Tych rzeczy nie rób przy kasie samoobsługowej. Ryzyko jest olbrzymie

Robert LewandowskiSkomentuj
Tych rzeczy nie rób przy kasie samoobsługowej. Ryzyko jest olbrzymie

Kasy samoobsługowe miały być ostatecznym rozwiązaniem problemu niekończących się kolejek i sposobem dla sieci handlowych na oszczędności wynikające z zatrudniania mniejszej liczby pracowników. Zamiast tego stały się codziennym poligonem, na którym naiwność klientów zderza się z bezlitosną technologią. Zaś sklepowy bałagan testuje granice ludzkiej cierpliwości. Znacie to, prawda?



Z jednej strony mamy domorosłych spryciarzy, którzy dla kilku złotych zysku ryzykują poważnymi zarzutami karnymi. Z drugiej sieci handlowe, których chaos organizacyjny potrafi z każdego uczciwego nabywcy zrobić potencjalnego złodzieja. Wizja oszukania systemu wydaje się dla wielu niezwykle kusząca. Internet jest wręcz zasypany historiami i nagraniami, które mają stanowić gotowy instruktaż „jak oszczędzać”. W zderzeniu z rzeczywistością te plany weryfikuje technologia, o której przeciętny klient nie ma pojęcia. Finał często ma miejsce w pokoju ochrony lub na komisariacie policji.

Algorytmy wizyjne kontra technika na cebulę

Próby oszukania terminali kasowych bywają tak absurdalne, że aż trudne do uwierzenia. Wciąż żywym mitem są nagrania wideo, na których rzekomo udaje się skasować słuchawki bezprzewodowe jako pieczywo, o czym pisaliśmy kilka dni temu. W praktyce jest to wykonalne wyłącznie w zmontowanym pliku wideo. Nowoczesna strefa pakowania to nie jest kawałek blachy, tylko siatka niezwykle czułych tensometrów kalibrowanych z dokładnością do pojedynczych gramów. Oprogramowanie posiada w bazie parametry fizyczne całego asortymentu. Różnica wagi i gabarytów między elektroniką a bułką powoduje natychmiastowy błąd wagi weryfikacyjnej.



Brak wiedzy technicznej prowadzi do najpopularniejszego procederu, czyli inżynierii naklejkowej. Polega on na odklejeniu kodu z najtańszego warzywa (chociażby cebuli lub ziemniaków) i naklejeniu go na produkt z zupełnie innej półki cenowej. Kreatywność w tym zakresie nie zna granic. Zdarzają się próby naklejania kodów z tanich kremów na drogie perfumy, skanowanie wydrukowanych wcześniej w domu kodów kreskowych z ekranu smartfona, czy chowanie drogich alkoholi w siatkach z warzywami i kasowanie całości jako ziemniaki luzem.

Klienci żyją w błędnym przeświadczeniu, że dokonują drobnej kradzieży, która ujdzie im na sucho jako wykroczenie. Prawo klasyfikuje to jednak zupełnie inaczej. Manipulowanie kodami lub wprowadzanie nieprawidłowych danych na ekranie to oszustwo. Sprawca celowo wprowadza w błąd system informatyczny i właściciela mienia w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Za taki czyn grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Perspektywa wpisu do rejestru karnego za zaoszczędzenie siedmiu złotych na paczce pistacji to przejaw głupoty. Tej żaden system nie jest w stanie zniwelować.

Lewitujące siatki i sztuczna inteligencja pod sufitem

Kolejną formą optymalizacji kosztów jest fizyczne siłowanie się z samą wagą. Mechanizm działania jest prosty. Nabywca kładzie na szali ciężki worek z owocami, po czym chwyta go od góry i delikatnie podnosi, opierając o krawędź skanera lub napinając siatkę, aby odciążyć mechanizm ważący. Innym wariantem jest wrzucanie produktów do strefy pakowania z pominięciem czytnika. W nadziei, że maszyna po prostu doliczy to do wagi poprzedniego towaru.

Tu wkracza jednak technologia, która dawno przestała opierać się wyłącznie na wadze. Kamery montowane obecnie nad stanowiskami samoobsługowymi w największych dyskontach nie służą tylko do nagrywania wideo na wypadek kradzieży. To rozbudowane systemy oparte na sieciach neuronowych i analizie obrazu. Kasa dosłownie widzi, co kładziesz na skanerze. Jeśli maszyna rozpoznaje jasne, okrągłe jabłka, a użytkownik wybiera na ekranie ciemne, podłużne banany, algorytm może zablokować transakcję. System analizuje też zachowanie i ruchy rąk. Nienaturalne przerwy między skanowaniem, zasłanianie obiektywu, czy trzymanie rąk na wadze podczas pomiaru, wysyła cichy sygnał do terminala pracownika obsługi, wymuszając interwencję.

Podobne powiadomienie generuje najgłupsze ze wszystkich zachowań. To skanowanie całego koszyka, odbicie karty lojalnościowej i wyjście ze sklepu bez przyłożenia karty płatniczej. To część klientów tłumaczy później nagłym atakiem roztargnienia. Za to też można spędzić co najmniej kilka dobrych miesięcy bez TikToka.


polecane wideo - obserwuj nas na YouTube



Sklepowy chaos, czyli jak zrobić z klienta złodzieja na kasie samoobsługowej

Technologia nie jest jednak nieomylna, zwłaszcza gdy zasilana jest bałaganem generowanym przez samego operatora sklepu. Kasy samoobsługowe bywają pułapką dla całkowicie uczciwych osób, które padają ofiarą fatalnej organizacji na dziale z produktami na wagę.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest dział pieczywa. Sklep oferuje kilkanaście rodzajów bułek. Zdarza się, że wypieki leżą w wymieszanych pojemnikach, brakuje cenówek, a bułka wrocławska, poznańska i sznytka wyglądają z odległości pół metra identycznie. Klient podchodzi do kasy, rozwija menu i musi zagrać w rosyjską ruletkę. Tym samym próbuje dopasować niewyraźną ikonę na ekranie do tego, co ma w papierowej torbie. Margines błędu wagi to często zaledwie kilka gramów. Pomyłka o jeden rodzaj pieczywa blokuje urządzenie, wzywa obsługę i naraża uczciwego człowieka na konieczność gęstego tłumaczenia się przed personelem.

Ten sam scenariusz rozgrywa się na dziale z pomidorami i jabłkami. Dyskont promuje pomidory malinowe, pomidory na gałązce, pomidory polskie i pomidory premium. Wszystkie leżą w identycznych, nieoznaczonych kartonach obok siebie. Klient nabija ten wariant, który wydaje mu się właściwy, ale algorytm wizyjny kasy, szkolony na drobnych różnicach w odcieniach czerwieni, zgłasza błąd. Z kolei w przypadku produktów z naklejkami przecen (tzw. żółte naklejki na towarach z bliskim terminem przydatności), czytniki często nie potrafią poprawnie odczytać rozmazanego tuszu. Klient skanuje główny kod, waga weryfikacyjna się zgadza, ale rabat nie zostaje naliczony, co zmusza do ręcznej anulacji całego rachunku.

A co z elektroniką na kasach samoobsługowych?

Skoro system bezlitośnie wyłapuje różnice w wadze między cebulą a słuchawkami, co z innowatorami, którzy próbują przepchnąć przez kasę samoobsługową droższą elektronikę, stosując inne triki lub omijając strefę pakowania? Tutaj do gry wchodzi zupełnie inna liga zabezpieczeń. Sprzęt RTV i AGD jest powszechnie chroniony tagami radiowymi oraz twardymi klipsami antykradzieżowymi. Nabicie oszukanego, taniego kodu w żaden sposób nie autoryzuje w systemie dezaktywacji zabezpieczeń magnetycznych. Efekt to gwarantowany alarm na bramkach przy wyjściu. O ile te zastosowano w sklepie. Co więcej, w większości sieci handlowych sam fakt nabicia na rachunek sprzętu o wyższej wartości z automatu zamraża terminal. Oprogramowanie wymusza twardą blokadę i wymaga interwencji pracownika. Ten musi fizycznie autoryzować transakcję swoją kartą dostępu i osobiście zdjąć fizyczne blokady z pudełka. Próba zrobienia w pełni samoobsługowych zakupów na stoisku z drogą elektroniką to po prostu najszybsza droga do pokoju zwierzeń z ochroną.

Inteligentne systemy rozpoznawania obrazu i czułe sensory w strefie pakowania to więc potężne narzędzia do walki z kradzieżami. Jednak ładowanie milionów w zaawansowaną sztuczną inteligencję przy kasach mija się z celem, jeśli sklep nie potrafi nakleić czytelnej nazwy na karton z owocami. Do momentu, w którym markety nie uporządkują własnego asortymentu, terminale samoobsługowe pozostaną miejscem, w którym granica między przestępstwem a sklepowym chaosem jest niezwykle cienka.

Źródło tekstu: Instalki.pl / Zdjęcie otwierające: Biedronka

Robert LewandowskiLubię wiedzieć, jak działa świat, ten duży i ten tuż za rogiem. Fascynują mnie ludzie, społeczeństwo, nowe technologie i polityka, a najbardziej to, jak wszystko się ze sobą łączy i wpływa na nasze codzienne życie.