Poczta Polska i rowery wodorowe to połączenie, na które raczej nie wpadłaby zdroworozsądkowa osoba. Najnowsza inwestycja jest jednak faktem, a przy okazji stanowi pierwszy taki projekt w naszej części kontynentu. Skąd taka decyzja i czy mieszkańcy Polski cokolwiek na tym zyskają? Sprawdźmy.
Poczta Polska robi wszystko, by mieszkańcy kraju nie za bardzo ją lubili. Teraz wpadła na rowery wodorowe
Groclin to dosyć wyjątkowa firma, gdyż tylko ona produkuje rowery wodorowe na terenie naszego kraju. Poczta Polska nawiązała z nią współpracę i rozpoczęła pilotaż, którego celem jest sprawdzenie możliwości wykorzystania takich środków transportu w codziennej pracy listonoszy. Chodzi zatem o rzeczywistą eksploatację, choć dopiero w praniu wyjdzie czy ma to jakikolwiek sens.
Wybrane jednostki poczty otrzymają rowery wodorowe i przetestują je pod następującymi kątami:
- zasięg
- czas przygotowania do pracy
- wymiana lub uzupełnianie zbiorników z wodorem
- niezawodność
- komfort użytkowania
- przydatność w codziennej pracy listonoszy.
Jeśli zebrane dane wykażą, że technologia rzeczywiście może wpłynąć na efektywność i komfort pracowników – rozpocznie się kolejny etap testów. Dopiero później doczekamy się faktycznego upowszechnienia czerwonych rowerów Groclin na rodzimych wsiach czy ulicach miast.

Poczta Polska chce rozwijać nową mobilność i robić wszystko, by nadążyć za zmieniającym się światem. Obawiam się jednak, że robi to w dosyć nieudolny sposób – zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę wizerunek spółki. Coraz mniej listonoszy, absurdalnie wysokie straty i rządowe finansowanie. Uzyskane pieniądze są najwidoczniej teraz przepalane na coś, co raczej nie wyjdzie.
Nie rozumiem jednego – dlaczego nie postawiono na tradycyjne rowery elektryczne?
Rowery elektryczne są już dobrze poznane, tanie w eksploatacji i tak naprawdę udałoby się pominąć cały etap pilotażowy. Do tego listonosze nie musieliby nosić ze sobą butli z wodorem i przechodzić licznych szkoleń. Trudno to zrozumieć i nie chciałbym, żeby chodziło o szansę przegapienia rozgłosu.
Jeśli zaś chodzi o rowery wodorowe, to tutaj oczywiście też mamy do czynienia z napędem elektrycznym. Do wytworzenia energii używa się jednak sprzężony gaz magazynowany w wyżej wspomnianych nabojach. Plusem jest szybka wymiana, więc nie trzeba tracić czasu na ładowanie akumulatora – można w kilkanaście sekund włożyć zapasową butlę z plecaka i gotowe. Groclin chwali się także neutralnością klimatyczną i pozytywnym wpływem na środowisko.
Wad jest jednak znacznie więcej i mowa nie tylko o znacznie wyższych cenach eksploatacji. Trzeba kupić naboje, generator wodoru i oczywiście rowery – koszty są absurdalnie wysokie. Pojedynczy nabój pozwala na przejechanie 60 km, to też warto mieć na uwadze.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Źródło tekstu: Poczta Polska / Zdjęcie otwierające: Groclin, Poczta Polska (edycja przy użyciu sztucznej inteligencji)