Raspberry Pi Desktop wraca na PC i Mac. Może uratować Twój komputer

Paweł BliźniukSkomentuj
Raspberry Pi Desktop wraca na PC i Mac. Może uratować Twój komputer

Masz w domu starego laptopa, który przy próbie włączenia przeglądarki kładzie się na łopatki? Po prawie czterech latach przerwy Raspberry Pi Desktop oficjalnie wraca na komputery PC oraz Mac. To darmowe oprogramowanie pozwala tchnąć nowe życie w zapomniany sprzęt.



Raspberry Pi Desktop odmłodzi nawet kilkunastoletni złom

Najnowsza odsłona dystrybucji przeszła w całości na architekturę 64-bitową, co wpisuje się w decyzję Debiana o całkowitym wygaszaniu leciwych procesorów x86.

Oprogramowanie ruszy bez zająknienia na większości pecetów z ostatnich piętnastu lat oraz na komputerach Mac napędzanych procesorami od Intela. Natomiast właściciele nowszych „makówek” z układami z serii M od pierwszego do czwartego muszą obejść się smakiem – tam obsługa tego środowiska wciąż pozostaje czystym eksperymentem.



Przeskok generacyjny niesie ze sobą jeszcze jedną niedogodność. Użytkownicy korzystający dotychczas z leciwego, 32-bitowego wydania opartego na Debianie Bullseye nie mogą wykonać prostej aktualizacji z poziomu działającego systemu. Jedyną drogą do nowości jest przeprowadzenie czystej instalacji od zera. W zamian projektanci zaserwowali zupełnie nowy interfejs graficzny.

Wieloletni panel lxpanel odeszedł w zapomnienie, ustępując miejsca rozwiązaniu o nazwie wf-panel-pi, które w pełni natywnie współpracuje z nowoczesnym protokołem wyświetlania Wayland. Całość uzupełnia przebudowane Centrum Sterowania oraz funkcjonalny dok, dzięki czemu system przypomina środowiska znane z nowoczesnych dystrybucji Linuksa.

Weekendowy eksperyment wraca na salony po długiej przerwie

Mało brakowało, a projekt ten podzieliłby los porzuconych niszowych inicjatyw. Jego historia rozpoczęła się jeszcze w 2016 roku jako luźny, weekendowy pomysł inżyniera Simona Longa. Rok później oficjalna wersja instalacyjna ujrzała światło dzienne.

Szybko pojawił się jednak prozaiczny dylemat natury ekonomicznej i organizacyjnej. Fundacja Raspberry Pi utrzymuje się ze sprzedaży autorskiego sprzętu, podczas gdy oprogramowanie udostępnia społeczności całkowicie za darmo. W natłoku prac nad kolejnymi generacjami malutkich malinek i dedykowanych im systemów, w zespole po prostu zabrakło rąk do pracy oraz zasobów na równoległe utrzymywanie gałęzi x86.

Ostatecznie to sami użytkownicy wymusili zmianę strategii. Skrzynka mailowa twórców regularnie pękała w szwach – co tydzień spływało po kilka zapytań o losy porzuconego projektu. Stała presja społeczności sprawiła, że kierownictwo ponownie przydzieliło niezbędne zasoby ludzkie, dając systemowi drugą szansę. Twórcy zapowiadają dalszy rozwój tej gałęzi oprogramowania, choć jej przyszłość tradycyjnie zależy od autentycznego zainteresowania internautów.

Instalacja jest banalnie prosta

W systemie fabrycznie zaszyto klienta usługi Raspberry Pi Connect, który bez zbędnego kombinowania pozwala na zdalne udostępnianie ekranu oraz wygodny dostęp do terminala bezpośrednio z poziomu okna dowolnej przeglądarki internetowej. Podczas pierwszego uruchomienia na pececie lub Macu wystarczy wpisać własną nazwę identyfikacyjną urządzenia, która natychmiast ląduje w webowym panelu zarządzania. Całość działa w tle i zamienia nawet wysłużonego laptopa w bezobsługową maszynę do pracy zdalnej.

Wypróbowanie nowego systemu nie wymaga natychmiastowego formatowania dysku twardego. Wystarczy pobrać oficjalny obraz ISO ze strony projektu, a następnie wgrać go na zwykły pendrive. Na przykład przy użyciu popularnego programu Raspberry Pi Imager.

Uruchamiając komputer bezpośrednio z nośnika USB, użytkownik może wybrać tryb pracy z zachowaniem zmian. Pozwala to na swobodne testowanie sprzętu, zapisywanie dokumentów i instalowanie aplikacji bezpośrednio w pamięci przenośnej.

Źródło informacji i zdjęć: Raspberry Pi

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.