupić coś na wymianę we własnym stylu.


polecane wideo - obserwuj nas na YouTube



Responsywny system i długi czas pracy na baterii

Ekran o jasności do 3000 nitów jest czytelny nawet w pełnym słońcu, więc podejrzenie statystyk podczas intensywnego, letniego treningu nie będzie problemem. Tym bardziej, że wyświetlacz jest bardzo responsywny i dobrze reaguje na dotyk.

Przełączanie się pomiędzy ekranami jest szybkie i płynne. Podczas testów nie zauważyłem, aby w którymś momencie zegarek zawiesił się na dłużej. Można na nim w tej kwestii polegać.

Test Amazfit Active Max

Do tego dochodzi bardzo dobry czas pracy na baterii, wynoszący nawet kilkanaście dni. Jestem raczej z osób, które nie wyłączają funkcji w celu optymalizacji baterii, a mimo to z ciągle włączonym ekranem ładowałem Active Max średnio raz na dziesięć dni. To świetny wynik, który pewnie można jeszcze nieco wydłużyć. W tym czasie odbywałem przynajmniej 1 trening dziennie. Często zegarek towarzyszył mi przy mierzeniu aktywności nawet przez kilka godzin.

Niestety ładowanie nie odbywa się w sposób indukcyjny, a za pomocą specjalnej końcówki magnetycznej dołączonej do zestawu. Trzeba więc ją brać ze sobą na dłuższe wyjazdy i nie wystarczy pierwsza lepsza ładowarka bezprzewodowa, za co spory minus. Jestem przyzwyczajony, że zegarek naładuję gdziekolwiek, nawet wrzucając go na indukcję w samochodzie. Niestety nie w przypadku tego Amazfita.

Przemyślany interfejs i mnóstwo trybów sportowych

Interfejs Amazfita Active Max sprawia wrażenie przemyślanego i dobrze zaprojektowanego. Jeśli kiedykolwiek korzystaliśmy z jakiegokolwiek smartwatcha, od razu poczujemy się jak w domu. Wszelkie powiadomienia dostępne są na dole ekranu górnego, a na górze wysuwamy listę szybkich skrótów. W moim odczuciu jest ich tam jednak nieco za dużo i znalezienie czegoś wśród małych ikonek nie zawsze jest najłatwiejsze.

Test Amazfit Active Max

Więcej informacji otrzymamy, przesuwając ekran główny w prawo lub lewo. To tu podejrzymy stan baterii naszego organizmu, aktualne tętno, liczbę kroków, godziny spędzone w ruchu czy prognozę pogody. Ot smartwatchowy standard.

Znacznie więcej uzyskamy, naciskając jeden z dwóch przycisków. Górny przerzuca nas do menu głównego z listą dostępnych aplikacji, a dolny bezpośrednio do wyboru treningu. Wśród aplikacji jest całkiem sporo mało przydatnych pozycji, takich jak lista rzeczy do zrobienia, Pomodoro, trening oddychania, medytacje czy menadżer Jet Lag. Kto o zdrowych zmysłach korzysta z takich funkcji na zegarku?

Na szczęście jest też całkiem sporo przydatnych funkcji. Znajdziemy tu historię ćwiczeń, plany treningowe (niestety tylko bieganie), pomiar saturacji krwi, tętna, a nawet mapy offline! Trzeba je co prawda najpierw wgrać za pomocą aplikacji Zepp, ale ostatecznie możemy z nich korzystać z poziomu nadgarstka, za co duże brawa.

Clue programu są oczywiście tryby sportowe. Jest ich całkiem sporo (ponad 170), a sam zegarek oprócz odległości, czasu, czy prędkości, potrafi też wskazywać tętno, wysokość czy temperaturę ciała (choć ta ma niewiele wspólnego z rzeczywistą temperaturą ciała). Daje to pokaźny zestaw wskaźników do późniejszej analizy. Wymieniać dostępnych trybów sportowych nie ma sensu – jest tu praktycznie wszystko, co sportowiec amator może sobie wymarzyć. 

Zegarek mierzy też oczywiście jakość snu i przedstawia szczegółowe statystyki w aplikacji. Funkcja ta działa dość dobrze i szczegółowo. Można nawet zaobserwować, w których momentach śniło nam się coś intensywnego – na wykresie warto przeanalizować pod tym kątem tętno w poszczególnych fazach snu.

Muszę też pochwalić tryb nocny. Gdy zegarek wykryje, że śpimy, automatycznie wyłącza ekran i co najważniejsze – nie aktywuje go od razu po zrobieniu wyraźnego ruchu ręką. By np. sprawdzić godzinę, trzeba wybudzić wyświetlacz przyciskiem. Nawet wtedy jasność jest mocno przyciemniona, by niepotrzebnie nas nie oślepiać i wybudzać.

Test Amazfit Active Max

Wykonane treningi można z kolei w łatwy sposób zsynchronizować z popularnymi aplikacjami. Mi wystarczała Strava, ale jest jeszcze integracja z adidas Running, TrainingPeaks, komootem, Google Fit czy Apple Health.

Całość zwieńcza obecność Zepp Flow, czyli inteligentnego asystenta, którego można aktywować, przytrzymując dłużej przycisk zegarka. Można mu zadać pytanie np. o aktualne tętno, a on po chwili wyświetli odpowiednią funkcję. Co ciekawe, można się z nim komunikować po polsku, choć sam odpowiada po angielsku (ale w aplikacji na smartfona działa już w pełni po polsku).

Amazfit Active Max umożliwia też odpowiadanie na wiadomości za pomocą wbudowanej klawiatury lub po prostu dyktując tekst. Ta druga opcja działa bardzo skutecznie.

Do tego dochodzi też możliwość słuchania własnej muzyki po uprzednim wgraniu jej do pamięci urządzenia. Jest nawet aplikacja do podcastów. Szkoda jednak, że Amazfit nie obsługuje np. Spotify.

Są nawet płatności zbliżeniowe. Jest jednak jedno ale…

Niesamowite jest to, że w Amazficie mamy w pełni działające płatności zbliżeniowe. Wystarczy dodać kartę jednego z obsługiwanych w Polsce banków (jest ich całkiem sporo) do Zepp Pay, a później podczas płacenia dwukrotnie kliknąć górny przycisk. Płatności działają bezproblemowo i nigdy mnie nie zawiodły, ale…

W natywnej postaci skorzystają z nich jedynie posiadcze kart Mastercard. Visa wydana przez polskie banki nie jest obsługiwana i nie można jej dodać do wirtualnego portfela. Można to obejść poprzez skorzystanie z Curve, ale to kolejny serwis, któremu oddajemy swoje informacje. Co kto lubi.

Amazfit Active Max, a dokładność pomiarów

Active Max to smartwatch raczej dla początkujących sportowców, którzy chcą po prostu mierzyć swoje aktywności. Co jednak, gdy do trenowania chcemy podejść nieco bardziej poważnie? Także i tu zegarek powinien w zupełności wystarczyć.

Dokładność pomiarów testowałem na rowerze, z pasem tętna Garmina sparowanym z komputerem rowerowym. Drugi pomiar włączyłem na zegarku. Efekt? Przez większość czasu Amazfit pokazywał bardzo zbliżone wartości, szczególnie podczas jazdy w tlenie. Gdy jednak intensywność wzrastała, reakcja zegarka była opóźniona, a pomiary zupełnie nietrafione. Zamiast np. tętna w okolicach 170 na podjeździe Active Max radośnie prezentował 140.

Początkowo myślałem, że to kwestia zbyt luźnego zapięcia paska. Kolejny trening wykonałem więc z zegarkiem zaciśniętym tak mocno, że aż niekomfortowo, ale efekt był taki sam. Amazfit potrafił też na dłuższą chwilę zawiesić się w niskiej strefie tętna w okolicach 100, podczas gdy realnie puls wynosił około 140. Reszta pomiarów, włącznie z aktualną prędkością i przebytym dystansem, pokrywała się ze wskazaniami komputera rowerowego.

Mimo wpadek nie skreślałbym tego zegarka w kontekście nawet bardziej ambitnego trenowania. Przez większość czasu pomiar tętna jest wzorowy, a pewne odchylenia można zapisać na poczet niskiej ceny urządzenia. 

Warto dodać, że do zegarka można sparować zewnętrzny pas tętna i inne akcesoria Bluetooth, więc problem niekompletnych pomiarów można w łatwy sposób rozwiązać. 

Amazfit Active Max

Aplikacja Zepp… nieco przeładowana

Uzupełnieniem funkcji zegarka jest aplikacja Zepp, w której znajdziemy bardzo szczegółowe statystyki ćwiczeń, dodatkowe tarcze i aplikacje do pobrania i masę innych statystyk. W moim odczuciu jest ona jednak nieco chaotyczna i zbyt przeładowana informacjami. To dobrze, że te dane tam są, ale sposób ich prezentowania wymaga poprawy. Jako power user nie miałem problemu, by poruszać się po apce, ale wyobrażam sobie, że mniej wtajemniczona osoba szybko by się w gąszczu zakładek pogubiła. 

Część funkcji, w tym bardziej rozbudowane analizy snu czy plany treningowe, ukryte są za płatną subskrypcją. Producent co chwilę mami nas zresztą powiadomieniami, że aktualnie trwa promocja. Spoiler – ta oferta trwa wiecznie, więc nie warto jej ulegać pod presją chwili. Nie lubię takich akcji w pełnoprawnym sprzęcie. Skoro kupujemy sprzęt, to powinien on oferować pełnię możliwości bez konieczności opłacania dodatkowego abonamentu. Domyślam się jednak, że w ten sposób Amazfit kompensuje sobie – co tu nie mówić – dość niską cenę urządzenia.

Bardzo dobry smartwatch w przystępnej cenie

Amazfit Active Max to bardzo udana konstrukcja. Solidna jakość wykonania, responsywny system i masa funkcji dodatkowych, które u konkurencji często obecne są wyłącznie w najbardziej zaawansowanych modelach, sprawiają, że warto zainteresować się tym smartwatchem. W zupełności wystarczy sportowcom amatorom, a nawet tym, którzy trenowanie traktują nieco ambitniej. Drobne problemy z monitorowaniem tętna można w łatwy sposób wyeliminować, dokupując zewnętrzny pas HR. 

  • schludny desing
  • jakość wykonania
  • jasny wyświetlacz
  • mnóstwo trybów sportowych
  • płatności NFC
  • mapy offline
  • przyzwoita dokładność pomiarów
  • bateria na kilkanaście dni użytkowania
  • Zepp Flow, czyli wirtualny asystent na nadgarstku
  • rozbudowane statystyki treningów
  • brak ładowania indukcyjnego
  • okazjonalne problemy z pomiarem tętna
  • natywne płatności tylko z kartami Mastercard
  • część funkcji ukryta za subskrypcją

Wojciech OnyśkówRedaktor w serwisie instalki.pl piszący o nowych technologiach i grach.