Google Pixel Watch 5 – recenzja. Chciałam dać mu szansę, ale Google wciąż powiela stare błędy

Anna BorzęckaSkomentuj
Google Pixel Watch 5 – recenzja. Chciałam dać mu szansę, ale Google wciąż powiela stare błędy

Gdy w zeszłym roku testowałam Pixel Watcha 4, podeszłam do niego z ogromną nadzieją, że Google wreszcie upora się z bolączkami trapiącymi tę serię. Niestety, skończyło się sporym rozczarowaniem – choć doceniłam ekran i integrację z Androidem, to wypukła, podatna na zarysowania konstrukcja, męczący interfejs, niewygodny pasek oraz bateria trzymająca zaledwie około dwóch dni skutecznie ostudziły mój entuzjazm. Do Pixel Watcha 5 podeszłam więc z jeszcze większą rezerwą i pytaniem: czy gigant z Mountain View wyciągnął jakiekolwiek wnioski? Zapraszam do recenzji, w której sprawdzam, czy Pixel Watch 5 w końcu zasłużył na miejsce na moim nadgarstku.



Specyfikacja i cena

Google Pixel Watch 5 trafił na rynek w dwóch wersjach sprzętowych – z kopertą o średnicy 41 mm oraz taki z kopertą o średnicy 45 mm. Za tę pierwszą trzeba zapłacić w Polsce 1799 złotych. Druga kosztuje 1949 złotych. Do wyboru jest oczywiście kilka wersji kolorystycznych.

W praktyce specyfikacja Pixel Watcha 5 w bardzo niewielkim stopniu różni się od specyfikacji „czwórki”. Zegarek oferuje oczywiście najnowszy system Wear OS 7.0, a poza tym ma w zanadrzu więcej pamięci RAM (3 zamiast 2 GB), więcej pamięci na dane (64 zamiast 32 GB) oraz minimalnie, wręcz kosmetycznie pojemniejszą baterię. To w zasadzie wszystko. Pełną specyfikację umieściłam poniżej.



Google Pixel Watch 5 – specyfikacja techniczna:

Model: Pixel Watch 5
Procesor:Qualcomm Snapdragon W5 2 generacji, procesor dodatkowy Cortex-M55
Pamięć:64 GB pamięci flash eMMC, 3 GB SDRAM
Wyświetlacz: LTPO AMOLED (Actua 360), 320 PPI, jasność szczytowa do 3000 nitów, jasność minimalna 1 nit, odświeżanie 1-60 Hz, AOD, przestrzeń kolorów DCI-P3, Gorilla Glass 5 
Średnica koperty: 41 lub 45 mm
Grubość koperty: 12,3 mm
Masa: 31 lub 37 g 
Obudowa zegarka: aluminium
Pasek:Kauczuk nitrylowy uwodorniony (HNBR) z miękką w dotyku powłoką (S i L w zestawie)
Oprogramowanie:Wear OS 7.0
Audio:Mikrofon i głośnik
Czas pracy: 41 mm: do 30 h przy włączonym AOD, do 48 h w trybie oszczędzania baterii 45 mm: do 40 h przy włączonym AOD, do 72 h w trybie oszczędzania baterii
Pojemność baterii: 41 mm: 332 mAh 45 mm: 465 mAh
Ładowanie: Kontaktowe 41 mm: 45 min od 0 do 100% 45 mm: 60 min od 0 do 100%
Odporność: IP68, 5 ATM
Łączność: UMTS, Bluetooth 6.0, NFC, Wi-Fi 6, GPS+Glonass+Galileo+Beidou+QZSS (dwuzakresowy), łącze ultraszerokopasmowe, komunikacja satelitarna na potrzeby połączeń alarmowych
Czujniki: Kompas, wysokościomierz, czujniki czerwieni i podczerwieni do monitorowania nasycenia krwi tlenem, uniwersalne czujniki elektryczne zgodne z aplikacjami EKG, wielościeżkowy optyczny czujnik tętna, 3-osiowy akcelerometr, żyroskop, czujnik jasności otoczenia, czujnik elektryczny do mierzenia przewodnictwa elektrycznego skóry (cEDA) i śledzenia reakcji ciała, czujnik temperatury skóry działający z dużej odległości, barometr, magnetometr
Zgodność:Android 12.0 lub nowszy
Zawartość zestawu: Pixel Watch 5, pasek w rozmiarach S i L, stacja dokująca do szybkiego ładowania, krótki przewodnik 
Gwarancja:1 rok

Budowa i jakość wykonania

Pixel Watch 5 na pierwszy rzut oka wygląda niemal identycznie jak swój poprzednik. Google konsekwentnie trzyma się minimalistycznej bryły przypominającej zaoblony kamyk, dostępnej w dwóch rozmiarach koperty: 41 mm oraz 45 mm. Do mnie ponownie trafił mniejszy wariant, który na kobiecym nadgarstku leży zgrabnie. Pod względem doboru materiałów i spasowania elementów trudno cokolwiek zarzucić producentowi – aluminiowa koperta jest wykonana nienagannie, a obrotowa koronka z fizycznym przyciskiem klika z należytym oporem i precyzją.

Niestety, wierność dotychczasowemu designowi oznacza, że Google powtórzyło dokładnie te same błędy ergonomiczne, na które narzekałam przy „czwórce”. Wypukłe szkło Gorilla Glass 5 zachodzące głęboko na boki urządzenia prezentuje się efektownie, ale jest skrajnie niepraktyczne. Tarcza pozostaje całkowicie odsłonięta i pozbawiona jakiejkolwiek ramki ochronnej, przez co aż prosi się o przypadkowe obicia czy zarysowania o futryny drzwi lub sprzęt na siłowni. Co więcej, zaokrąglone krawędzie nadal potrafią utrudnić precyzyjną obsługę gestami przy krawędziach ekranu.

Niestety mechanizm zapinania paska pozostał bez zmian. Końcówkę paska wciąż trzeba wpychać pod spód, bezpośrednio przy skórze, co przy ciaśniejszym dopasowaniu bywa po prostu niewygodne. W najnowszych smartwatchach HUAWEI z serii WATCH GT 7 mechanizm jest jednak bardzo podobny, a pasek zapina mi się dużo wygodniej, a więc problem leży tu chyba gdzieś głębiej, w konstrukcji samego paska.

Nie zmienił się także autorski system mocowania pasków – zwolnienie zatrzasku nadal wymaga wciskania małego przycisku i nieco zbyt dużej siły. Jeśli marzy Wam się pasek skórzany czy materiałowy, znów jesteście skazani na dokupienie go osobno.

Na osłodę pozostaje pełna odporność na wodę i pył (certyfikaty IP68 oraz 5 ATM), dzięki czemu z zegarkiem można bez obaw brać prysznic czy iść na basen.

Sam wyświetlacz LTPO AMOLED Actua 360 to z kolei absolutna czołówka. Szczytowa jasność sięgająca aż 3000 nitów sprawia, że tarcza jest perfekcyjnie czytelna nawet w pełnym, ostrym słońcu, a minimalna jasność na poziomie 1 nita nie razi w oczy w nocy. Kolory są nasycone, czerń idealna, a adaptacyjne odświeżanie w zakresie 1–60 Hz dba o płynność animacji przy jednoczesnej oszczędności energii w trybie Always-on Display. Responsywność na dotyk nadal jest jednak kiepska, co irytuje szczególnie w ruchu. Biegnąc na bieżni autentycznie bałam się sięgać palcem do ekranu tego zegarka. Przez problemy z responsywnością co najmniej raz byłam bliska upadku.

Parowanie ze smartfonem i aplikacje

Pixel Watch 5 współpracuje ze smartfonami działającymi pod kontrolą systemu Android 12.0 lub nowszego (użytkownicy iPhone’ów, jak zwykle w przypadku tej serii, muszą obejść się smakiem). Sam proces pierwszego uruchomienia to wzór do naśladowania – dzięki technologii Google Fast Pair telefon natychmiast wykrywa leżący obok zegarek i wyświetla wyskakujące okienko zachęcające do konfiguracji. Kilka kliknięć, szybka synchronizacja konta Google i urządzenie jest gotowe do pracy.

Niestety, na tym etapie kończą się zachwyty, bo Google nadal uparcie brnie w rozwiązanie, które wybitnie irytowało mnie w poprzedniku: konieczność żonglowania dwiema osobnymi aplikacjami. Zamiast stworzyć jeden, spójny hub do zarządzania zegarkiem i danymi, na smartfonie musimy zainstalować zarówno aplikację Pixel Watch, jak i Google Health (dawny Fitbit).

Pierwsza z nich – Google Pixel Watch – służy wyłącznie do zarządzania samym urządzeniem. Jej interfejs jest czysty, minimalistyczny i wizualnie spójny z czystym Androidem. Z jej poziomu możemy wygodnie przeglądać i edytować tarcze (co na ekranie telefonu jest bez porównania wygodniejsze niż na małym wyświetlaczu zegarka), zarządzać kolejnością i obecnością kafelków (widżetów), konfigurować powiadomienia z poszczególnych aplikacji czy dostosowywać zachowanie asystenta Gemini. Tutaj wszystko działa bez zarzutu, sprawnie i logicznie.

Co do Google Health, to moje nadzieje na to, że ta apka przyniesie powiew świeżości i intuicyjności, szybko prysły. Interfejs co prawda został gruntownie przemodelowany i dostosowany do nowoczesnego stylu Material You, ale w praktyce aplikacja wciąż pozostaje dla mnie mało czytelna. Zamiast przejrzystego, zwartego podsumowania dnia, ekran zalewa nas sporym chaosem informacyjnym, w którym trudno na pierwszy rzut oka wyłapać najważniejsze wskaźniki.

Wykresy – choć nowocześniejsze – wciąż wymagają niepotrzebnego przeklikiwania się przez kolejne podmenu, by sprawdzić chociażby trendy tętna czy szczegółowe fazy snu z poprzednich dni. Zabrakło tu lepszego kontrastu i bardziej logicznej hierarchii danych; wzrok gubi się w pastelowych blokach, zamiast intuicyjnie trafiać tam, gdzie trzeba.

Pewne usprawnienia oczywiście się pojawiły – doceniam lepszą synchronizację w ramach Health Connect. Jest też nowy, rozbudowany kreator treningów (używający AI), który pozwala zaplanować ćwiczenia na telefonie i przerzucić je na zegarek, ale AI nie zawsze robi to, co faktycznie byśmy chcieli. Trzeba uważać na to, by prompty były odpowiednio sprecyzowane – w przeciwnym razie zaproponuje na przykład trening siłowy bez jakiegokolwiek dodatkowego obciążenia.

Niestety, wraz z nową aplikacją przetrwał dawny paywall, tyle że teraz funkcjonuje jako Google Health Premium. Podstawowe statystyki są wprawdzie dostępne za darmo, ale zaawansowane analizy trendów, spersonalizowane rekomendacje regeneracji czy plany treningowe generowane przez Gemini wciąż wymagają comiesięcznego abonamentu. W zegarku za niemal 1800 złotych chowanie pełnego potencjału sprzętu za płatną subskrypcją niezmiennie pozostawia u mnie spory niesmak.

Funkcje i system Wear OS 7.0

Pixel Watch 5 zadebiutował z systemem Wear OS 7.0 na pokładzie. Dobra wiadomość jest taka, że dodatkowy gigabajt pamięci RAM (mamy tu teraz 3 GB zamiast 2 GB) zrobił różnicę tam, gdzie poprzednik kulał. Interfejs działa wyraźnie płynniej – animacje nie gubią już klatek przy intensywnym przewijaniu, a aplikacje ładują się zauważalnie szybciej. Na dane dostajemy z kolei 64 GB, więc miejsca na playlisty ze Spotify czy podcasty pobierane do pamięci podręcznej na pewno nie zabraknie.

Nawigacja opiera się na sprawdzonym schemacie gestów, koronki i bocznego przycisku, ale w samym Wear OS 7.0 Google wprowadziło kilka istotnych zmian. Przede wszystkim dawne, sztywne kafelki (Tiles) ustąpiły miejsca nowym, dynamicznym widżetom. Wyglądem i elastycznością przypominają te ze smartfonów, a do tego zyskały obsługę funkcji Live Updates (informacji na żywo). Dzięki temu bez otwierania dedykowanej aplikacji możemy zerknąć na tarczy na status zamówionego jedzenia, postęp przejazdu czy wynik śledzonego meczu.

Niestety, moje stare zarzuty dotyczące ergonomii interfejsu wciąż są w dużej mierze aktualne. Powiadomienia z komunikatorów – na czele z Messengerem – nadal marnują masę przestrzeni na zaokrąglonym ekranie przez zbyt wielkie awatary nadawców, przez co samą treść wiadomości nierzadko trzeba przewijać.

Prawdziwą zmorą pozostaje dla mnie mechanizm zabezpieczeń przy płatnościach zbliżeniowych. Pixel Watch 5 ma NFC i obsługuje Portfel Google, ale aktywacja kart płatniczych nieodmiennie zmusza nas do zabezpieczenia całego zegarka kodem PIN. Oznacza to, że po każdym zdjęciu i ponownym założeniu smartwatcha na nadgarstek trzeba wklepywać cyfry na miniaturowej klawiaturze numerycznej – zamiast podawać kod dopiero w momencie wywołania karty płatniczej. Skoro nie korzystam z płatności zegarkiem na co dzień, ta konieczność ciągłego odblokowywania urządzenia po prostu doprowadza do szału.

W kwestiach lifestyle’owych Pixel Watch 5 oferuje to, co w Wear OS najlepsze: świetną obsługę połączeń telefonicznych przez głośnik i mikrofon, wygodne dyktowanie oraz pełnowymiarową klawiaturę Gboard z obsługą przeciągnięć palcem. Na pokładzie jest też oczywiście asystent Gemini. W nowej wersji zyskał głębszą integrację z aplikacjami i kontem Google – potrafi na polecenie głosowe wyciągnąć informacje z poczty, sprawdzić kalendarz czy wyznaczyć pieszą trasę w Mapach Google. Zegarek wyposażono również w łączność satelitarną dedykowaną połączeniom SOS oraz znaną już funkcję potwierdzenia bezpieczeństwa (odliczanie, po którym w razie braku reakcji wysyłana jest lokalizacja do bliskich).

Zestaw czujników biometrycznych jest imponujący: od wielościeżkowego sensora tętna, przez EKG i temperaturę skóry, aż po czujnik cEDA mierzący reakcje stresowe ciała. Pomiary tętna i snu są bardzo precyzyjne, ale nie obyło się bez potknięć. Wciąż brakuje możliwości wykonania szybkiego, rzetelnego pomiaru SpO2 „na żądanie” w ciągu dnia. Z kolei badanie EKG nadal bywa kapryśne – wystarczy zbyt mocno docisnąć palec do koronki lub delikatnie musnąć drugą dłoń, by zegarek wyrzucił komunikat o niejednoznacznym wyniku. Trzeba też podkreślić, że interfejs zegarka jest na tyle zawiły, że trzeba postarać się, by znaleźć tu wyniki wszystkich zdrowotnych pomiarów.

Pixel Watch 5 na treningu

W kwestii monitorowania aktywności sportowej Pixel Watch 5 próbuje pozycjonować się jako sprzęt dla osób, które od zegarka oczekują czegoś więcej niż tylko zliczania kroków. Zegarek oferuje kilkadziesiąt trybów treningowych – od biegania, przez kolarstwo i pływanie, aż po trening siłowy czy jogę. Sam ekran treningowy jest czytelny: bez problemu sprawdzimy aktualne tempo, tętno, spalone kalorie czy strefę wysiłku.

Podczas aktywności na zewnątrz zegarek radzi sobie bardzo dobrze. Wbudowany, dwuzakresowy moduł GPS (obsługujący systemy GPS, Glonass, Galileo, Beidou oraz QZSS) łapie sygnał satelitarny błyskawicznie i precyzyjnie rysuje ślad trasy nawet w gęstym lesie. Można pochwalić też zaawansowaną analizę formy biegowej – zegarek potrafi w tle rejestrować kadencję, długość kroku, czas kontaktu z podłożem oraz oscylację pionową. Jeśli chodzi o optyczny czujnik tętna, przy stabilnym biegu czy jeździe na rowerze pomiary są niemal wzorowe, jednak przy gwałtownych zrywach, na przykład podczas interwałów, sensorowi zdarza się chwilowo gubić rytm lub reagować z kilkusekundowym opóźnieniem.

Większy zgrzyt pojawia się podczas treningów pod dachem. Moje największe rozczarowanie przyniosła sesja na bieżni stacjonarnej. Zegarek szacuje pokonany dystans w rozbieżności względem licznika samej maszyny. I tu dochodzimy do absurdu: po zakończonym biegu Pixel Watch 5 nie pozwala na ręczną kalibrację ani edycję dystansu. Zostajemy więc w historii z błędnym zapisem.

Bateria

Czas pracy na jednym ładowaniu to od lat największa bolączka zegarków z Wear OS, a Pixel Watch 4 był pod tym względem dla mnie sporym zawodem. Czy w przypadku „piątki” wreszcie doczekaliśmy się przełomu? Niestety nie – cudów nie ma. Google zdecydowało się na czysto kosmetyczne zwiększenie ogniwa: w wersji 41 mm urosło ono z 325 mAh do 332 mAh, a w wariancie 45 mm z 455 mAh do 465 mAh. Różnica kilku miliamperogodzin na papierze wygląda skromnie i dokładnie tak samo przekłada się na codzienną praktykę.

Testowany przeze mnie mniejszy model (41 mm) przy włączonym Always-on Display, aktywnym ciągłym pomiarze tętna, monitorowaniu snu i umiarkowanej liczbie powiadomień miał problem z wytrzymaniem dwóch dni bez ładowania, tym bardziej jeśli po drodze zaliczyłam trening. W praktyce trzeba pamiętać o codziennym ładowaniu tego zegarka, bo zdarzyło mi się, że gdy zapomniałam go naładować, przed wyjściem na siłownię miałam problem. Po wyłączeniu AoD było nieco lepiej, ale czas pracy wydłużał się do maksymalnie 3 dni. Tymczasem mój zegarek Huawei mogę spokojnie ładować raz na tydzień.

Niestety, Google wciąż nie zaimplementowało tak prostej, a kluczowej funkcji, jak wyraźne ostrzeżenie o niskim stanie naładowania przed rozpoczęciem rejestrowania aktywności sportowej. Jeśli rozpoczniecie dłuższy trening z baterią na poziomie kilkunastu procent, musicie liczyć się z ryzykiem, że urządzenie nagle odmówi posłuszeństwa w połowie trasy.

Co do ładowania, Pixel Watch 5 nadal korzysta z magnetycznej stacji dokującej z fizycznymi pinami stykowymi (brak ładowania indukcyjnego w standardzie Qi to wciąż minus, bo nie doładujemy go ze smartfona ze zwrotnym ładowaniem). Uzupełnienie energii od 0 do 100% w wersji 41 mm zajmuje równe 45 minut. Niestety raz zdarzyło mi się, że ładowarka nie chciała ładować zegarka, dopóki nie podpięłam jej na nowo do portu mojego komputera.

Podsumowanie: Czy warto kupić Pixel Watcha 5?

Google Pixel Watch 5 to smartwatch, który w moich oczach powiela większość grzechów swojego poprzednika. Choć nie sposób odmówić mu nienagannej jakości wykonania, pięknego, jasnego ekranu AMOLED Actua 360 oraz odczuwalnie wyższej płynności działania dzięki 3 GB pamięci RAM i Wear OS 7.0, to w codziennym użytkowaniu wciąż zderzamy się z całą masą irytujących kompromisów.

Zegarek nadal wymaga częstego myślenia o ładowarce, a wypukła koperta bez ramki ochronnej to wciąż proszenie się o rysy. Do tego dochodzi kiepska responsywność na dotyk (szczególnie w ruchu), niewygodny w zapinaniu pasek, konieczność żonglowania dwiema osobnymi aplikacjami, mało czytelne Google Health z funkcjami AI ukrytymi za paywallem oraz absurdalny brak możliwości kalibracji biegu na bieżni. Jeśli dodamy do tego konieczność odblokowywania zegarka kodem PIN po każdym założeniu na nadgarstek tylko dlatego, że mamy dodaną kartę, to obraz całości staje się po prostu frustrujący.

Dla kogo jest ten sprzęt? Pixel Watch 5 sprawdzi się głównie u bezkompromisowych fanów czystego ekosystemu Google, którzy szukają przedłużenia smartfona z Androidem, stawiają na głęboką integrację z asystentem Gemini, chcą odpisywać na wiadomości pełną klawiaturą i są w stanie zaakceptować konieczność ładowania zegarka niemal każdego dnia. Jeżeli jednak szukacie praktycznego, bezproblemowego smartwatcha o solidnym czasie pracy na baterii, dopracowanej ergonomii i bez ukrytych subskrypcji – na rynku bez trudu znajdziecie ciekawsze alternatywy, często za znacznie mniejsze pieniądze.

Mocne strony:

  • Elegancki, minimalistyczny design i wysoka jakość materiałów
  • Bardzo jasny i czytelny ekran LTPO AMOLED
  • Wyraźnie lepsza płynność działania systemu dzięki 3 GB RAMu
  • Aż 64 GB pamięci na dane
  • Świetna integracja z usługami Google i asystentem Gemini
  • Wygodne odpisywanie na wiadomości i dobra jakość rozmów głosowych
  • Bardzo dokładny, dwuzakresowy moduł GPS do treningów w terenie
  • Szybkie ładowanie
  • Łączność satelitarna SOS i wbudowane funkcje bezpieczeństwa
  • Wodoszczelność 5 ATM i norma IP68

Słabe strony:

  • Krótki czas pracy na baterii
  • Brak ostrzeżenia o niskim stanie naładowania przed startem treningu
  • Wypukłe szkło bez ramki ochronnej, silnie narażone na uszkodzenia
  • Słaba responsywność ekranu na dotyk, szczególnie podczas aktywności fizycznej
  • Niewygodny w zapinaniu fabryczny pasek oraz oporny system zatrzasków
  • Konieczność instalowania dwóch osobnych aplikacji
  • Aplikacja Google Health jest mało czytelna i panuje w niej chaos informacyjny
  • Część funkcji analitycznych i treningów AI schowana za płatną subskrypcją Google Health Premium
  • Brak możliwości edycji i kalibracji dystansu po treningu na bieżni stacjonarnej
  • Wymóg wpisywania kodu PIN po każdym założeniu zegarka przy aktywnych płatnościach zbliżeniowych
  • Brak możliwości pomiaru natlenienia krwi na żądanie

Anna BorzęckaSwoją przygodę z dziennikarstwem rozpoczęła w 2015 roku. Na co dzień pisze o nowościach ze świata technologii i nauki, ale jest również autorką felietonów i recenzji. Chętnie testuje możliwości zarówno oprogramowania, jak i sprzętu – od smartfonów, przez laptopy, peryferia komputerowe i urządzenia audio, aż po małe AGD. Jej największymi pasjami są kulinaria oraz gry wideo. Sporą część wolnego czasu spędza w World of Warcraft, a także przyrządzając potrawy z przeróżnych zakątków świata.