Nothing znowu to zrobił. Te słuchawki są za dobre jak na tę cenę (test)

Maksym SłomskiSkomentuj
Nothing znowu to zrobił. Te słuchawki są za dobre jak na tę cenę (test)

Gdy założyłem je na głowę i włączyłem muzykę, na mojej twarzy pojawił się grymas niechęci. Wystarczyła jednak godzina, abym się do nich przekonał i doba, abym je pokochał. Nothing Headphone (a) są pod każdym względem lepsze od poprzednika, a do tego tańsze. Nothing wyrasta na markę, którą trudno ignorować.



Jeśli lubisz się wyróżniać, pokochasz Nothing Headphone (a)

Nothing znowu zrobił sprzęt, obok którego trudno przejść obojętnie. Przypominają zeszłoroczne Nothing Headphone (1), które testowała dla Was Ania, ale są od nich wyraźnie lepsze i o połowę (!) tańsze. Dłuższy czas pracy na baterii, dojrzalsze brzmienie i nieco lżejsza konstrukcja to zmiany na plus. Brak dostrojenia przez KEF, czy też mniej premium materiały (brak metalu) z pewnością pomogły obniżyć cenę, a nie wpływają znacząco na doznania z użytkowania.

Widzicie już chyba, że Nothing Headphone (a) nie są kolejnymi zachowawczymi, nudnymi słuchawkami w stylu „wszyscy robią podobne słuchawki, więc i my takie stworzymy”. Te kanciaste muszle, charakterystyczne także dla smartfonów marki półprzezroczyste detale i estetyka balansująca gdzieś między gadżetem modowym a elektroniką użytkową sprawiają, że to jedne z najbardziej rozpoznawalnych słuchawek nausznych na rynku. A przy tym nie ma tu wrażenia tandety. Jest za to wrażenie obcowania z czymś ciekawym.



Nothing Headphone (a) stawiają głównie na tworzywo sztuczne, ale całość sprawia bardzo dobre wrażenie i jest zwyczajnie solidnie wykonana. Nausznice z pianką memory foam są miękkie, podobnie jak wyściółka wewnętrzna pałąka przylegająca do głowy.

Słuchawki ważą 310 gramów i nie są najlżejsze w swojej klasie, lecz nadal lżejsze od 4-krotnie droższych Apple AirPods Max, które przetestuję dla Was niebawem. Masa nie powinna nikomu przesadnie doskwierać, choć znajdą się osoby preferujące lżejsze modele.

Sterowanie słuchawkami jest wprost genialne. Nie ma tu irytujących paneli dotykowych. Za regulację głośności odpowiada designerska rolka, pozwalająca też na pauzowanie i odtwarzanie utworów. Do ich zmiany służy dwukierunkowy podłużny przycisk. Mamy tu także przełącznik zasilania, a na zewnętrznej stronie obudowy muszli także personalizowalny przycisk, którym można na przykład aktywować ANC.

W parze z wyglądem idzie wygoda

Na szczęście za oryginalną formą nie kryje się ergonomiczna katastrofa. Duże nausznice dobrze otulają uszy, pałąk nie męczy głowy, a docisk boczny został dobrany w mojej ocenie sensownie. Mam dość dużą głowę i nie czułem przesadnego ścisku. Wydaje mi się jednak, że niektórzy mogą odczuwać związany z nim nieznaczny dyskomfort.

Do ćwiczeń Nothing Headphone (a) się nie nadają, bowiem brakuje im odpowiedniej wentylacji. Po paru godzinach ze słuchawkami Nothing na uszach przed komputerem nie odczuwałem jednak nadmiernej potliwości.


Nothing Headphone (a) to zdecydowanie nie są słuchawki, o których istnieniu zapomina się po trzydziestu sekundach. Mimo to są dostatecznie wygodne, aby przesiedzieć w nich długą podróż samolotem, pracować kilka godzin lub odbyć wieczorną sesję z ulubioną grą.

W pozytywnym odbiorze konstrukcji pomaga też niezła pasywna izolacja, bo same muszle dobrze odcinają od otoczenia jeszcze zanim włączy się ANC. Na plus zaliczam też fizyczne sterowanie, bo zamiast kapryśnych paneli dotykowych mamy tu przyciski i rolkę, z których korzysta się wprost znakomicie.

Brzmienie Nothing Headphone (a) początkowo mnie zniechęciło, ale potem…

Legitymujące się certyfikatem Hi-Res Audio Nothing Headphone (a) oferują aż trzy opcje połączenia – Bluetooth, jack 3.5 mm oraz USB-C. Słuchawki wspierają też kodeki AAC, SBC i LDAC. Po połączeniu z komputerem pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie brak opóźnienia podczas grania w gry. Ten potrafi być zmorą konstrukcji pozbawionych łączności Wi-Fi.

Pierwsze minuty były dla mnie trudne, bo odniosłem wrażenie, że basu jest tu nieco za dużo. I to nie takiego subtelnego, przyjemnie podbitego, tylko mocnego, ciężkiego, momentami wręcz dominującego resztę sceny. Z czasem zrozumiałem jednak, że właśnie na tym polega charakter tych słuchawek. Scena jest jednocześnie przyjemnie szeroka i bardziej otwarta niż w poprzednim modelu, choć nadal nie jest to poziom jakiegoś audiofilskiego objawienia.

Nothing Headphone (a) nie są propozycją dla purystów, analityków i osób rozbierających każdy utwór na czynniki pierwsze. Grają efektownie, masywnie i z rozmachem. Hip-hop, elektronika i pop brzmią na nich bardzo przyjemnie, bo dół nadaje całości energii i sprawia, że muzyka po prostu „siedzi”. Z innymi gatunkami może być trzeba się oswoić lub po prostu uruchomić dostępny w aplikacji korektor.

Ja bez modyfikacji domyślnych ustawień w kilka godzin przestawiłem się z brzmienia Bang&Olufsen Beoplay Portal, na to oferowane przez Nothing Headphone (a). Wiedzcie jednak, że nie są to słuchawki wybitnie szczegółowe. Wokale i średnica potrafią wypadać dobrze, w zależności od masteringu danego utworu, a góra nie męczy, ale jeśli ktoś szuka bardziej neutralnego, precyzyjnego i wyrafinowanego strojenia, może poczuć delikatny niedosyt.

Nothing ma na szczęście aplikację z rozbudowanym korektorem, gdzie da się naprawdę sporo ugrać i dostroić brzmienie pod własny gust.

Na uznanie zasługuje ANC, bo w tej cenie jest rewelacyjne. Nie jest to może absolutny top pokroju najlepszych modeli Sony czy Bose, ale do komunikacji miejskiej, biura czy podróży sprawdza się przyzwoicie. Tryb przezroczystości też jest obecny i spełnia swoje zadanie, choć tutaj akurat czuć, że nie jest to jeszcze najwyższa półka.

Czas pracy na baterii to nie żart – one naprawdę tyle grają

Najbardziej absurdalne jest w mojej ocenie to, jak długo te słuchawki potrafią działać na baterii. Producent deklaruje do 75 godzin pracy z aktywną redukcją hałasu i aż 135 godzin bez ANC, co już na papierze wygląda jak wynik z innej ligi. Potwierdzam, że nie są to czcze przechwałki, bo Headphone (a) faktycznie rozładowują się zaskakująco wolno. Ładują się odwrotnie proporcjonalnie – w dwie godziny do pełna. Jednocześnie kilkanaście minut ładowania zapewni możliwość kilkugodzinnego odsłuchu muzyki.

Nothing Headphone (a) – czy warto?

Nothing Headphone (a) nie są słuchawkami idealnymi. Ich mocno basowe strojenie nie trafi w każdy gust, ale szala zalet znacząco przeważa tę z drobnymi w gruncie rzeczy wadami. Z resztą, basową charakterystykę da się do pewnego stopnia zmienić korektorem (equalizerem).

W racjonalnej cenie dostajemy świetnie, nietuzinkowo wyglądający sprzęt, bardzo dobrą jakość wykonania, wygodną konstrukcję, bogaty zestaw opcji łączności, w gruncie rzeczy solidne brzmienie, obsługę kodeka LDAC, skuteczne ANC, niezłą apkę i baterię, która zawstydza większość propozycji konkurencji. Wszystko to składa się na produkt piekielnie opłacalny.

Słuchawki Nothing Headphone (a) nie są dla każdego, co może sugerować już sam ich wygląd. Mając to na uwadze uważam, że dla wielu osób będzie to jeden z najlepszych zakupów w swojej klasie cenowej.

Mocne strony:

  • wyróżniają się wizualnie na tle innych słuchawek nausznych
  • wysoka jakość wykonania
  • łączność Bluetooth, jack 3.5 mm, USB-C
  • komfort noszenia (duże, wygodne nausznice i pałąk)
  • MOCNO basowe brzmienie
  • obsługa kodeków LDAC i AAC
  • skuteczna pasywna izolacja dźwięków
  • rewelacyjne ANC w tej cenie
  • tryb przezroczystości
  • niezła aplikacja z zaawansowanym korektorem
  • zdumiewająco długi czas działania na baterii
  • świetny stosunek brzmienia i jakości do ceny

Słabe strony:

  • basowe, niezbyt szczegółowe brzmienie nie każdego porwie
  • przeciętny mikrofon
  • brak detekcji założenia i zdjęcia z głowy
  • utrudniona wymiana nausznic

Maksym SłomskiZ dziennikarstwem technologicznym związany od 2009 roku, z nowymi technologiami od dzieciństwa. Pamięta pakiety internetowe TP i granie z kumplami w kafejkach internetowych. Obecnie newsman, tester oraz "ten od TikToka". Miłośnik ulepszania swojego desktopa, czochrania kotów, Mazdy MX-5 i aktywnego uprawiania sportu. Wyznawca filozofii xD.