Wyrzuciłem Instagrama i zastąpiłem go polską aplikacją. Mój mózg już nie gnije

Bartłomiej LisSkomentuj
Wyrzuciłem Instagrama i zastąpiłem go polską aplikacją. Mój mózg już nie gnije

Przez lata Instagram był moją codzienną rutyną i uważałem go za główne źródło inspiracji wizualnych. Dopiero z czasem zrozumiałem, że moje korzystanie z tej aplikacji bardziej przypominało uzależnienie niż świadome korzystanie z treści. W efekcie zdecydowałem się go odinstalować i poszukać czegoś, co da mi podobne bodźce estetyczne, ale bez bezmyślnego scrollowania i treści, od których gnije mózg.



Przełomem okazało się odkrycie dwóch aplikacji związanych ze sztuką: Google Arts & Culture oraz DailyArt. Pierwsza z nich przypomina cyfrowe muzeum pełne interaktywnych eksponatów, druga natomiast codzienny, kuratorski przewodnik po historii sztuki. Obie zmieniły sposób, w jaki korzystam z telefonu.

Cyfrowy odwyk

Jednym z powodów, dla których zdecydowałem się odinstalować Instagram, było rosnące poczucie, że aplikacja została zaprojektowana nie tyle do oglądania zdjęć i filmów, ile do zatrzymywania użytkownika jak najdłużej przed ekranem. Algorytmy serwują niekończący się strumień treści, wykorzystując psychologiczne mechanizmy. Każde przesunięcie przypomina pociągnięcie za wajchę jednorękiego bandyty.



Z czasem zacząłem odczuwać zmęczenie tym sposobem konsumowania treści. Mimo ograniczania czasu spędzanego w aplikacji często wracałem do niej bez konkretnego celu. Brakowało mi jednak alternatywy oferującej podobną przyjemność obcowania z obrazami, ale bez mechanizmów nastawionych na maksymalizację zaangażowania. Dlatego zainteresowałem się aplikacjami, które stawiają na edukację i odkrywanie, a nie na niekończący się strumień przypadkowych materiałów.

Google Arts & Culture – muzeum w telefonie

Google Arts & Culture to zapomniana aplikacja, która powstała w 2011 roku. Działa jak cyfrowe muzeum, oferując dostęp do wysokiej jakości zdjęć dzieł i artefaktów z całego świata. Każdy eksponat pochodzi z instytucji kultury współpracujących z Google – a jest ich ponad 2000. Największą siłą appki jest kontekst. Wraz z obrazami dostajemy opowieści o historii, kulturze i twórcach.

Sama aplikacja jest znacznie bardziej rozbudowana, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. To nie tylko katalog obrazów i zabytków, ale także platforma do odkrywania sztuki, wirtualnych podróży i eksperymentów wykorzystujących sztuczną inteligencję. Interfejs przypomina momentami połączenie Instagrama, TikToka i internetowego muzeum, oferując wiele sposobów na poznawanie kultury.

Aplikacja, oprócz przeglądania postów według kategori, oferuje Inspire Feed, czyli strumień krótkich materiałów o sztuce przypominający popularne rolki. Kolejnym elementem jest „Culture Weekly” – cykliczny newsletter prezentowany w formie zbliżonej do instagramowych relacji. Co tydzień pojawiają się tam nowe historie, ilustracje i ciekawostki związane z kulturą.

W sekcji „Kolekcje” można przeglądać zbiory poszczególnych muzeów i galerii współpracujących z Google. „Elementy interaktywne” grupują dzieła zawierające dodatkowe informacje ukryte pod klikanymi punktami. Z kolei „Czaty o sztuce” pozwalają oglądać materiały wideo i równocześnie zadawać pytania Gemini. Z kolei „Street View” oferuje wirtualne spacery po słynnych miejscach – od Sali Lustrzanej w Wersalu, przez Wielki Kanion, aż po Taj Mahal.

DailyArt robi to jeszcze lepiej

Choć Google Arts & Culture imponuje rozmachem, to polskie DailyArt stało się aplikacją, do której wracam częściej. Jej największą zaletą jest prostota. Każdego dnia użytkownik otrzymuje jedno starannie wybrane dzieło sztuki wraz z przystępnym opisem i historią jego powstania.

Aplikacja oferuje dostęp do archiwum liczącego ponad 4000 dzieł sztuki, informacji o około 1200 artystach i 600 kolekcjach muzealnych. Do dyspozycji użytkowników są również autorskie kolekcje tematyczne, przewodniki po miastach, zaawansowana wyszukiwarka oraz możliwość zapisywania ulubionych prac. Warto też wspomnieć o widżetach, które równie skutecznie jak powiadomienia z Instagrama potrafią wciągnąć do aplikacji.

Za sukcesem DailyArt stoi polska historyczka sztuki Zuzanna Stańska, która wpadła na pomysł stworzenia aplikacji już w 2012 roku. Jak sama przyznaje, inspiracją była chęć uczynienia historii sztuki bardziej przystępną dla zwykłych odbiorców. Projekt, który początkowo był prostą aplikacją edukacyjną, z czasem przekształcił się w globalną platformę docierającą do setek tysięcy odbiorców miesięcznie. Dziś DailyArt jest dostępny w 23 wersjach językowych.

Stary dobry Pinterest

Podczas mojego odwyku korzystam też z Pinteresta. Owszem, tutaj też mamy do czynienia z praktycznie niekończącym się strumieniem obrazów, który potrafi wciągnąć. Różnica polega jednak na tym, że znacznie częściej trafiam na treści, które rzeczywiście chcę zapamiętać lub zachować na później. W przeciwieństwie do Instagrama, na Pinteresta wchodzę też z konkretnym celem – co ułatwia mi kontrolowanie czasu.

Korzystając z Pinteresta mam też wrażenie, że jestem bardziej odkrywcą niż produktem – wyświetlaczem reklam. Po zamknięciu aplikacji często pamiętam konkretne obrazy lub pomysły, podczas gdy po kilkunastu minutach spędzonych na Instagramie nierzadko trudno mi przypomnieć sobie choć jedną obejrzaną wcześniej rolkę czy post.

Pamiętam, co widziałem

Oczywiście, żadna z tych aplikacji nie zastępuje bezpośrednio Instagrama. Zamiast tego proponują inny sposób korzystania z obrazu – bardziej świadomy, spokojniejszy, bardziej wartościowy. W efekcie czas spędzany na telefonie nabiera nowej jakości. Nie zawsze spędzam w tych appkach mniej czasu, niż na Instagramie. Ale zdecydowanie częściej kończę sesję z poczuciem, że pamiętam co zobaczyłem, czy że nauczyłem się czegoś nowego. 

Bartlomiej LisNa co dzień administrator systemów, z pasją zgłębiający świat nowych technologii. Po godzinach zajmuje się grafiką cyfrową, ale także bardziej tradycyjną sztuką: malarstwem, fotografią analogową.