Gemini trafiło na Windowsa, ale nie instalujcie. Brakuje kluczowych funkcji

Piotr MalinowskiSkomentuj
Gemini trafiło na Windowsa, ale nie instalujcie. Brakuje kluczowych funkcji

Gemini na Windows to program, na który czekało mnóstwo osób. Google nareszcie spełniło prośby zwolenników sztucznej inteligencji, ale wyłącznie w teorii. Kilka chwil spędzonych z aplikacją wystarczy, by dostrzec brak kluczowych funkcji.



Google Gemini już na komputerach z systemem Windows, ale nie na taki program czekaliście

Osoby aktywnie korzystające ze sztucznej inteligencji na swoich komputerach zapewne mają swojego ulubionego chatbota. Pech chciał, że po Gemini wciąż należało sięgać z poziomu internetowej przeglądarki. Teraz sytuacja uległa zmianie, gdyż Google w końcu postanowiło udostępnić natywną wersję programu. Czy jest jednak się z czego cieszyć?

Wywołać asystenta możemy w każdym momencie poprzez użycie skrótu klawiszowego Alt + Space, wtedy też poprosimy go o przeanalizowanie dokumentu, podrzucenie pomysłów na kolejny slajd prezentacji czy znalezienie czegoś w skrzynce pocztowej. Uzyskamy także dostęp do Gemini Spark, agenta potrafiącego wykonywać nieco bardziej skomplikowane zadania. Usługa to też współpraca z innymi tworami Google pokroju Gmaila czy Dysku.



Nie brakuje oczywiście wsparcia dla generowania zdjęć (Nano Banana) czy wysokiej jakości nagrań (Gemini Omni) w obrębie jednej aplikacji. Co istotne, pojawiło się nawet wsparcie dla systemu Windows 10, więc nikt nie jest wykluczany. Wszystko to brzmi naprawdę dobrze, prawda?

Co poszło nie tak?

Okazuje się, że komputerowej wersji chatbota wciąż brakuje szeregu podstawowych funkcjonalności, które od dłuższego czasu oferuje konkurencyjny ChatGPT. Chodzi przede wszystkim o to, że obiecywana współpraca z aplikacjami Google to wyłącznie czcze gadanie. Wykonywanie prostych zadań (usuwanie maili, wskazywanie plików) praktycznie nie działa, asystent dopytuje o mnóstwo rzeczy, by koniec końców nie zrobić nic spektakularnego.

Do tego dochodzi rozczarowująca współpraca z zewnętrznymi usługami, gdzie OpenAI dysponuje szeregiem wtyczek i pluginów. Niektóre z zapowiadanych funkcji są ponadto dostępne za subskrypcją, co także nie jest zbyt zadowalające. Osobiście wolę zostać przy wersji przeglądarkowej, przynajmniej nie marnuję miejsca na dysku.

Źródło tekstu: Google / Zdjęcie otwierające: Google, materiał własny

Piotr MalinowskiDziennikarz z pasji i wykształcenia. Jest związany z popularnymi serwisami branżowymi, gdzie od siedmiu lat publikuje treści o nowych technologiach, gamingu oraz „ludziach internetu”. Fascynuje go wpływ influencer marketingu na społeczeństwo oraz szeroko pojęte przyczyny i skutki nierówności społecznych. Prywatnie fan powieści/filmów grozy, gier studia Piranha Bytes, podcastów kryminalnych, dobrej kawy oraz rowerowych wycieczek.