Google Pixel 10a – recenzja. Więcej tego samego, ale nieco lepiej

Anna BorzęckaSkomentuj
Google Pixel 10a – recenzja. Więcej tego samego, ale nieco lepiej

Google pokazało już nowego, tegorocznego najtańszego Pixela, czyli Pixela 10a. Okazuje się jednak, że ten, przynajmniej na papierze, od Pixela 9a różni się w niewielkim stopniu. Zatem czy w ogóle warto zwrócić na niego uwagę w ramach zakupowych rozważań? No cóż, mimo wszystko dla wielu będzie to dobra propozycja. Omówmy ten temat szerzej.



Specyfikacja i cena

Pixel 10a nie różni się mocno od swojego poprzednika i zadebiutował w dwóch wariantach sprzętowych – 8/128 w cenie 2349 złotych i 8/256 w cenie 2799 złotych. Do wyboru są cztery wersje kolorystyczne – czarna, jasnofioletowa, jasnoszara oraz malinowa.

Producent pozostał przy układzie Google Tensor G4, akumulatorze o pojemności 5100 mAh i 6,3-calowym panelu pOLED o rozdzielczości 1080 x 2424 pixele. Teraz jest to natomiast panel jaśniejszy. Smartfon otrzymał również między innymi szybsze ładowanie oraz nowszy standard Bluetooth. Pełna specyfikacja jak zwykle poniżej.



Google Pixel 10a – specyfikacja techniczna:

Model:Pixel 10a
Procesor:Google Tensor G4
Pamięć RAM:8 GB
Pamięć masowa:128 GB lub 256 GB UFS 3.1
Możliwość rozbudowy pamięci:Nie
Wyświetlacz:6,3”, pOLED, rozdzielczość 1080 x 2424 piksele, odświeżanie do 120 Hz, jasność HBM do 2000 nitów, jasność szczytowa do 3000 nitów, Corning Gorilla Glass 7i
Bezpieczeństwo:czytnik linii papilarnych w ekranie (optyczny), rozpoznawanie twarzy
Akumulator:5100 mAh, ładowanie przewodowe 30 W, ładowanie bezprzewodowe 10 W
Aparat fotograficzny – tył:48 MP, f/1.7, 25 mm, 1/2”, dual pixel PDAF, OIS 13 MP, f/2.2, FOV 120° (ultraszerokokątny), 1/3.1”
Aparat fotograficzny – przód:13 MP, f/2.2, 20 mm
System operacyjny:Android 16
Transmisja danych:5G
Łączność i lokalizacja:WiFi 802.11 a/b/g/n/ac/6e trójzakresowe, Bluetooth 6.0, NFC, GPS, BDS, Galileo, QZSS, GLONASS, NavIC
Złącza:USB-C 3.2 z OTG
Typ karty SIM:nano SIM + eSIM
Klasa ochrony:IP68
Wymiary:153,9 x 73 x 9 mm
Masa:183 g

Budowa i jakość wykonania

Jeżeli miałabym przyznać jakiemuś producentowi nagrodę za najsłodszy smartfon na rynku, Google byłoby chyba zwycięzcą. Muszę przyznać, że moim zdaniem dzięki ciekawym wersjom kolorystycznym Pixel 10a prezentuje się świetnie, zwłaszcza w wersji malinowej oraz tej, którą dostałam – jasnofioletowej.

Jasne, nie oszukujmy się. Pod względem designu Pixel 10a to niemalże 1 do 1 kopia Pixela 9a. Zmiany ograniczają się tutaj przede wszystkim do kolorów i wyspy aparatu. Wyspa już nie wystaje ponad plecki, ale wspomnę, że uprzednio wystawała tylko minimalnie, a to nie miało znaczenia po założeniu na telefon etui.

Przyciski pozostały na standardowych miejscach, podobnie jak port USB-C. Tacka na kartę SIM została natomiast przeniesiona z dołu na lewą ramkę. Na dole są teraz z kolei dwie duże maskownice jednego z głośników.

Cieszy mnie to, że Pixel 10a należy do tych mniejszych smartfonów – oczywiście jest dość szeroki, ale w ręce leży przyjemnie, zwłaszcza że ma odpowiednio wygładzone krawędzie. Czy jak poprzednik ma bardzo szerokie ramki otaczające ekran? Ma. Czy zwraca się na to uwagę podczas użytkowania na co dzień? Ja bardzo szybko przestałam je zauważać.

Jakość wykonania niezmiennie jest wysoka. Tylny panel został ponownie wykonany z tworzywa sztucznego, ale ramki są aluminiowe i mają wyraźne linie anten. Ekran został pokryty szkłem Gorilla Glass 7i zamiast szkłem Gorilla Glass 3. Cała ta konstrukcja spełnia normę IP68, no więc powinna przetrwać zanurzenie w wodzie.


W zestawie z telefonem oczywiście nie dostajemy wiele. Ja w pudełku znalazłam niezbędną dokumentację, pin do tacki SIM i przewód USB. Ładowarkę należy zakupić oddzielnie.

Wyświetlacz

Google ponownie postawiło tu na ekran pOLED. Większość parametrów brzmi znajomo. Rozdzielczość to 1080 x 2424 piksele, a odświeżanie sięga 120 Hz. Zapewniają one jednak oczywiście ostry obraz i wysoką płynność animacji (choć nie możemy ustawić 120 Hz na sztywno zamiast adaptacyjnego odświeżania).

Jak wspomniałam, na szerokie czarne ramki otaczające ekran szybko przestałam zwracać uwagę, a wynika to głównie z faktu, że ten panel jest bardzo responsywny na dotyk, wyświetla bardzo ładne, żywe kolory i ma szerokie kąty widzenia. Obsługuje też HDR, więc na takich platformach jak YouTube i Netflix pozwala cieszyć się ładniejszym obrazem.

Jasność jest tym razem wyższa. W trybie automatycznym ma sięgać 2000 zamiast 1800 nitów, a szczytowo 3000 nitów zamiast 2700. Już w zeszłorocznym modelu czytelność w ekranu w jasnym otoczeniu nie stanowiła problemu, a teraz jest jeszcze lepsza.

Optyczny czytnik linii papilarnych znajdujący się pod przednim panelem działa bez zarzutu. Znajduje się na wygodnej wysokości i błyskawicznie reaguje na przyłożenie palca do ekranu, nawet po dłuższym okresie użytkowania.

Audio

Musze powiedzieć, że akurat głośniki w tym modelu mnie nieco rozczarowały. To oczywiście głośniki stereo, z których jeden jest też słuchawką do rozmów, ale nie to jest ich problemem – bo nie słychać tu dużej różnicy między dwiema jednostkami. Problemem jest to, że przy wysokich poziomach głośności brzmienie mocno traci na jakości. Na szczęście bas jest słyszalny, a więc nadaje całości głębi.

Oprogramowanie i łączność

Pixel 9a trafił do sprzedaży z Androidem 16 na pokładzie, oczywiście bez żadnej dodatkowej nakładki, bo to w końcu smartfon od Google. W przypadku serii „a” nie możemy korzystać jednak z tak bogatej gamy funkcji, jak na flagowych modelach tego producenta – chociaż teraz trochę ją poszerzono.

Po pierwsze, Pixel 10a otrzymał bazujące na sztucznej inteligencji funkcje Dodaj mnie, i Automatyczne najlepsze ujęcie. Pojawił się też na nim Fotoasystent. Ten wykorzystuje Gemini, by zapewniać wskazówki dotyczące oświetlenia i kadrowania zdjęć. Nie działa on jednak nieustannie i płynnie. Trzeba nim najpierw uchwycić kadr, a ten dopiero zaproponuje nam co z nim zrobić i poprowadzi nas ku wykonaniu lepszego zdjęcia.

Czysty Android na Pixelu 10a jest dla mnie bardzo przyjemny w użytkowaniu, zwłaszcza że w obrębie systemu wszystko działa błyskawicznie, a interfejs jest schludny i przejrzysty. Również w aplikacjach, z których regularnie korzystam, nie miałam żadnych problemów z płynnością działania. Brakuje mi tu jedynie bogatszych opcji personalizacji. Nie możemy tu na przykład zmienić wyglądu ekranu AOD.

Cieszy to, że nie ma tu bloatware, czyli zbędnych aplikacji innych niż tych od Google. Poza tym ten telefon ma być przez bardzo długi czas wspierany. Zarówno aktualizacje systemu, jak i zabezpieczeń oraz tak zwane Pixel dropy ma otrzymywać aż przez 7 lat, tak jak flagowce.

Jeśli chodzi o łączność, to mamy tu 5G, Wi-Fi 6e i Bluetooth 6.0. Ponadto Pixel 10a pozwala korzystać z dwóch kart SIM, ale co ważne – tylko jedna z nich może być fizyczną kartą. Druga musi być kartą eSIM.

Wydajność

Niestety w tym roku Google nie zdecydowało się kontynuować dotychczasowej polityki, zatem Pixel 10a nie dostał tego samego układu co Pixel 10, Pixel 10 Pro i Pro XL, a zeszłoroczny Google Tensor G4. Do tego mamy jednak 8 GB pamięci RAM w standardzie LPDDR5X oraz 128 lub 256 GB pamięci na dane w standardzie UFS 3.1, czyli parametry jak najbardziej akceptowalne w tym przedziale cenowym.

W benchmarkach telefon wypadł tak, jak można się było spodziewać – mniej więcej tak jak Pixel 10a (choć GPU wydaje się lepiej zoptymalizowane). Czy jednak jego wydajność co dzień nie jest wystarczająca? Jak już wspomniałam opisując oprogramowanie, jego płynność działania jest wysoka. Aplikacje uruchamiają się błyskawicznie. Więc moim zdaniem wystarczająca jak najbardziej jest.

W praktyce narzekać mogą tu głównie miłośnicy mobilnych gier, ale w wiele tych najbardziej wymagających absolutnie da się grać. Czysty Android 16 nie ma systemowej nakładki informującej o wyświetlanych klatkach, ale na płynność rozgrywki w Genshin Impact przy wysokich ustawieniach graficznych absolutnie nie mogłam tu narzekać. Podczas stress testu wystąpił throttling, ale w praktyce nie daje się on we znaki – ba, tutaj wynik był lepszy niż w Pixelu 9a. Oczywiście telefon się nagrzewa, ale nie parzy.

Bateria

Pixel 10a niestety nie należy do smartfonów z rekordowo pojemną baterią. Rok temu otrzymaliśmy akumulator Li-Poly 5100 mAh i tak samo jest tym razem. Ale czy czas pracy pozostał na takim samym poziomie? O dziwo nie. W moim teście odtwarzania wideo z platformy YouTube smartfon wytrwał 18 godzin i 32 minuty, czyli o kilka godzin dłużej niż Pixel 9a, a więc trudno mówić tu o błędzie pomiarowym. W codziennym użytkowaniu ta różnica nie będzie aż tak duża, ale nie zmienia to faktu, że ta istnieje.

Ładowanie na papierze jest szybsze, bo przewodowo odbywa się z mocą 30 W, a bezprzewodowo z mocą 10 W. W praktyce nadal jest ono jednak bardzo wolne. Tylko początkowo telefon faktycznie wykorzystuje maksymalne 30 W, a potem pobiera coraz mniej mocy. W efekcie czas ładowania od 0 do 100% przewodową ładowarką (inną niż tą sprzedawaną przez Google) wynosi mniej więcej 1 godzinę i 35 minut. Jest więc minimalnie krótszy od czasu ładowania poprzednika.

Możliwości fotograficzne

Pixel 10a wykorzystuje równie skromny zestaw aparatów co poprzednik. Z tyłu główna matryca ma 48 megapikseli oraz obiektyw szerokokątny z optyczną stabilizacją obrazu, a towarzyszy jej tylko aparat ultraszerokokątny z matrycą 13 MP. Wolałabym zamiast niego moim zdaniem praktyczniejszy teleobiektyw, zwłaszcza że w tym przedziale cenowym smartfon z teleobiektywem jak najbardziej da się kupić. Z przodu umieszczono pojedynczy sensor o rozdzielczości 13 MP.

Na szczęście Pixel 10a fotograficznie wypada nieźle, mimo że jego matryce należą raczej do tych małych. Zdjęcia są ostre, mają dużo detali i szeroką rozpiętość tonalną. Kolory nie odbiegają znacząco od tych rzeczywistych. Po zmroku czy w ciemnych pomieszczeniach pojawiają się pewne niedociągnięcia, ale dotyczy to głównie aparatu ultraszerokokątnego i przedniego. Byłam zaskoczona tym, jak dobrze te z aparatu głównego wyglądają nawet na dużym ekranie komputera. Co ważne, aparat główny może ostrzyć z niewielkiej odległości.

Oczywiście aparaty nie nadają się tu do wszystkiego. Nie sprawdzają się na przykład w fotografowaniu obiektów znajdujących się w ruchu (chyba że otoczenie jest bardzo jasne) oraz przy dużych zbliżeniach cyfrowych. Dwukrotny zoom cyfrowy wygląda na w zasadzie bezstratny, ale taki jakkolwiek większy robi dużo gorsze wrażenie.

Nagrywanie wideo

Ta propozycja od Google pozwala nagrywać wideo w 4K, nawet przy 60 klatkach na sekundę, ale tylko aparatem głównym. W przypadku aparatu ultraszerokokątnego i przedniego przy 4K mamy do dyspozycji 30 FPS, a dopiero przy 1080p 60 FPS. Musze powiedzieć, że stabilizacja obrazu jest tu bardzo dobra. Nie mogę też narzekać na kolory i dynamikę obrazu, ale nawet w przypadku aparatu głównego szczegółowość i ostrość jest dość niska jak na 4K.

Podsumowanie: Czy warto kupić Pixela 10a?

Google Pixel 10a to klasyczny przykład ewolucji, a nie rewolucji – czegoś, z czym moim zdaniem w świecie smartfonów będziemy mieli do czynienia coraz częściej. Producent nie zdecydował się na drastyczne zmiany w specyfikacji, pozostawiając ubiegłoroczny procesor Tensor G4, co dla osób szukających bezwzględnie najwyższej wydajności może być rozczarowaniem. Jednak diabeł tkwi w szczegółach – jaśniejszy ekran, trwalsze szkło Gorilla Glass 7i oraz zauważalnie lepszy czas pracy na baterii sprawiają, że to urządzenie dojrzalsze od swojego poprzednika.

To smartfon dla kogoś, kto nie goni za cyferkami w benchmarkach, ale ceni sobie unikalny design, czysty system Android 16 i spokój ducha, jaki daje obietnica 7-letniego wsparcia technicznego. Jeśli szukasz kompaktowego telefonu z bardzo dobrym aparatem do codziennych zdjęć i nie przeszkadzają Ci szerokie ramki wokół ekranu, Pixel 10a będzie solidnym wyborem – choć warto polować na promocje, by cena stała się jeszcze bardziej atrakcyjna.

Mocne strony:

  • Wysoka jakość wykonania
  • 7 lat wsparcia
  • Bardzo dobry wyświetlacz
  • Czysty Android 16
  • Brak bloatware
  • Spełnia normę IP68
  • Poprawiony czas pracy
  • Wysoka jakość zdjęć
  • Wysoka płynność działania

Słabe strony:

  • To prawie to samo, co Pixel 9a
  • Wciąż wolne ładowanie
  • Szerokie ramki wokół wyświetlacza
  • Brak teleobiektywu
  • Głośniki stereo tracą na czystości brzmienia przy wyższych poziomach głośności.

Anna BorzęckaSwoją przygodę z dziennikarstwem rozpoczęła w 2015 roku. Na co dzień pisze o nowościach ze świata technologii i nauki, ale jest również autorką felietonów i recenzji. Chętnie testuje możliwości zarówno oprogramowania, jak i sprzętu – od smartfonów, przez laptopy, peryferia komputerowe i urządzenia audio, aż po małe AGD. Jej największymi pasjami są kulinaria oraz gry wideo. Sporą część wolnego czasu spędza w World of Warcraft, a także przyrządzając potrawy z przeróżnych zakątków świata.