Tanie projektory kuszą obietnicami, ale w rzeczywistości często okazują się bezużytecznymi zabawkami z zawyżoną specyfikacją. Postanowiłem sprawdzić, jak na tle budżetowych modeli wypadają urządzenia ze średniej półki cenowej.
W moje ręce trafiły projektory ETOE Seal Pro oraz Wanbo Mozart 1 Pro, które przetestowałem pod kątem jakości obrazu, łatwości obsługi i ogólnej opłacalności zakupu. Zobaczmy konkretnie, który z nich poradzi sobie lepiej w domowych i plenerowych warunkach.
W tekście umieszczono linki reklamowe sklepów partnerskich.
Wygląd, budowa i zawartość zestawów
Od razu po wyjęciu z pudełka widać, że oba urządzenia to solidne konstrukcje wykonane z dobrej jakości tworzyw. W przypadku modelu ETOE Seal Pro w zestawie otrzymujemy sam projektor, adapter, kabel zasilający, pilot zdalnego sterowania oraz instrukcję obsługi. Jedyne czego brakuje do pełni szczęścia to baterie do pilota. Z kolei w przypadku Wanbo Mozart 1 Pro producent dostarcza projektor, pilot, instrukcję, zasilacz, kabel oraz baterie. Warto zaznaczyć, że kable zasilające w obu przypadkach mają długość około trzech metrów. Jest to wartością w zupełności wystarczającą do komfortowego podłączenia sprzętu w salonie.






Konstrukcyjnie urządzenia znacznie się od siebie różnią. W przypadku ETOE od góry mamy wygodny przycisk włączenia oraz dodatkowe przyciski sterowania obrazem, a także bardzo praktyczną rączkę. Z przodu znajduje się oczywiście lampa, kamerka oraz kratownica. Na obu bokach umieszczono dodatkowe kratownice z wbudowanymi głośnikami, a z tyłu duży otwór wentylacyjny i wszystkie niezbędne gniazda. Na spodzie urządzenia producent zastosował gumowe stopki oraz pozostawił gwint, który daje możliwość montażu projektora na statywie lub na suficie.





Z kolei Wanbo prezentuje nieco inne podejście do designu. Na froncie znajdziemy samą lampę wraz z kratownicą i nie rzucającą się zbytnio w oczy kamerką. Górę Mozarta zdobi jedynie przycisk włączania z podświetlanym napisem informującym o nazwie producenta. Patrząc od przodu, na prawej ściance umiejscowiono subwoofer, natomiast lewy bok pozostał całkowicie pusty. Z tyłu znajduje się kolejna kratownica służąca lepszemu chłodzeniu oraz wszystkie porty sygnałowe. Na dole urządzenia, oprócz standardowych nóżek maskujących elementy mocujące projektor do stelaża, zamontowano sprytną, wysuwaną krótką podstawkę. Pozwala ona w prosty sposób ustawić projektor pod lekkim kątem i nieco podnieść obraz. Wielka szkoda, że w obydwu przypadkach zabrakło prostej klapki na obiektyw, która chroniłaby szkło podczas transportu.





Ten uchwyt się przydaje
Dzięki górnemu uchwytowi ETOE jest niezwykle wygodny w przenoszeniu. Choć żaden z testowanych dziś modeli nie posiada wbudowanego akumulatora, to właśnie ETOE aż prosi się o to, by chwycić go w dłoń, zabrać do znajomych, na działkę czy po prostu przenieść z salonu do sypialni. Wystarczy jedynie pamiętać o konieczności dostępu do gniazdka elektrycznego.


Wanbo pozbawiono poręcznej rączki, co czyni z niego sprzęt o wiele bardziej stacjonarny. Tego stanu rzeczy nie zmienia nawet bezpośrednie zestawienie wagi obu urządzeń. ETOE jest sprzętem masywniejszym, ważącym 4,7 kilograma, jednak przemyślany uchwyt całkowicie niweluje ten ciężar podczas transportu. Wanbo Mozart 1 Pro jest odczuwalnie lżejszy i waży 3,3 kilograma, ale przez brak rączki trzeba go za każdym razem ostrożnie chwytać i przenosić oburącz, co w codziennym użytkowaniu okazuje się po prostu mniej poręczne.
Konfiguracja i płynność działania oprogramowania
Sama konfiguracja jest bardzo prosta i przebiega niemal dokładnie tak samo w przypadku obu projektorów. Czas potrzebny na przygotowanie sprzętu to zaledwie około dziesięciu minut. Po włączeniu zasilania na ścianie pojawia się ekran z ustawieniami od Google. Wystarczy po prostu zalogować się do usługi Google Home z poziomu smartfona i chwilę poczekać, aż wszystkie aplikacje się załadują i zaktualizują. Samo menu ustawień w obu przypadkach jest przejrzyste i intuicyjne.




Choć zdecydowanie wydaje mi się, że w modelu ETOE jest ono nieco bardziej rozbudowane, dając nam więcej możliwości precyzyjnego dostrojenia obrazu do naszych potrzeb. No i w przypadku ETOE, menu jest w pełni po polsku, zaś w przypadku projektora Wanbo, coś mocno poszło nie tak w trakcie tłumaczenia.


Warto jednak pochwalić płynność pracy obu urządzeń. Podzespoły radzą sobie z systemem bez najmniejszych problemów, sprzęty działają płynnie i podczas testów nie zauważyłem, żeby systemy się zawieszały. Sterowanie ułatwia dołączony do zestawów pilot, który możemy bezprzewodowo połączyć z projektorem przez standard Bluetooth.
Niepodważalną zaletą obu modeli jest wbudowany system Google TV. Jednak to ETOE Seal Pro może pochwalić się pełną, oficjalną certyfikacją dla platformy Netflix, a także obsługą protokołu Widevine L1. Dzięki temu możemy bez obaw zainstalować jedną z wielu aplikacji dostępnych dla tego systemu i wyświetlać filmy w wysokiej jakości bez konieczności podłączania zewnętrznych przystawek telewizyjnych. Obraz można też bezproblemowo przesyłać bezpośrednio ze smartfona, ponieważ ETOE posiada wbudowaną funkcję Chromecast. Dużym atutem w obu projektorach jest dostępność pilota z wbudowanym mikrofonem, za pomocą którego bez wstawania z kanapy można korzystać z komend głosowych Asystenta Google.






Jakość obrazu i rozdzielczość w codziennym użytkowaniu
Przechodzimy do kwestii decydującej, czyli jakości wyświetlanych materiałów. Warto od razu zaznaczyć, że sprzęt ETOE prezentuje treści w natywnej rozdzielczości Full HD, choć sam producent chętnie reklamuje go na swoich grafikach jako urządzenie 4K. W rzeczywistości mówimy tutaj o tak zwanym upscalingu obrazu do rozdzielczości 4K. W tej półce cenowej jest to jednak w pełni zrozumiałe i nie można w tej kwestii oczekiwać cudów – podobnie sytuacja wygląda zresztą u konkurenta.
To, co jednak całkowicie zmienia komfort pracy z ETOE, to fakt, że projektor właściwie wszystko robi za nas. Ostre skupienie detali to zasługa świetnych mechanizmów automatyzacji, które są jednym z najmocniejszych punktów tego modelu. Błyskawicznie działający autofocus i inteligentna, w pełni automatyczna korekcja trapezowa sprawiają, że początkowa konfiguracja geometrii obrazu jest wyjątkowo prosta i całkowicie bezstresowa. Nie musimy tracić czasu na ręczne przesuwanie suwaków czy mozolne ustawianie ostrości pokrętłem. Po prostu kładziemy projektor, włączamy go, a urządzenie w kilka sekund samo wykrywa kąt nachylenia i idealnie prostuje oraz wyostrza obraz. To ogromne ułatwienie. Szczególnie gdy często przenosimy sprzęt między pokojami lub zabieramy go w plener. Oczywiście wszystko wraz z korekcją trapezową możemy w obu modelach dostroić w ustawieniach.
Ten parametr ma szczególne znaczenie
Obydwa projektory wyposażone są w całkowicie uszczelnione silniki optyczne, które wydłużają żywotność podzespołów i zapobiegają dostawaniu się kurzu do wnętrza układu, co chroni nas przed irytującymi czarnymi plamami na ekranie. Decydujące starcie rozgrywa się jednak na polu jasności. ETOE Seal Pro oferuje 1300 ANSI lumenów, podczas gdy Wanbo Mozart 1 Pro deklaruje 1200 ANSI lumenów. W całkowicie zaciemnionym pomieszczeniu obraz z ETOE jest naprawdę jasny. To bez wątpienia jeden z największych atutów tego urządzenia, który zadowoli właściwie każdego miłośnika domowych seansów.


Zdecydowanie na plus w modelu ETOE mogę zaliczyć również same kolory. Są one bardzo żywe, a przy tym zachowują naturalny balans. To sprawia, że obraz jest po prostu miły dla oka i nie męczy przy dłuższym oglądaniu. W Wanbo jakość jest przyzwoita i zadowoli mniej wymagających, ale w bezpośrednim porównaniu obraz z Mozarta faktycznie wydaje się mniej jasny i nieco mniej nasycony. Przewaga ETOE jest tu widoczna gołym okiem, zwłaszcza gdy zależy nam na soczystym, kinowym efekcie.
Jasność ma kluczowe znaczenie przy jeszcze jednym aspekcie. Projektory można z powodzeniem używać zarówno w środku pomieszczeń, jak i na zewnątrz. I to właśnie tutaj, podczas wieczornych pokazów w ogrodzie, ETOE sprawdza się o wiele lepiej, ponieważ mocniejsza lampa po prostu lepiej radzi sobie z rozpraszającym światłem otoczenia. Dodatkowo model ten pozwala na rzucenie potężnego obrazu o przekątnej od 45 do 150 cali z dystansu około czterech metrów. Konkurent z obozu Wanbo zatrzymuje się na maksymalnej wartości 120 cali. Oba projektory sprawdzają się w ogrodzie nawet, gdy nie mamy specjalnego ekranu. U mnie posłużyła za to ściana garażu.






Możliwości audio i podłączenie zewnętrznych sprzętów
Nawet najlepszy obraz potrzebuje dobrej oprawy dźwiękowej, a w tej kwestii słychać pewne rozbieżności między modelami. ETOE posiada wbudowane podwójne głośniki o mocy dziesięciu watów, które w sprytny sposób rozmieszczono po bokach urządzenia. Dzięki temu otrzymujemy o wiele bardziej przestrzenny i pełny dźwięk. Sprzęt gra po prostu głośniej i zauważalnie lepiej od konkurenta, a bas jest wyraźnie mocny. Dodatkowo jakość tę potwierdza oficjalna licencja Dolby Audio. Wanbo bazuje z kolei na dwóch głośnikach ośmiowatowych wspieranych mniejszym subwooferem. Brzmi to przyzwoicie, ale w bezpośrednim starciu brakuje mu tego ostatecznego uderzenia i głębi.
Warto podkreślić, że obydwa projektory to urządzenia w pełni samodzielne. Do codziennego oglądania filmów z wbudowanych aplikacji wystarczy po prostu podłączyć je do prądu i domowego Wi-Fi, zapominając o plątaninie kabli. Jeśli jednak wbudowany system audio okaże się dla kogoś niewystarczający, w obu modelach bez najmniejszego problemu można podłączyć zewnętrzne głośniki lub kino domowe, korzystając z wyjścia audio lub połączenia Bluetooth.
Skoro już mowa o przewodach, warto przyjrzeć się dostępnym portom. Jeśli zamiast korzystać z wbudowanego systemu Google TV wolicie podłączyć komputer, pendrive’a czy konsolę, obydwa sprzęty oddają do dyspozycji wejścia USB oraz HDMI. I tutaj warto mocno docenić ETOE, które korzysta z nowszego standardu HDMI 2.1, podczas gdy Wanbo oferuje port w starszej wersji 2.0. Ta różnica będzie miała spore znaczenie przede wszystkim dla graczy korzystających z konsol nowej generacji, którym zależy na jak najszybszym przesyle danych i płynności obrazu bez opóźnień.




Werdykt
Po przetestowaniu obu urządzeń odpowiedź na pytanie, który projektor warto wybrać, staje się bardzo prosta. Dla mnie zwycięzcą tego porównania jest ETOE Seal Pro.
Model ETOE przekonuje do siebie przede wszystkim wyższą jakością codziennego użytkowania. Jest o wiele jaśniejszy, co pozwala na komfortowe oglądanie filmów w ogrodzie i w salonie, a naturalne kolory cieszą oko. Rzuca większy obraz sięgający aż 150 cali. Ma też wygodną rączkę do przenoszenia oraz pozbawione wad w tłumaczeniu oprogramowanie ze wsparciem dla Netflixa. Lepszy system audio i nowsze złącze HDMI to tylko dopełnienie tego bardzo udanego sprzętu. W kategorii urządzeń do 1500 złotych to obecnie najbardziej opłacalny i niezawodny wybór na rynku, który o lata świetlne wyprzedza niesprawdzone, konstrukcje za kilkaset złotych zalewające rynek.

Jeśli ten sprzęt wpadł wam w oko, wszystkie szczegóły znajdziecie bezpośrednio na stronie autoryzowanego sklepu pod adresem. Mam też dla was mały bonus. Wpisując w koszyku hasło instalki5, otrzymacie 5% zniżki na cały asortyment, dzięki czemu cena projektora ETOE spada do bardzo atrakcyjnych 1357,55 zł.
Co równie ważne, zamawiając u oficjalnego dystrybutora, zyskujecie całkowite bezpieczeństwo. Sklep zapewnia darmową wysyłkę, bez problemu wystawia pełne faktury VAT dla firm i daje wam aż 30 dni na zwrot, jeśli sprzęt jednak nie spełni waszych oczekiwań. Do tego dochodzi pełna, dwuletnia gwarancja realizowana na miejscu, przez autoryzowany serwis działający w Polsce. Więc w razie jakichkolwiek problemów macie zagwarantowany dostęp do profesjonalnych napraw i po prostu święty spokój.