Corsair 2800X RS-R ARGB kosztuje 349 złotych, a wygląda jak obudowa z dużo wyższej półki. Ma panoramiczne szkło, trzy podświetlane wentylatory i miejsce na potężne podzespoły. Sprawdziłem, czy efektowna konstrukcja idzie tu w parze z wygodnym montażem i dobrym przepływem powietrza.
Obudowy typu akwarium od kilku lat cieszą się ogromną popularnością, ale często są duże, drogie i wymagają dokupienia kompletu wentylatorów. Corsair 2800X RS-R ARGB próbuje ominąć te problemy. To obudowa przeznaczona dla płyt Micro ATX i Mini ITX, fabrycznie ma trzy wentylatory ARGB i nie kosztuje fortuny.
Corsair 2800X jest mATX tylko z nazwy
Corsair 2800X RS-R ARGB jest mniejszą krewną modelu Corsair 3500X. Producent zachował konstrukcję z dwiema taflami hartowanego szkła, ale zmniejszył wysokość i ograniczył obsługiwane płyty główne do formatów Micro ATX oraz Mini ITX. Obudowa mierzy 447 mm wysokości, 436 mm długości i 232 mm szerokości, więc nie jest maleństwem, które zmieści się na dowolnym skrawku biurka. W porównaniu z typowym modelem ATX mamy tu przede wszystkim mniejszą wysokość w pionie. Głębokością i szerokością nadal przypomina pełnowymiarową wieżę.

Wewnątrz Corsair 2800X zmieści się karta graficzna o długości do 410 mm, chłodzenie procesora wysokie na 170 mm oraz standardowy zasilacz ATX. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że w tak dużej „skrzynce” powinna zmieścić się płyta ATX. Konstrukcja tacki oraz zaledwie cztery sloty rozszerzeń przewidziano jednak wyłącznie dla płyt Micro-ATX i Mini-ITX. Sporo miejsca nad płytą ma za to inną zaletę: ułatwia montaż dużej chłodnicy.

Panoramiczne szkło w Corsair 2800X robi świetne pierwsze wrażenie
Przód i lewy bok wykonano z oddzielnych tafli hartowanego szkła. Panele spotykają się przy narożniku bez szerokiego metalowego słupka, tworząc efekt panoramicznej witryny. Szyby nie są mocno przyciemnione, dlatego podzespoły pozostają dobrze widoczne również po wyłączeniu podświetlenia. To dobra wiadomość dla osób, które dobierają części pod względem kolorystycznym i chcą je później oglądać. Gorzej, jeśli przewody zostały poprowadzone niedbale, bo ich także nie da się ukryć w półmroku.


Boczny panel można zdjąć bez używania śrubek. Po zwolnieniu zatrzasków wystarczy wysunąć szkło z dolnych prowadnic, a dopiero później zdemontować front. Mocowania trzymają pewnie i nie wymagają używania dużej siły. Po zdjęciu obu tafli (ta przednia też jest zdejmowalna, za co plus) komora główna staje się niemal całkowicie otwarta, co bardzo ułatwia dostęp do płyty, okablowania i bocznego mocowania chłodzenia. Rama pozostaje przy tym sztywna, nic nie wygina się, a spasowanie elementów spokojnie pasowałoby do droższego modelu.

Dwie duże szyby mają oczywiście również mniej efektowną cechę. Szybko zbierają odciski palców, o ile z jakiegoś powodu często macacie swój komputer na przykład przy przestawianiu.
Fabryczne wentylatory pasują do szklanej konstrukcji
Po prawej stronie bocznej „tylnej” ścianki wnętrza zamontowano trzy wentylatory Corsair RS120-R ARGB. Litera „R” oznacza odwrócone łopatki, a jednostki te wtłaczają świeże powietrze do komory, od strony szkła pokazując estetyczny wirnik, a nie ramiona podtrzymujące silnik. Ma to znaczenie, ponieważ w obudowie typu akwarium boczne wentylatory są doskonale widoczne przez front. Zwykłe modele pracujące jako nawiew prezentowałyby się od tej strony znacznie gorzej.

Obroty wentylatorów RS120-R są sterowane przez PWM, a podświetleniem może zarządzać płyta główna. Przewody da się łączyć szeregowo, dzięki czemu montaż nie kończy się na szczęście prowadzeniem sześciu osobnych kabli przez całą obudowę. Corsair nie dodaje osobnego koncentratora ani kontrolera ARGB, dlatego przed zakupem warto sprawdzić wyposażenie swojej płyty głównej.
Po ustawieniu spokojniejszej krzywej wentylatory zapewniają wystarczający nawiew i nie zagłuszają pozostałych podzespołów. Przy maksymalnej prędkości stają się wyraźnie słyszalne, dlatego nie pozostawiałbym ich na domyślnych, agresywnych ustawieniach.
Powietrze wpada bokiem. Z wydostaniem się ma trudniej
Szklany front wygląda efektownie, ale nie da się zamontować na nim wentylatorów. Nie ma tu klasycznego strumienia powietrza prowadzonego od przewiewnego frontu w stronę procesora i tylnej ścianki. Trzy fabryczne wentylatory zasysają powietrze przez prawy bok i tłoczą je w poprzek komory. Układ działa, ale nie kieruje świeżego powietrza na kartę tak bezpośrednio jak klasyczny, perforowany front. Ceną estetyki jest zatem nieoptymalny obieg powietrza, który nie musi spodobać się użytkownikom najwydajniejszych pecetów, walczących o każdy stopień temperatury.

Chłodzenie powietrzne procesora najlepiej oczywiście ustawić w stronę tylnej ścianki. Więcej uwagi wymaga karta graficzna, szczególnie jeśli jest gruba i znajduje się blisko osłony zasilacza. Jej wentylatory mogą mieć mniej przestrzeni na zasysanie powietrza, a ciepło gromadzące się w dolnej części komory nie ma wyraźnie wyznaczonej drogi ucieczki. Część tego zadania może przejąć też chłodnica AIO zamontowana na górze z wentylatorami wywiewającymi powietrze przez chłodnicę na zewnątrz lub zwykłe wentylatory w tym miejscu.
Chłodnica 360 mm mieści się bez kombinowania
W Corsair 2800X można zamontować do dziesięciu wentylatorów 120 mm. Trzy miejsca znajdują się na boku, trzy na górze, jedno z tyłu, jedno na spodzie i dwa na perforowanej osłonie zasilacza. Górne mocowanie obsługuje również dwa wentylatory 140 mm, chłodnicę 280 mm albo 360 mm. Nad płytą pozostawiono wystarczająco dużo przestrzeni, aby większe AIO nie zahaczało o wysokie moduły RAM ani rozbudowane radiatory sekcji zasilania. To jeden z powodów, dla których Corsair 2800X bardziej przypomina niższą obudowę ATX niż typowy, ciasny model Micro-ATX.

Górna rama obudowy jest zamocowana na stałe, więc chłodnicę trzeba wkładać i przykręcać od środka. Nie jest to szczególnie trudne, zwłaszcza po zdjęciu obu szklanych paneli, ale wyjmowana tacka byłaby wygodniejsza podczas instalowania ciężkiego zestawu 360 mm. Na bocznym uchwycie mieści się chłodnica do 240 mm. Najbardziej sensowna konfiguracja w tej obudowie to duże AIO lub wentylatory na górze, fabryczny nawiew z boku i dodatkowy wentylator wyciągający na tylnej ściance.
Dwa kolejne wentylatory da się jeszcze przykręcić na osłonie zasilacza. Mogą dostarczać świeże powietrze bezpośrednio pod kartę graficzną, o ile nad nimi znajdzie się dość smukłe GPU. Wiele zależy też od położenia głównego złącza PCI Express na płycie głównej.
Długość karty graficznej nie jest problemem. Z grubością bywa gorzej
Limit 410 mm dla kart graficznych sprawia, że pod względem długości zmieszczą się tu wszystkie współczesne karty graficzne. Większym ograniczeniem może okazać się grubość chłodzenia i miejsce, w którym producent płyty umieścił główny slot PCI Express. Obudowa ma tylko cztery poziome sloty rozszerzeń. Optymalnie byłoby, gdyby karta zajmowała pierwszy slot obudowy, a jej chłodzenie było maksymalnie 2,5-slotowe. Pod chłodzeniem pozostanie wtedy więcej wolnej przestrzeni.

Corsair dodaje regulowaną podpórkę pod GPU z gumowym zakończeniem, chroniącą ciężkie karty przed opadaniem. Nie przewidziano za to pionowego montażu GPU.
Składanie komputera w Corsair 2800X nie jest walką o każdy centymetr
Nad płytą pozostaje wystarczająco dużo miejsca, aby swobodnie podłączyć przewód zasilający procesor również po jej przykręceniu. Wokół tacki przygotowano liczne przepusty na przewody, choć nie mają one gumowych osłon. Przy standardowej płycie część okablowania pozostanie więc widoczna, a w obudowie stworzonej do eksponowania wnętrza taki brak rzuca się w oczy bardziej niż w klasycznym, zamkniętym towerze.
Corsair 2800X obsługuje płyty ASUS BTF, MSI Project Zero i Gigabyte Project Stealth, w których większość złączy zasilania znajduje się z tyłu. Z takim modelem można niemal całkowicie oczyścić widoczną część komory z przewodów. Klasyczna płyta również nie przekreśla estetycznego montażu. Za tacką jest sporo miejsca, producent przygotował punkty na opaski i kilka fabrycznych rzepów, a przewody panelu przedniego zakończono wspólną kostką zamiast zestawu maleńkich wtyczek.

Zasilacz ATX trafia do dolnej komory i może mieć do 200 mm długości. Najlepiej skierować jego wentylator w dół, gdzie znajduje się filtrowany wlot. Osłona zasilacza kończy się przed trzecim bocznym wentylatorem, dzięki czemu wszystkie trzy wirniki pozostają widoczne przez szkło. Ogranicza to jednak przestrzeń, w której można ukryć nadmiar kabli. Modularny zasilacz będzie znacznie wygodniejszy od modelu ze stałym okablowaniem.

Możliwości montażu tradycyjnych dysków są skromne. Na wspólnej płytce da się przykręcić jeden nośnik 3,5 cala albo dwa dyski 2,5 cala. Przy komputerze korzystającym głównie z pamięci M.2 będzie to w zupełności wystarczające. Osoby przenoszące kilka starszych SSD lub duży dysk twardy z poprzedniego zestawu mogą jednak szybko wykorzystać wszystkie dostępne miejsca.
Filtry rozwiązano lepiej niż panel złączy
Magnetyczny filtr na górze można zdjąć w trymiga. Osłonięty został również boczny wlot znajdujący się za fabrycznymi wentylatorami. Najwygodniej rozwiązano filtr dolny, który zajmuje niemal całą powierzchnię spodu i wysuwa się od przodu. Do jego wyczyszczenia nie trzeba odsuwać komputera od ściany ani kłaść go na boku.

Rozczarowaniem był dla mnie przedni (de facto górny) panel I/O. Znajdziemy na nim przycisk zasilania, złącze audio, jeden port USB-A oraz jeden USB-C o przepustowości do 20 Gb/s. Szybkie USB-C cieszy, ale pojedyncze USB-A łatwo zająć pendrive’em, przewodem albo odbiornikiem bezprzewodowych słuchawek. Przydałoby się przynajmniej drugie takie gniazdo.

Zabrakło również przycisku reset. Większość użytkowników rzeczywiście nie korzysta z niego zbyt często, ale podczas testowania pamięci lub zmieniania ustawień BIOS-u nadal potrafi się przydać.
Corsair 2800X RS-R ARGB – czy warto ją kupić?
Corsair 2800X RS-R ARGB wygląda świetnie, jest solidnie wykonana i mieści podzespoły, których nie spodziewałbym się po obudowie Micro-ATX za 349 złotych. Trzy wentylatory z odwróconymi łopatkami podnoszą dodatkowo atrakcyjność cenową całego zestawu. Przewody da się tu sensownie ukryć, obsługa płyt ze złączami z tyłu obudowy cieszy, podobnie jak obsługa chłodnic 360 mm.
Ograniczony panel złączy, brak gumowych przelotek i niewielka liczba miejsc na dyski SATA przypominają, że nadal mamy do czynienia z niedrogą konstrukcją. Są to jednak oszczędności, z którymi łatwo się pogodzić, ponieważ Corsair nie ciął kosztów na sztywności ramy, jakości szkła ani przestrzeni na najważniejsze podzespoły. Większą wadą może być nieoptymalny przepływ powietrza, ale nie każda obudowa musi przecież bić rekordy w zakresie chłodzenia.

Po dołożeniu tylnego wentylatora Corsair 2800X RS-R ARGB staje się jedną z najciekawszych obudów tego typu w cenie około 350 złotych. Nie jest szczególnie mała jak na Micro-ATX, ale właśnie dzięki temu nie zmusza do kompromisów przy wyborze karty graficznej, zasilacza i chłodzenia procesora.
Mocne strony:
- dobry stosunek ceny do wyposażenia,
- panoramiczne hartowane szkło na dwóch ściankach,
- solidna i dobrze spasowana konstrukcja,
- trzy wentylatory RS120-R ARGB PWM w zestawie,
- beznarzędziowo zdejmowane panele,
- miejsce na bardzo długą kartę graficzną,
- obsługa chłodnic 360 mm,
- możliwość zamontowania do dziesięciu wentylatorów 120 mm,
- zgodność z płytami ASUS BTF, MSI Project Zero i Gigabyte Project Stealth,
- regulowana podpórka pod kartę graficzną,
- wygodnie wysuwany dolny filtr,
- port USB-C 20 Gb/s.
Słabe strony:
- brak tylnego wentylatora wyciągającego w zestawie,
- mało przestrzeni pod bardzo grubą kartą graficzną,
- tylko jeden port USB-A,
- brak przycisku reset,
- brak koncentratora wentylatorów i podświetlenia,
- brak gumowych osłon przepustów,
- niewiele miejsca na nadmiar przewodów przy zasilaczu,
- gabaryty niewiele mniejsze od części obudów ATX.