Kto mnie zna, ten wie, że nienawidzę urządzeń, które rozładowują się w mgnieniu oka. Mimo że pracuję głównie w domu, mój smartfon musi wytrzymywać bez ładowania co najmniej dobę. Dlatego z miłą chęcią wyjęłam z pudełka i zaczęłam testować Realme P4 Power – smartfon z akumulatorem o pojemności aż 10 001 mAh. Oto moja recenzja tego modelu – modelu, który wcale nie przypomina cegły.
Design: Czy telefon z akumulatorem 10 001 mAh musi ważyć tonę?
Zacznijmy od tego, co widać gołym okiem. Realme P4 Power może nie jest najsmuklejszym telefonem na rynku i nie próbuje go udawać, ale dzięki zastosowaniu ogniw krzemowo-węglowych, inżynierom udało się tu zachować sensowną grubość – 9,1 mm. W dłoni czuć solidne 219 gramów, ale bryła jest na tyle dobrze wyważona, że dłoń nie męczy się nawet przy dłuższym scrollowaniu TikToka czy pisaniu maili. Poza tym pancerne smartfony o analogicznych pojemnościach potrafią ważyć blisko dwa razy więcej.

Obudowa w popularnym ostatnio pomarańczowym kolorze przyciąga wzrok, ale muszę zaznaczyć, że plecki niestety lubią zbierać odciski palców. Dodam też, że zarówno one, jak i ramki, są plastikowe, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać. O wytrzymałość Realme P4 Power niekoniecznie trzeba się jednak martwić, bo tworzywo sztuczne w przeciwieństwie do szkła nie popęka tak łatwo. Ponadto ten telefon spełnia normy MIL-STD-810H i IP69.

Choć P4 Power to model, który stawia przede wszystkim na długi czas pracy na baterii, producent nie zapomniał tu o porządnym ekranie. Szkoda, że mamy tu panel zakrzywiony przy krawędziach, natomiast jest to panel AMOLED, i to taki, który w trybie automatycznej jasności może osiągnąć nawet 1800 nitów. Jego jasność szczytowa to natomiast 6500 nitów. Korzysta się z niego wygodnie także w pełnym słońcu, wyświetla żywe kolory i jest bardzo responsywny na dotyk. Częstotliwość odświeżania także nie jest niska, bo w ustawieniach mamy do dyspozycji nawet 144 Hz.

Z ekranem jest zintegrowany rzecz jasna czytnik linii papilarnych. To czytnik, który reaguje na palec błyskawicznie, ale mógłby on być zlokalizowany w bardziej komfortowej pozycji, nieco wyżej.

Wydajność i oprogramowanie
Pod maską Realme P4 Power drzemie procesor MediaTek Dimensity 7400 Ultra, wspierany przez 12 GB pamięci RAM. Nie jest to może najpotężniejszy układ na świecie, ale w codziennym użytkowaniu sprawdza się bez zarzutu. Przełączanie się między aplikacjami jest błyskawiczne, a system realme UI 7.0 (oparty na Androidzie 16) działa płynnie i bez zbędnych przycięć.



Doceniam fakt, że urządzenie nie nagrzewa się nadmiernie, nawet gdy gram w nieco bardziej wymagające tytuły. Duża powierzchnia obudowy najwyraźniej pomaga w efektywnym rozpraszaniu ciepła. Jedyne, co może irytować fanów czystego oprogramowania, to spora liczba preinstalowanych aplikacji, ale większość z nich da się na szczęście szybko odinstalować.


Akumulator: Maratończyk na sterydach
Przejdźmy do głównej gwiazdy wieczoru. 10 001 mAh to wartość, która w przypadku „zwykłego” smartfonu budzi podziw. Jeszcze niedawno takie pojemności były oferowane co najwyżej przez urządzenia z kategorii „pancernych”, ale teraz, dzięki akumulatorom krzemowo-węglowym, powoli trafiają do mainstreamu. Realme P4 Power ma właśnie taki akumulator – krzemowo-węglowy, składający się z dwóch ogniw.

Na co jego ogromna pojemność przekłada się w praktyce? Oczywiście na bardzo długi czas pracy. Z tym telefonem zrobiłam to samo, co z większością smartfonów, które testuje – naładowałam go do pełna i włączyłam na nim zapętlony film na YT, w rozdzielczości 2160p. Potem poczekałam, aż się rozładuje i w tym teście wytrwał dłużej, niż jakiekolwiek inne urządzenie, z którym miałam wcześniej do czynienia, bo aż… 32 godziny.
W codziennym użytkowaniu P4 Power również rozładowuje się bardzo wolno. Jest w stanie wytrzymać nawet 3-4 dni.
A co z ładowaniem? Czy telefon z tak dużą baterią ładuje się wieki? Na szczęście nie, bo mamy tu ładowanie przewodowe z mocą 80 W. Odpowiednio mocna ładowarka pozwala zatem naładować ten model od 0 do 100 procent w ciągu 1 godziny i 20 minut. Wystarczy ponadto 30 minut, by, naładować go do 45%. Myślę więc, ze nie można narzekać.
Aparat: Poprawnie, ale bez wodotrysków
Jeśli szukacie fotoflagowca, to skierujcie wzrok w stronę serii GT. W P4 Power aparat główny o rozdzielczości 50 MP z OIS robi bardzo ładne, nasycone zdjęcia w dzień i całkiem przyzwoite fotki nocne, ale do ideału mu daleko, podobnie jak aparatowi przedniemu. Ponadto brakuje mi tu porządnego teleobiektywu, a aparat ultraszerokokątny wypada blado na tle głównej matrycy. Oczywiście najlepiej będzie jednak, jeśli zdjęcia z tego telefonu ocenicie sami. Dlatego zostawiam Wam garść próbek poniżej.























Podsumowanie: Czy warto kupić Realme P4 Power?
Realme P4 Power to smartfon, który wyznacza nowe standardy w kwestii czasu pracy na jednym ładowaniu, nie zmuszając nas przy tym do noszenia w kieszeni ciężkiego hantla. To idealny wybór dla osób, które żyją aktywnie, podróżują lub po prostu mają dość „uwięzi” w postaci ładowarki, a jednocześnie nie szukają mistrza fotografii i kombajnu do najbardziej wymagających gier.

Pytanie brzmi jednak, czy ten smartfon trafi na polski rynek? Niestety można w to wątpić, a to wielka szkoda. Szybka wycieczka na Aliexpress pokazała mi ponadto, że nawet sprowadzenie go z Chin może być sporym problemem. Tym razem musimy więc obejść się ze smakiem, ale kto wie, być może w przyszłości smartfon pokroju Realme P4 Power w końcu trafi do sklepów w Polsce.