Jedna z pierwszych wersji edytora tekstu Microsoft Word otrzymała natywną wersję na współczesne systemy operacyjne. Teraz bez problemu sprawdzicie program wydany w 1990 roku.
Teraz jest gorzej? Stare programy udowadniają, że czasami wystarczy prostota
Najnowsza wersja programu Word przepełniona jest sztuczną inteligencją i szeregiem mniej lub zbędnych funkcji. Czasami aż trudno się w tym wszystkim połapać, więc coraz więcej osób zaczyna tęsknić za prostotą. Tutaj z pomocą przychodzi Justin Marshall, programista odpowiadający za natywny port kultowej aplikacji z 1990 roku.
Na portalu GitHub pojawił się Word 1.1a kompatybilny z Windows 11 oraz 64-bitową architekturą. Co najważniejsze, nie ma mowy o symulacji czy innych czarach. Dostajemy oryginalny kod i zasoby, nie tylko nakładkę archaicznego oprogramowania. Dzięki temu poczujecie się dokładnie tak, jak kilkadziesiąt lat temu (chociaż wtedy raczej mało który polski dom miał na wyposażeniu komputer).

Program uruchamia się w dosłownie sekundę i od razu wita nas pustka kartka, zero powiadomień. Do dyspozycji mamy podstawowe opcje formatowania, zapewne wystarczające dla wielu osób nawet dziś. To bez wątpienia coś kuszącego dla użytkowników przytłoczonych obecnym stanem rzeczy, gdzie na porządku dziennym są subskrypcje, sztuczna inteligencja, wszechobecne powiadomienia i inne irytujące praktyki.
Realizacja takiego projektu była możliwa z prostego powodu: Microsoft udostępnił kod źródłowy programu w 2014 roku, więc czekaliśmy wyłącznie na ruch kreatywnego programisty z masą wolnego czasu.
Źródło tekstu: GitHub (@jmarshall23) / Zdjęcie otwierające: Microsoft, Internet Archive (@elmobay)