Microsoft dyskretnie zmienia zdanie w sprawie pamięci RAM. Jeszcze niedawno gigant przekonywał, że 32 GB to idealna dawka dla każdego, kto chce bezstresowo grać i pracować. Dziś te rekomendacje wyparowały z sieci, a do łask wracają podstawowe modele z 8 GB na pokładzie.
32 GB RAM? Jaki poradnik, my nic takiego nie pisaliśmy
Jeszcze pod koniec 2025 roku Microsoft pisał wprost na swoich stronach. Jeśli chcesz grać bez ścinek i odpalać cięższe programy, kup komputer z 32 GB RAM-u. Nazywano to wręcz „strefą bez obaw”. Minęło zaledwie parę miesięcy i po tych artykułach nie ma już śladu. Odnośniki z poradników dla graczy po prostu przekierują cię teraz na stronę główną centrum pomocy.

Wszystko rozbija się o pieniądze i potężne zawirowania na rynku podzespołów. Przez gigantyczny boom na sztuczną inteligencję ceny pamięci DRAM w 2026 roku poszybowały w kosmos. Dostawy komputerów PC spadły w drugim kwartale o niemal pięć procent, przerywając wielokwartalną serię wzrostów, a analitycy z IDC wcale nie mają dobrych wieści. Ten dołek może potrwać nawet do 2027 roku. Microsoft musiał zareagować.
Żeby nie podbijać cen gotowych urządzeń, do oferty cicho wróciły podstawowe warianty Surface Pro 12 i Surface Laptop 13 wyposażone w zaledwie 8 GB RAM. Dziwić może fakt, że taka konfiguracja trafiła nawet do biurowej wersji Surface Laptopa za 4299 PLN. Co ciekawe, te komputery oficjalnie nie spełniają wymogów samej marki Copilot+ PC, która w materiałach promocyjnych sztywno wymaga minimum 16 GB. Firma zmieniła jednak narrację. Teraz przekonuje, że 8 GB w zupełności wystarczy do nauki, przeglądania sieci czy pracy w dokumentach.

Windows chce przyhamować swój apetyt na pamięć
Obecny Windows 11 potrafi pochłonąć każdą wolną dawkę pamięci bez mrugnięcia okiem. Nie wynika to jednak z faktu, że sam interfejs jest wyjątkowo skomplikowany. System oraz aplikacje, z których korzystamy codziennie – jak Discord czy Microsoft Teams – są budowane na technologiach webowych (React, WebView2, Electron). W praktyce uruchamiasz w tle osobną przeglądarkę dla każdego z tych programów, co kosztuje mnóstwo zasobów. Nawet sam asystent Copilot potrafi tuż po włączeniu zająć w pamięci prawie gigabajt.

Żeby uzmysłowić sobie, jak bardzo zmieniło się oprogramowanie, wystarczy spojrzeć wstecz. Klasyczny Menedżer zadań ze starszych wersji Windowsa potrzebował zaledwie 80 kilobajtów, by sprawnie działać na sprzęcie z lat 90.
Firma zdaje sobie sprawę z tego, że w obecnych warunkach cenowych Windows musiał wejść na dietę. Zapowiedziano już duży plan optymalizacji pamięci, którego celem jest wyraźne odchudzenie systemu. Cała operacja ma zakończyć się jeszcze przed końcem 2026 roku, tak aby komputery z 8 GB RAM przestały złapać zadyszkę podczas wykonywania prostych zadań.
Inżynierowie przepisują obecnie stare elementy interfejsu, pamiętające jeszcze dawne edycje systemu – jak okienka właściwości czy panel zarządzania drukiem – na lżejszy framework WinUI 3. Choć oficjalne minimalne wymagania Windowsa 11 to wciąż 4 GB RAM, w rzeczywistości przy takiej ilości praca jest udręką. Microsoft musi jednak dopracować optymalizację, by utrzymać pozycję w starciu z makami i komputerami z Linuksem.
Źrodło: Windows Latest / Zdj. otwierające: Unsplash (@vdphotography)