Szwedzkie osiedle BRF Stenberg pod Hudiksvall stało się poligonem doświadczalnym dla nowej ery energetyki. Mieszkańcy, we współpracy z Volkswagenem i koncernem Vattenfall, rezygnują z klasycznych, stacjonarnych baterii montowanych w budynkach. Zamiast tego domowe instalacje fotowoltaiczne zasilają akumulatory zaparkowanych samochodów elektrycznych. Ten prosty zwrot w podejściu do zarządzania prądem drastycznie obniża koszty życia i odciąża sieć w szczycie.
Ile można na tym zarobić i co trzeba mieć w garażu?
Kluczem do finansowego sukcesu tego rozwiązania jest odpowiednia infrastruktura. Składają się na nią dwukierunkowa ładowarka, oprogramowanie zarządzające oraz auto z obsługą technologii V2X. Taki zestaw pozwala całkowicie zignorować drożejący prąd z sieci w godzinach największego zapotrzebowania, kiedy ceny na giełdzie szybują w górę. Inteligentny system odcina wtedy pobór z elektrowni i przerzuca zasilanie całego budynku na zaparkowany pojazd. Energia pobierana jest z niego aż do momentu, gdy stawki znów spadną lub fotowoltaika zacznie generować darmowe nadwyżki.
W realiach szwedzkich taryf dynamicznych, gdzie ceny zmieniają się co godzinę, ten prosty mechanizm generuje oszczędność rzędu 10-12 tysięcy koron rocznie. To daje około 4 tysiące złotych czystego zysku w domowym budżecie. Potencjał tej technologii zauważyła już Unia Europejska. W ramach specjalnego funduszu Battery Booster Facility postanowiła zainwestować aż 1,5 miliarda euro w rozwój rynku lokalnego. Ma to na celu przede wszystkim masową produkcję oraz drastyczne obniżenie cen takich dwukierunkowych urządzeń dla zwykłych konsumentów.

Dlaczego akumulator elektryka wygrywa ze stacjonarną baterią?
Wszystko sprowadza się do faktu, że przeciętny samochód osobowy spędza na parkingu około 95% doby. Realnie korzystamy z niego zaledwie przez pozostałe 5% czasu. Zamiast kupować drogi, montowany na ścianie domowy magazyn energii, który zazwyczaj oferuje skromną pojemność od 5 do 15 kWh, Szwedzi zaczęli po prostu efektywnie wykorzystywać zasoby stojące na podjeździe.
Przeciętny elektryk nowej generacji dysponuje bowiem ogniwami o pojemności od 50 do nawet 100 kWh. To oznacza, że jedno auto mieści w sobie tyle prądu, co kilka potężnych systemów stacjonarnych. Taki gigantyczny zapas zgromadzony w podłodze pojazdu jest w stanie bez problemu utrzymać przy życiu całe gospodarstwo domowe wraz z pompą ciepła, lodówką oraz oświetleniem przez okres od 5 do 7 dni, zapewniając pełną niezależność i bezpieczeństwo w przypadku awarii zasilania.
Szwedzki eksperyment jasno dowodzi, że kluczem do taniej energii nie muszą być kolejne, drogie inwestycje, ale po prostu mądrzejsze wykorzystanie sprzętu, który już posiadamy.
Źródło tekstu: EY Sweden / Zdjęcie otwierające: unsplash (@myenergi)
