Google wreszcie zlitowało się nad użytkownikami i postanowiło ułatwić proces, który od lat przypominał walkę z wiatrakami. Przynajmniej jeśli chodzi o ich aplikację. Dysk Google na Androida otrzymuje potężną aktualizację skanera dokumentów. Będzie inteligentnie, błyskawicznie i w 100% prywatnie. Haczyk? Amerykański gigant uznał, że to na tyle zaawansowana technologia, że do jej obsługi potrzebujesz smartfona z wyższej półki.
Koniec z celowaniem jak snajper. Oto nowy skaner w Dysku Google
Każdy, kto próbował kiedyś szybko zeskanować wielostronicową umowę przy słabym oświetleniu, wie, że to droga przez mękę. Rozmazane litery, dziwne cienie i aplikacja, która gubi ostrość w najmniej odpowiednim momencie. Po miesiącach testów beta, z aplikacji Dysku Google ostatecznie znika ikona laboratoryjnej zlewki, a potężny, przeprojektowany skaner w stylu Material 3 Expressive trafia do szerokiego grona odbiorców.

Największa nowość? Smart Batch Scanning. Zapomnij o żmudnym pstrykaniu każdego rachunku z osobna. Teraz wystarczy po prostu przesuwać obiektyw nad kolejnymi stronami, a system sam wyłapie dokumenty, niczym podczas nagrywania wideo. Aplikacja automatycznie podzieli je na osobne pliki, a podgląd od razu wyskoczy u dołu ekranu. Jeśli masz ochotę na chwilę oddechu, zawsze możesz wcisnąć pauzę. A także dorzucić grafiki ze swojej galerii przez systemowy eksplorator plików.
Sztuczna inteligencja patrzy na ręce
Google postanowiło wdrożyć mechanizmy, które w zasadzie myślą za użytkownika. Zdarzyło xi się najechać dwa razy na tę samą stronę? Funkcja Duplicate Detection momentalnie ma to wyłapać i zignorować dubel. Z kolei Auto-Best Frame weźmie na siebie odpowiedzialność za twoje drżące dłonie. System sam podmieni rozmazane ujęcia na klatki o najwyższej możliwej ostrości.


Dochodzimy jednak do najciekawszego punktu programu. Google chwali się błyskawiczną wydajnością i dostępnością w trybie offline, ponieważ cały proces oparty na usługach Google Play dzieje się bezpośrednio na urządzeniu, a nie w chmurze.
Firma zastrzega w związku z tym, że nowość zarezerwowana jest dla urządzeń z kategorii „higher-end”, czyli smartfonów wyposażonych w co najmniej 8 GB pamięci RAM. Brzmi to niemal jak wymóg dla najnowszych flagowców. Dopóki nie przypomnimy sobie, że próg wejścia do tej elitarnej grupy bez najmniejszego problemu spełnia nawet poczciwy, siedmioletni Galaxy Note 10. Wygląda więc na to, że potężna rewolucja Google jest w zasięgu ręki, o ile tylko twój sprzęt nie pamięta czasów świetności Androida KitKat.
Źródło tekstu: 9to5google.com