Waży zaledwie 478 gramów, zajmuje niewiele miejsca i bez problemu można umieścić go za monitorem. Ninkear M7 wygląda jak typowy mini PC do podstawowych zastosowań, ale jego możliwości są nieco szersze. Sprawdziłem, jak ten niewielki komputer radzi sobie w codziennej pracy i czy rzeczywiście jest w stanie zastąpić większą konstrukcję.
Egzemplarz testowy został przekazany do celów recenzji. Producent nie miał wglądu w treść artykułu przed jego publikacją.
Zawartość zestawu i pierwsze wrażenia
Zestaw, który do mnie dotarł jest całkiem dobrze wyposażony, choć samo opakowanie nie wyróżnia się niczym szczególnym. W pudełku, poza komputerem, znajdziemy zasilacz oraz pozostałe akcesoria potrzebne do rozpoczęcia pracy. W środku, poza samym komputerem, znajdziemy zasilacz z przewodem o długości ponad 1,5 metra. To w zupełności wystarcza, żeby wygodnie poprowadzić kable pod biurkiem. W zestawie nie zabrakło też krótkiej instrukcji obsługi. Szkoda tylko, że nie doczekała się ona polskiego tłumaczenia. Choć z drugiej strony, czy w ogóle jest potrzebna?



Na plus trzeba zaliczyć obecność fabrycznego kabla HDMI oraz dedykowanego uchwytu w standardzie VESA. Dostajemy więc wszystko, czego potrzeba, żeby od razu podłączyć komputer i rozpocząć pracę. Sam uchwyt VESA daje zresztą sporo możliwości zagospodarowania stanowiska. Komputer można bez problemu przykręcić bezpośrednio do tylnej części kompatybilnego monitora albo zamocować go na ścianie. Dzięki temu jednostkę można całkowicie ukryć, poprawiając wygląd stanowiska i pozbywając się plątaniny kabli na biurku. To lubię.
Parametry techniczne komputera
| Parametr | Specyfikacja |
| Model | Ninkear M7 Mini PC |
| Wymiary | 116 mm × 107 mm × 35,6 mm |
| Kolor obudowy | Space Gray (Gwiezdna szarość) |
| Procesor | Intel Core i7-1185G7 (4 rdzenie / 8 wątków, Max Turbo 3.0 GHz, TDP 28 W) |
| Karta graficzna | Intel Iris Xe Graphics (zintegrowana) |
| Pamięć RAM | 16 GB DDR4-3200 MHz |
| Pamięć masowa | 512 GB SSD |
| Obsługa monitorów | Do 3 ekranów jednocześnie (2x HDMI 2.0 4K@60Hz + 1x USB-C 4K@30Hz) |
| Złącza przednie | 2x USB 3.0, przycisk zasilania |
| Złącza tylne | Gniazdo zasilania (DC), złącze audio jack, 2x HDMI 2.0, RJ45 LAN, 2x USB 2.0, 1x USB-C |
| Łączność bezprzewodowa | Wi-Fi 6 (dwuzakresowe 2.4G i 5G, do 1200 Mbps), Bluetooth 5.2 |
| Sieć przewodowa | Gigabit LAN (RJ45) |
| Chłodzenie | Aktywne (wentylator), poziom hałasu do 38 dB |
| Wspierane systemy | Windows 10, Windows 11, Linux |






Jakość wykonania, gabaryty i niefortunne oszczędności
Ninkear M7 jest naprawdę kompaktowym komputerem. Konstrukcja ma 116 mm szerokości, 107 mm długości i zaledwie 35,6 mm wysokości. Obudowę w całości wykonano z aluminium w kolorze Space Gray. Dzięki temu komputer wygląda nowocześnie, profesjonalnie i sprawia wrażenie solidnego. Matowa powierzchnia ma jeszcze jedną zaletę. Nie zbiera odcisków palców, więc nawet po dłuższym użytkowaniu i częstym przenoszeniu sprzęt nadal prezentuje się dobrze.


Na przednim panelu, wokół czarnej, kontrastującej ramki, umieszczono fizyczny przycisk zasilania oraz dwa porty USB w standardzie 3.0. Dostęp do nich jest wygodny i nie wymaga żadnego kombinowania. Nieco gorzej wygląda sytuacja z tyłu. Znajdziemy tam złącze zasilania, port RJ45 Gigabit LAN, gniazdo audio jack 3,5 mm oraz dwa złącza HDMI 2.0. Pozwalają one wyprowadzić obraz w rozdzielczości 4K przy 60 klatkach na sekundę. Obraz można przesyłać także przez umieszczony z tyłu port USB-C. W efekcie komputer pozwala na jednoczesną obsługę nawet trzech monitorów. W pracy biurowej jest to bardzo duży atut.
Niestety, tylny panel pokazuje też kilka oszczędności, które trudno zrozumieć. Umieszczono tam dwa dodatkowe porty USB, ale oba działają tylko w standardzie 2.0. Do podłączenia myszy, klawiatury czy drukarki taka przepustowość oczywiście wystarczy. Mimo wszystko w sprzęcie z 2026 roku oczekiwalibyśmy już konsekwentnego stosowania standardu 3.0. Brak drugiego portu USB-C również pozostawia pewien niedosyt.



Boki oraz tył obudowy zostały gęsto pokryte otworami wentylacyjnymi. Mają one zapewnić odpowiednią cyrkulację powietrza i odprowadzanie ciepła. Prawdziwy problem pojawia się jednak dopiero wtedy, gdy zajrzymy do środka. Dolna pokrywa trzyma się na czterech malutkich śrubkach. Sam komputer wygląda jak sprzęt z wyższej półki, ale śrubki są wykonane z metalu bardzo niskiej jakości. Nawet przy użyciu precyzyjnego i dobrze dopasowanego śrubokręta ich główki wyrabiają się już przy pierwszej próbie odkręcenia. W praktyce oznacza to, że są niemal jednorazowe. Niestety, podobne rozwiązania coraz częściej pojawiają się w taniej elektronice.


Wnętrze, podzespoły i kwestia rozbudowy Ninkear M7
Po uporaniu się z problematycznymi śrubkami i zdjęciu dolnej klapy widać mocno upchane podzespoły. Przy tak niewielkich wymiarach trudno się temu dziwić. Inżynierowie musieli wykorzystać praktycznie każdy dostępny milimetr, żeby zmieścić całą elektronikę w tak małej obudowie. Testowany przeze mnie egzemplarz został wyposażony w procesor Intel Core i7-1185G7. To 4-rdzeniowa i 8-wątkowa jednostka, której taktowanie w trybie Turbo sięga 3,0 GHz, a jej TDP wynosi 28 W. Warto zaznaczyć, że seria Ninkear M7 występuje w kilku wariantach wyposażonych w różne procesory.



Testowany wariant został wyposażony w dysk SSD o pojemności 512 GB oraz 16 GB pamięci RAM. Problemem jest jednak sposób jej konfiguracji. Producent zastosował tylko jeden moduł pamięci, czyli tryb Single Channel. W efekcie procesor oraz zintegrowany układ graficzny nie mogą wykorzystać pełni swoich możliwości.
Na płycie głównej znalazło się jednak miejsce na drugi moduł SO-DIMM. Użytkownik może więc dołożyć kolejną kość pamięci i zwiększyć jej ilość. Pozwoli to wyraźnie poprawić przepustowość pamięci oraz ogólną responsywność systemu. Oczywiście oznacza to dodatkowy, a przy dzisiejszych cenach niemały wydatek.
Konfiguracja i środowisko pracy
Pierwsze uruchomienie wygląda dokładnie tak, jak można się tego spodziewać po standardowym komputerze. Po wciśnięciu przycisku zasilania pojawia się logo Ninkear, a następnie system przechodzi do konfiguracji. Na dysku znajdziemy fabrycznie zainstalowany i aktywowany system Windows 11 Pro. Pozostaje przejść przez standardowe ekrany konfiguracji, logowania do usług Microsoftu oraz zgody dotyczące przetwarzania danych. Całość zajmuje zaledwie kilka minut i kończy się pojawieniem czystego pulpitu. Producent nie zaśmiecił systemu zbędnymi programami, co zdecydowanie należy zapisać po stronie zalet.


Za łączność bezprzewodową odpowiada Wi-Fi 6 działające w dwóch pasmach 2,4G i 5G, z deklarowaną przepustowością do 1200 Mbps. Do tego dochodzi Bluetooth 5.2. Podczas testów połączenie z siecią było stabilne, transfery plików w sieci lokalnej przebiegały bez problemów, a parowanie zewnętrznych słuchawek bezprzewodowych odbywało się praktycznie natychmiast. W tej cenie można byłoby już oczekiwać Wi-Fi 6E, ale zastosowane rozwiązanie bez problemu wystarcza do typowej pracy biurowej.
Wydajność w codziennym użytkowaniu
Ninkear M7 jest sprzętem podstawowym, który ma przede wszystkim radzić sobie z pracą biurową, zadaniami administracyjnymi i multimediami. W takim zastosowaniu procesor Intela sprawdza się bardzo dobrze. Kilkanaście otwartych kart w Google Chrome, rozbudowane arkusze kalkulacyjne i jednoczesna edycja plików RAW w Adobe Lightroom nie powodują zawieszania się systemu ani wyraźnych spadków płynności. Komputer sprawnie przełącza się między kolejnymi zadaniami.


Wydajność sprawdziłem również za pomocą popularnych benchmarków. W teście 3DMark – Unigine 2 – komputer uzyskał skromne 967 punktów. W programie Maxon Cinebench sprzęt osiągnął natomiast 1191 punktów w teście wielowątkowym. Wynik w zadaniach jednowątkowych wyniósł 232 punkty. Z kolei PassMark PerformanceTest ukazał w całości 1659,3 pkt. Rezultaty te dobrze pokazują, że mamy tutaj do czynienia z energooszczędną konstrukcją przeznaczoną przede wszystkim do umiarkowanych obciążeń.


Osobną kwestią jest granie. Zastosowany układ graficzny pozwala uruchomić gry, ale trzeba ograniczyć się do mniej wymagających tytułów oraz starszych produkcji. W leciwym, ale wciąż popularnym Grand Theft Auto: San Andreas przy średnich ustawieniach komputer bez problemu osiągał ponad 80 klatek na sekundę. W Grand Theft Auto V na ustawieniach Medium mogliśmy liczyć na rozgrywkę w 55 FPS. Po podniesieniu jakości grafiki do wysokiej sytuacja zmieniała się jednak diametralnie. Liczba klatek spadała do zaledwie 12 FPS, przez co gra stawała się praktycznie niegrywalna.




Jeszcze trudniejszym testem okazała się próba uruchomienia Cyberpunk 2077. Ta wymagająca produkcja na średnich ustawieniach zamieniła rozgrywkę w pokaz slajdów. Liczba klatek spadała do zaledwie 6-7 FPS. Ninkear M7 zdecydowanie nie jest więc komputerem dla graczy. Po wspomnianej wcześniej rozbudowie pamięci RAM do trybu Dual Channel wydajność w starszych grach mogłaby jednak wzrosnąć o kilkanaście procent. Z nowszymi AAA możecie się raczej pożegnać.
Jest cicho
Jedną z największych zalet M7 jest kultura pracy. System chłodzenia został zaprojektowany bardzo dobrze, a wentylator pracuje niezwykle cicho. W spoczynku oraz podczas przeglądania dokumentów tekstowych jest praktycznie niesłyszalny. Nawet przy maksymalnym obciążeniu podczas testów syntetycznych poziom hałasu nie przekroczył 30 dB. To naprawdę niski wynik, porównywalny z cichą rozmową. W typowym środowisku biurowym komputer jest więc praktycznie niesłyszalny.
Aluminiowa obudowa dobrze radzi sobie również z odprowadzaniem ciepła. Podczas intensywnej pracy jej maksymalna temperatura wynosiła około 50°C. Nie ma więc problemu z bezpiecznym dotknięciem urządzenia dłonią. Temperatura dysku SSD podczas standardowego użytkowania utrzymywała się natomiast w okolicach 40°C. Narzędzia diagnostyczne wskazywały przy tym na stuprocentową kondycję nośnika. Dopiero długotrwałe, syntetyczne i nienaturalnie wysokie obciążenie transferem danych powodowało wzrost temperatury dysku w okolice 60°C.
Podsumowanie i werdykt
Ninkear M7 to komputer, który ma swoje mocne i słabsze strony. Za nieco ponad 2100 zł otrzymujemy konstrukcję, która bez problemu sprawdzi się w recepcji, domowym zaciszu czy sali konferencyjnej. Za podobne pieniądze można oczywiście złożyć klasyczny komputer stacjonarny oferujący znacznie wyższą wydajność procesora i karty graficznej. Tyle że Ninkear M7 nie jest sprzętem, który ma konkurować z dużymi komputerami stacjonarnymi.



Jego największe zalety to niewielkie rozmiary, bardzo cicha praca oraz możliwość całkowitego ukrycia komputera za monitorem dzięki dołączonemu uchwytowi VESA. To sprzęt przeznaczony do konkretnych zastosowań. Może być bardzo wygodnym i niezawodnym narzędziem pracy, o ile użytkownik ma świadomość jego ograniczeń. Warto też wziąć pod uwagę rozbudowę pamięci RAM o drugi moduł. Pozwoli ona lepiej wykorzystać możliwości procesora i zintegrowanej grafiki.
ZALETY
- Bardzo cicha praca i niemal bezgłośny system chłodzenia.
- Aluminiowa obudowa, która nie zbiera odcisków palców i zajmuje bardzo mało miejsca.
- Możliwość jednoczesnej obsługi do trzech monitorów zewnętrznych (2x HDMI, 1x USB-C).
- Fabrycznie aktywowany system Windows 11 Pro bez zbędnego oprogramowania.
- Możliwość rozbudowy pamięci RAM.
- Zestaw startowy z kablem HDMI oraz metalowym uchwytem montażowym VESA.
- Stabilne połączenie bezprzewodowe dzięki Wi-Fi 6 oraz Bluetooth 5.2.
WADY
- Pamięć RAM działa w konfiguracji Single Channel, przez co procesor i zintegrowany układ graficzny nie wykorzystują pełni swoich możliwości.
- Bardzo słabej jakości śrubki mocujące dolną pokrywę, które mogą szybko się wyrobić.
- Dwa tylne porty USB działają tylko w standardzie USB 2.0.
- Brak polskiego tłumaczenia w dołączonej instrukcji obsługi.
- Niska wydajność układu graficznego w grach i zastosowaniach 3D.
- Tylko jeden port USB Type-C, który może być wykorzystywany zarówno do transferu danych, jak i przesyłania obrazu.