Poleciałem do Amsterdamu zobaczyć Kerfusia. To był dopiero początek

Maksym SłomskiSkomentuj
Poleciałem do Amsterdamu zobaczyć Kerfusia. To był dopiero początek

Kerfuś rozsławił roboty PUDU Robotics w Polsce, ale w Amsterdamie zobaczyłem, że sympatyczny robot z kocimi uszami to dopiero początek. Firma pokazała zaproszonym dziennikarzom autonomiczny paleciak zdolny przewieźć dwie tony, maszyny sprzątające współpracujące ze sobą, humanoidy oraz pierwszą konsumencką kosiarkę, która sama ostrzy noże.



4 listopada w Amsterdamie odbył się pierwszy europejski szczyt partnerski PUDU Robotics. Na miejscu firma po raz pierwszy pokazała w Europie cały ekosystem swoich robotów: od maszyn rozwożących posiłki i sprzątających podłogi, przez urządzenia do transportu przemysłowego, aż po roboty koszące, czworonogi oraz humanoidy. Prezentację prowadził między innymi założyciel i CEO firmy, Felix Zhang, któremu mogłem zadać trzy pytania o przyszłość robotyki.

PUDU nazywa swoją strategię „One Brain, Multiple Embodiments”, czyli „jeden mózg, wiele ciał”. W praktyce oznacza to wspólną bazę oprogramowania, modeli AI i umiejętności, z której korzystają bardzo różne konstrukcje. Sprzęt nadal ma być projektowany pod konkretne zadanie. Po obejrzeniu kilkunastu robotów w ruchu właśnie ten ostatni element wydał mi się najważniejszy.



Roboty PUDU Robotics – humanoidalne, semi-humanoidalne i wysoko specjalizowane. | Grafika: PUDU Robotics

Kerfuś ma już wersję Pro

W Polsce PUDU Robotics kojarzy się przede wszystkim z Kerfusiem. Oryginalny BellaBot zyskał ten przydomek w 2022 roku, gdy w sklepach Carrefour rozwoził napoje i przekąski w ramach kampanii z Pepsi. Robot podbił serca polskich internautów, stając się bohaterem memów, spotkań z fanami i jednej z najbardziej osobliwych karier w polskich mediach społecznościowych.

Do Amsterdamu przyjechał jego rozwinięty następca, BellaBot Pro. Nadal ma kocie uszy, animowaną facjatę na ekranie i reaguje na dotyk. Kiedy ktoś pogłaszcze go po uchu, robot wydaje dźwięki przypominające kota i zmienia wyraz „twarzy”. Ten detal nie pomaga mu szybciej dostarczyć zamówienia, ale jasno pokazuje, dlaczego Kerfuś zdobył w Polsce taką popularność. BellaBot nie ma być wyłącznie wózkiem na kółkach. Ma wywoływać pozytywne emocje.

Wersja Pro dostała interakcję głosową opartą na AI, rozpoznawanie zawartości tac i duży ekran, który może wyświetlać reklamy. Potrzebuje przejścia o szerokości co najmniej 65 cm, więc potrafi poruszać się także w dość ciasnych restauracjach i sklepach. Na żywo nadal wygląda sympatycznie, ale za kreskówkową twarzą kryje się całkiem dojrzały produkt komercyjny.

Obok niego stał HolaBot, którego najłatwiej opisać jako jeżdżący kosz lub mobilny pomocnik do zbierania naczyń. Ma 120-litrową komorę i może przewozić do 60 kg. FlashBot Max został z kolei zaprojektowany do obsługi dostaw w budynkach, także pomiędzy piętrami. I tu pojawia się problem, o którym na efektownych prezentacjach mówi się rzadziej: windy.

Zhang przyznał podczas dyskusji, że windy pozostają jednym z trudniejszych wyzwań przed twórcami robotów. Robot musi nie tylko wjechać do kabiny, ale też samodzielnie przywołać windę, wybrać piętro i wiedzieć, kiedy może bezpiecznie ruszyć. PUDU stosuje integrację z systemem windy przez rozwiązania chmurowe, IoT lub dodatkowy sprzęt, zależnie od budynku i lokalnych regulacji. W Chinach roboty mogą połączyć się bezpośrednio z windą, w Europie muszą „ręcznie” wybierać piętro.

MP2000 zrobił na mnie największe wrażenie

Najbardziej spodobał mi się PUDU MP2000. To autonomiczny paleciak o udźwigu do 2000 kg, przeznaczony dla fabryk, magazynów i centrów logistycznych. Nie ma oczu na ekranie, nie mruczy i nie próbuje wyglądać jak człowiek. Po prostu rozpoznaje paletę, podjeżdża, ustawia widły i przewozi ładunek w wyznaczone miejsce. Właśnie podczas takiego zadania można docenić, ile problemów musi rozwiązać.

Palety nie zawsze stoją idealnie równo, dlatego MP2000 potrafi skorygować położenie wideł przy przesunięciu do 15 cm i odchyleniu sięgającym 15 stopni. Samo wsunięcie wideł zajmuje około 20 sekund. Bez ładunku robot rozpędza się do 1,6 m/s, z paletą do 1,2 m/s, a pobranie ładunku pod kątem prostym jest możliwe w alejce szerokiej na około dwa metry.

Kamery głębi, LiDAR 3D i pozostałe czujniki obserwują otoczenie we wszystkich kierunkach. MP2000 rozpoznaje ludzi, inne pojazdy i przeszkody, a w razie potrzeby zatrzymuje się albo wyznacza nową trasę. Może pracować autonomicznie, lecz zachowano także tryb ręczny. Zadania da się przekazywać przez platformę PUDU Link, API, polecenia głosowe lub fizyczne przyciski.

Wiem, wiem, brzmi to mniej futurystycznie niż humanoidy. W praktyce właśnie MP2000 najpełniej realizuje deklarację Zhanga, że PUDU od początku powstawało z myślą o rozwiązywaniu realnych problemów. CEO zwrócił uwagę, że wiele firm świetnie prezentuje możliwości swoich robotów, ale na demonstracji wszystko się kończy. Tutaj zastosowanie jest oczywiste, a korzyść łatwa do policzenia: dwie tony ładunku przemieszczają się bez udziału operatora.

Pierwszy robot PUDU do domu sam ostrzy noże

Drugim urządzeniem, przy którym zatrzymałem się na dłużej, był PUDU TOMO S. To pierwsza konsumencka linia producenta i jednocześnie wejście firmy do przydomowych ogrodów. Robot koszący PUDU z napędem AWD ma poradzić sobie również z wysoką, gęstą oraz mokrą trawą.

Najciekawszym elementem PUDU TOMO S jest SharpLoop, czyli system automatycznego ostrzenia noży. Po powrocie do stacji ładującej robot może naostrzyć obrotowe ostrza, gdy wykryje taką potrzebę. Użytkownik nie musi ich demontować ani pracować ręcznie z ostrymi elementami. Cykl ma wyglądać prosto: koszenie, powrót, ostrzenie i ponowny wyjazd. Żywotność noży? Według producenta nawet trzy lata.

TOMO S wykorzystuje dwa silniki o mocy 636 W, a ostrza mogą obracać się z prędkością do 6000 obr./min. Napęd na wszystkie koła pomaga mu pracować na mocno nachylonym terenie, niezależne zawieszenie pozwala pokonywać przeszkody o wysokości do 6 cm, a pływający zespół tnący dopasowuje się do nierówności podłoża. Nawigacja łączy LiDAR 360 stopni, kamerę z AI i sieciowe RTK. Nie trzeba układać przewodu granicznego ani stawiać osobnej lokalnej stacji RTK.

Seria obejmie trzy warianty przeznaczone do trawników o powierzchni od 1500 do 5000 m². Sprzedaż ma ruszyć wczesną wiosną 2027 roku. Ceny i dokładna dostępność w poszczególnych krajach nie zostały jeszcze podane, więc na ostateczną ocenę opłacalności trzeba poczekać. Sam pomysł stacji, która poza ładowaniem zajmuje się również ostrzami, uważam jednak za jeden z najbardziej praktycznych punktów całej prezentacji.

Zapytałem CEO, jakie robot trafią niebawem do naszych domów

Pierwsze z moich pytań do Feliksa Zhanga z PUDU Robotics dotyczyło tego, jaki rodzaj robota – poza odkurzaczami i kosiarkami – może jako następny stać się częstym widokiem w domach. CEO nie wskazał jednej konkretnej konstrukcji ani daty premiery. Wymienił za to trzy role, nad którymi pracuje branża.

Pierwsza to housekeeping, czyli szeroko rozumiana pomoc w prowadzeniu domu. Tutaj sens zaczynają mieć humanoidy wyposażone w dwie ręce, zdolne do sprzątania, przenoszenia przedmiotów czy zajmowania się praniem. Drugi kierunek to roboty dla zwierząt: urządzenia, które podczas nieobecności właściciela pobawią się z kotem lub psem, sprawdzą, czy wszystko jest w porządku, i pozwolą zdalnie monitorować pupila. Trzecią grupą są roboty kuchenne przygotowujące posiłki lub dostarczające je na miejsce.

Zhang patrzy na domowe roboty szerzej niż na kolejne urządzenie wykonujące jedną czynność. Wspominał również o bezpieczeństwie i samopoczuciu użytkowników. Dobrym, choć prostym przykładem jest sam BellaBot: kocia forma i reakcja na głaskanie nie zwiększają udźwigu, lecz sprawiają, że ludzie łatwiej go akceptują i chętniej wchodzą z nim w interakcję.

Humanoid nie zawsze jest najlepszą odpowiedzią

Drugie pytanie dotyczyło przewagi humanoidów nad robotami projektowanymi do jednego zadania. Odpowiedź Zhanga była rozsądnie wyważona. Największym atutem humanoida jest zdolność adaptacji, ponieważ nasze budynki, meble, przejścia i narzędzia zostały stworzone dla ludzkiego ciała. Robot wyposażony w nogi, ręce oraz dłonie może potencjalnie korzystać z tej samej infrastruktury bez przebudowy otoczenia.

Nie oznacza to jednak, że dwunożna maszyna powinna robić wszystko. Przy często powtarzanych, jasno określonych zadaniach lepszy pozostaje robot specjalistyczny. MP2000 nie potrzebuje nóg ani dłoni, żeby skutecznie przewozić palety. Kosiarka nie musi przypominać ogrodnika, a urządzenie sprzątające – osoby z mopem. Według Zhanga obie grupy będą się uzupełniać: humanoidy mają zapewnić elastyczność, a wyspecjalizowane konstrukcje szybkość, niezawodność i niższy koszt wykonywania jednej pracy.

PUDU Robotics rozwija trzy takie formy równolegle. D5 jest czworonożnym robotem do poruszania się w trudnym terenie, D7 ma humanoidalny tułów osadzony na kołowej podstawie, natomiast D9 to pełnowymiarowy, dwunożny humanoid. W Amsterdamie to właśnie te maszyny przyciągały najwięcej aparatów, ale z perspektywy gotowości do codziennej pracy bardziej przekonujące były dziś konstrukcje specjalistyczne.

Robot sprzątający potrafi wezwać kolegę

Trzecie pytanie brzmiało: co roboty PUDU potrafią już dzisiaj, choć większość ludzi mogłaby być tym zaskoczona? Jednym z najciekawszych przykładów okazała się współpraca pomiędzy urządzeniami. Jeśli zamiatający PUDU MT1 wykryje dużą kałużę, z którą sam sobie nie poradzi, może wezwać robota z serii CC1 przeznaczonego do mycia podłóg.

MT1 sam w sobie jest czymś w rodzaju ogromnego robota sprzątającego do hal i innych dużych obiektów. Rozpoznaje odpady za pomocą kamer i AI, kieruje się do zabrudzonego miejsca, a 35-litrowy pojemnik może opróżnić automatycznie w opcjonalnej stacji – niemal jak domowy odkurzacz automatyczny, tylko w przemysłowej skali. CC1 Pro łączy zamiatanie, szorowanie, odkurzanie i mopowanie na sucho, a po wykonaniu pracy sprawdza jej rezultat i może wrócić do pominiętych zabrudzeń.

To jeden z przypadków, w których hasło „One Brain, Multiple Embodiments” przestaje być sloganem. Różne maszyny nie próbują robić wszystkiego, lecz rozpoznają własne ograniczenia i przekazują zadanie robotowi lepiej wyposażonemu do jego wykonania.

Kerfuś był tylko początkiem

PUDU deklaruje, że wysłało już ponad 130 tys. robotów do przeszło 85 krajów i regionów. Urządzenia firmy pracują w 16 branżach oraz ponad 900 scenariuszach, między innymi w sklepach, restauracjach, hotelach, szpitalach, fabrykach, magazynach i na lotniskach. W Europie firma działa w ponad 20 krajach, a jej przychody na naszym kontynencie rosły przez ostatnie dwa lata średnio o ponad 60 proc. rocznie.

To wciąż młody rynek. Podczas prezentacji Zhang szacował, że poziom wykorzystania robotów w firmach wynosi obecnie około 5 proc. Mówił też wprost, że współczesne konstrukcje potrafią przejąć jedynie niewielką część zadań, które docelowo mogłyby zostać zrobotyzowane. Plan na kolejnych pięć lat to zwiększanie liczby prac, które roboty faktycznie wykonują bez ciągłej pomocy człowieka.

Kerfuś na ten moment w Polsce pozostaje znakomitą twarzą marki PUDU Robotics. Za tą twarzą rośnie jednak armia urządzeń przejmujących ciężkie, monotonne i zwyczajnie niewdzięczne zadania. Postaramy się przetestować dla Was PUDU TOMO S, gdy tylko dostaniemy taką możliwość.

Źródło: mat. własny

Maksym SłomskiMaksym Słomski Z dziennikarstwem technologicznym związany od 2009 roku, a z nowymi technologiami właściwie od dzieciństwa. Pamięta pakiety internetowe TP SA i granie z kumplami w kafejkach internetowych. Newsman, tester, ten od wideo. Miłośnik ulepszania swojego desktopa, czochrania kotów, Mazdy MX-5 i biegania. Wyznawca filozofii xD.