Koniec z loterią na stacjach ładowania. Mapy Google ratują posiadaczy elektryków

⁨Sylwia Tokarz⁩Skomentuj
Koniec z loterią na stacjach ładowania. Mapy Google ratują posiadaczy elektryków

Właściciele samochodów elektrycznych ruszający w dalekie podróże zyskują narzędzie, które wyeliminuje jedną z największych bolączek elektromobilności. Mowa o ryzyku ugrzęźnięcia w kolejce do ładowarki. Mapy Google na całym świecie wprowadzają inteligentny system prognozowania obłożenia stacji Tesla Supercharger. Zamiast bezużytecznych w trasie danych o tym, ile stanowisk jest wolnych w danym momencie, algorytmy obliczą, jaka sytuacja zastanie kierowcę na miejscu za kilkadziesiąt minut lub godzin. To znacznie ułatwi wakacyjne podróże.



Android Automotive zyskuje przewagę. Dlaczego ta zmiana omija smartfony?

Chociaż funkcja opiera się na infrastrukturze Tesli, to paradoksalnie nie jej właściciele zyskają najwięcej. Oni podobne symulacje mają od dawna w fabrycznym systemie. Prawdziwym beneficjentem są kierowcy aut innych marek, które działają pod kontrolą systemu operacyjnego Android Automotive z fabrycznie wbudowanymi Mapami Google (Google Maps built-in).

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na rygorystyczne ograniczenie techniczne. Opcja ta nie będzie dostępna z poziomu tradycyjnej aplikacji na smartfonie ani poprzez interfejsy projekcyjne typu Android Auto czy Apple CarPlay. Aby algorytm mógł precyzyjnie oszacować obłożenie z nowym komunikatem „On arrival” („Po przyjeździe”), system pojazdu musi być bezpośrednio połączony z siecią. Wymaga też od użytkownika zgody na telemetryczne udostępnianie aktualnej trasy oraz parametrów ładowania.



Działa to na zasadzie cyfrowego sprzężenia zwrotnego. Im więcej kierowców różnych marek włączy tę funkcję, tym gęstszą siatkę danych otrzyma algorytm. To oczywiście przełoży się na bardziej trafne prognozy dla całej społeczności użytkowników dróg.

Jak algorytmy Tesli optymalizują sieć ładowarek?

Technologiczny fundament tego rozwiązania przypomina zaawansowane zarządzanie ruchem lotniczym. Tesla posiada przewagę rynkową, bo od lat agreguje plany podróży tysięcy aut nawigujących do jej stacji. Te zasoby są łączone z ogromną ilością danych od użytkowników zintegrowanych systemów Google. W ten sposób powstaje globalna mapa intencji zakupowych i transportowych w czasie rzeczywistym.

System doskonale wie, ile pojazdów zbliża się do konkretnego punktu ładowania i z jaką mocą będą czerpać prąd. Ta precyzja pozwala na elastyczne sterowanie ruchem. Zamiast generować zatory na najpopularniejszych MOP-ach, nawigacja automatycznie zachęci część kierowców do zjazdu na mniej obciążony punkt oddalony o kilkanaście kilometrów. Równolegle rozwijane są projekty wirtualnych kolejek, które całkowicie zlikwidują fizyczny chaos pod ładowarkami.

Nowa usługa została już oficjalnie zatwierdzona do globalnego wdrożenia, jednak na polskich drogach będzie pojawiać się falami. Dokładny moment aktywacji funkcji w konkretnym pojeździe zależy wyłącznie od harmonogramu aktualizacji oprogramowania udostępnianych przez poszczególnych producentów samochodów.

Źródło: Tesla Charging, Elektromobilni / Zdjęcie otwierające: Unsplash (@neogd)

⁨Sylwia Tokarz⁩Z wykształcenia geolog złożowy, ale zawodowo zajmuje się szeroko pojętym pisaniem. Miłośniczka podróży, szczególnie upodobała sobie słoneczną Italię.