Amazfit Bip Max oficjalnie w Polsce. Kosztuje grosze, a zawstydza flagowce

Paweł BliźniukSkomentuj
Amazfit Bip Max oficjalnie w Polsce. Kosztuje grosze, a zawstydza flagowce

Marka Amazfit zaprezentowała właśnie swój najnowszy budżetowy smartwatch. Amazfit Bip Max oferuje czas pracy mierzony w tygodniach i parametry, za które u konkurencji trzeba czasem zapłacić dwa razy więcej. To solidnie skrojony sprzęt dla każdego, kto szuka po prostu narzędzia do ruszenia się z kanapy.



Ekran nie boi się lipcowego słońca, a baterię ciężko zmęczyć

Największym zaskoczeniem w tej konstrukcji jest wyświetlacz, który w porównaniu do starszego modelu Bip 6 urósł z 1,97 do 2,07 cala. Panel AMOLED generuje teraz jasność na poziomie aż 3000 nitów, co oznacza skok o tysiąc nitów w górę względem poprzednika. Producent twierdzi, że wszystko jest idealnie ostre i czytelne od pierwszego spojrzenia, bez konieczności zasłaniania tarczy drugą ręką.

Całość zamknięto w eleganckiej aluminiowej ramce, więc zegarek nie wygląda jak tani gadżet, tylko jak kawałek porządnej elektroniki. Na start do sklepów trafia wersja srebrna, ale lada moment dołączą do niej opcje granatowa i grafitowa.



W środku śmiga system Zepp OS 5.0, który dostał inteligentną interakcję Flow 2.0, obsługę głosową offline oraz funkcję robienia zrzutów ekranu kombinacją przycisków. System pozwala m.in. na sześcioostopniową regulację wielkości czcionki, co jest miłą zmianą w porównaniu do sztywnego układu ze starszego modelu.

Jedną z większych zalet jest tu też akumulator. Jego pojemność napompowano z 340 mAh w Bip 6 do potężnych 550 mAh. Przy standardowym użytkowaniu zapomnicie o ładowarce na bite 20 dni, czyli o prawie tydzień dłużej niż w poprzedniej generacji. Nawet jeśli dociśniecie sprzęt, odpalicie bezustanny monitoring wszystkiego i dacie mu wycisk na treningach, bateria padnie dopiero po 10 dniach.

Co ważne dla fanów outdooru, moduł GPS potrafi pracować bez przerwy przez całą dobę. To oznacza, że nawigacja nie padnie w połowie szlaku. Zegarek obsługuje mapy offline, a do klasycznych map topograficznych dorzucono teraz mapy konturowe i plany ośrodków narciarskich. Poprawiono też czułość powiadomień o zboczeniu z trasy, więc szansa na zgubienie się w obcym lesie drastycznie maleje.

Do tego zamiast skromnych 512 MB pamięci z szóstki dostajemy aż 4 GB eMMC na dodatkowe mini-programy, muzykę czy podcasty. Smartfon może zostać w domu, a wy nie jesteście skazani na słuchanie szumu własnych kroków.

Prywatny trener, który wie, kiedy macie dość

Zamiast rzucać was od razu na głęboką wodę maratonów, funkcja Zepp Coach ułoży spersonalizowany plan dostosowany do waszej kondycji wyjściowej. Zegarek monitoruje ponad 150 dyscyplin, mierzy czas kontaktu stopy z podłożem, a nawet podpowie, kiedy wasze wysłużone buty biegowe nadają się już tylko na śmietnik. Wszystkie te dane bez problemu zsynchronizujecie z popularnymi platformami Strava czy TrainingPeaks.


reklama - polecane wideo



Świetną rzeczą jest funkcja BioCharge, która działa trochę jak pasek energii w grach RPG. To taki odpowiednik Body Battery znanego z zegarków Garmin. W przeciwieństwie do Bip 6, który mierzył tętno co 5 minut, Bip Max monitoruje je sekunda po sekundzie przez całą dobę. Zegarek bada też zmęczenie układu nerwowego i jakość snu.

Smartwatch kosztuje w Polsce zaledwie 429 złotych i od dzisiaj jest dostępny w oficjalnym sklepie amazfitpolska.pl. Ponadto wkrótce powinien trafić też do sklepów Media Expert.

Źródło informacji i zdjęć: Amazfit (mat. prasowe) / Zdj. otwierające: Amazfit, Canva

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.