Microsoft uwielbia chować przydatne funkcje pod grubą warstwą nowoczesnego interfejsu. Tymczasem gdzieś w trzewiach systemu od dekad kurzy się zapomniana sekcja, która zbiera kilkadziesiąt natywnych narzędzi w jednym miejscu. I pewnie nie miałeś o niej zielonego pojęcia.
Większość z nas trafia na ukryte funkcje Windowsa przypadkiem, przekopując fora w poszukiwaniu rozwiązania jakiegoś błędu. Narzędzia takie jak Rejestrator kroków (albo problemów) czy Tablica znaków rzadko są wyprowadzane na pierwszy plan. Jakie było moje zdziwienie, gdy przeczytałem, że system operacyjny ma wbudowaną, zbiorczą sekcję zintegrowaną wewnątrz OS-u.
Relikt przeszłości, o którym zapomniał sam twórca
O folderze narzędzi systemu Windows przypomnieli niedawno użytkownicy subreddita r/windows11. To żadna czarna magia ani pliki zablokowane kodem. Gigant z Redmond po prostu wychodzi z założenia, że przeciętnemu zjadaczowi chleba ta wiedza do szczęścia potrzebna nie jest, więc nie ma sensu rzucać jej na pulpit. Żeby się tam dostać, wystarczy wklepać narzędzia systemu Windows w systemową wyszukiwarkę albo wejść klasycznie: przez Panel sterowania (System i zabezpieczenia > Narzędzia systemu Windows).
Najlepsze jest to, że nie mówimy o żadnej nowości. Ktoś na Reddicie wygrzebał zrzuty ekranu jeszcze z czasów Windowsa 2000 Professional. Dokładnie ten sam folder już tam siedział, zwał się tylko narzędziami administracyjnymi.

35 narzędzi na jednym talerzu w Windows
Zanim otworzycie szampana – w dużej mierze to po prostu surowe, archaiczne okno ze skrótami. Na standardowej instalacji systemu znajduje się tam 35 pozycji:
- Tablica znaków
- Wiersz polecenia
- Usługi składowe
- Zarządzanie komputerem
- Panel sterowania
- Defragmentacja i optymalizacja dysków
- Oczyszczanie dysku
- Podgląd zdarzeń
- Inicjator iSCSI
- Zasady zabezpieczeń lokalnych
- Źródła danych ODBC (32-bit)
- Źródła danych ODBC (64-bit)
- Monitor wydajności
- Power Automate
- Narzędzie do rozwiązywania problemów z usługą Power Automate
- Zarządzanie drukowaniem
- Dysk odzyskiwania
- Edytor rejestru
- Podłączanie pulpitu zdalnego
- Monitor zasobów
- Uruchom
- Usługi
- Rejestrator kroków
- Konfiguracja systemu
- Informacje o systemie
- Menedżer zadań
- Harmonogram zadań
- Zapora Windows Defender z zaawansowanymi zabezpieczeniami
- Faksowanie i skanowanie w systemie Windows
- Windows Media Player (starsza wersja)
- Diagnostyka pamięci systemu Windows
- Windows PowerShell
- Windows PowerShell (x86)
- Windows PowerShell ISE
- Windows PowerShell ISE (x86).


Przewijając tę listę, można poczuć lekki zgrzyt. Wiersz polecenia czy Menedżer zadań to podstawa, ale z drugiej strony mamy Inicjator iSCSI czy Zasady zabezpieczeń lokalnych. To rzeczy, których nie odpala się do porannej kawy.
Sama selekcja programów też wygląda, jakby ktoś dobierał je rzucając rzutkami. Niby muszą to być natywne aplikacje o profilu administracyjnym, ale na liście brakuje choćby Edytora lokalnych zasad grupy, który pasuje tu jak ulał. Dlaczego go wycięto? Tego pewnie nie wiedzą nawet inżynierowie Microsoftu.
To po prostu stary, dobry Windows z jego klasycznym bałaganem. Przynajmniej macie wszystko pod ręką w jednym miejscu.
Masz już te narzędzia, ale co z nimi zrobić?
Zastanawiacie się pewnie, po co w ogóle do tego katalogu zaglądać. Choć na pierwszy rzut oka to po prostu zbiór surowych narzędzi dla administratorów, w praktyce kryje się tam całkiem przydatne zaplecze diagnostyczne. Zamiast pobierać zewnętrzne programy, dostajemy wbudowany warsztat. Znajdziemy w nim choćby Podgląd zdarzeń, który skrupulatnie zbiera logi o błędach aplikacji czy awariach sterowników. Rzecz bardzo przydatna, gdy chcemy namierzyć przyczynę zawieszania się systemu. Z kolei narzędzia jak Monitor wydajności czy Zarządzanie komputerem pozwalają na twardych danych sprawdzić, co dławi nasze podzespoły, albo szybko zarządzać partycjami na dyskach.
Na liście trafiają się też pozycje o bardzo konkretnym, praktycznym zastosowaniu, jak choćby Rejestrator kroków. To proste narzędzie służące wyłącznie do dokumentowania interakcji z systemem operacyjnym. Choć wyświetla komunikat, że zostało wycofane, wciąż działa. Po jego uruchomieniu program działa w tle, zapisując każde kliknięcie myszą i uderzenie w klawiaturę. Do każdej akcji automatycznie dorzuca zrzut ekranu, a na koniec generuje skompresowany raport w pliku HTML z gotowym opisem sekwencji. To idealne rozwiązanie, gdy musicie krok po kroku udowodnić pomocy technicznej, jak dokładnie wywołaliście dany błąd, co skutecznie ucina konieczność tłumaczenia problemu na migi.
Źródło tekstu: Reddit, Neowin.net