Koniec z gigantycznymi bateriami. Shell stworzył elektryka, który ładuje się w 10 minut

⁨Sylwia Tokarz⁩Skomentuj
Koniec z gigantycznymi bateriami. Shell stworzył elektryka, który ładuje się w 10 minut

Koncern paliwowy Shell zaprezentował właśnie swój najnowszy pojazd koncepcyjny Triple 10 Challenge, który może całkowicie zmienić sposób, w jaki projektowane są samochody elektryczne. Zamiast wciskać do aut coraz większe i cięższe akumulatory, inżynierowie postanowili od podstaw przeprojektować system zarządzania ciepłem. Efekt to lekki elektryk nowej generacji, który rzuca wyzwanie dotychczasowym liderom elektromobilności.



Magiczne trzy dziesiątki na drodze do rewolucji

Nazwa nowego projektu nie jest przypadkowa, gdyż auto powstało, aby udowodnić realizację trzech niezwykle ambitnych celów. Pojazd potrafi naładować się od 10 do 80% w niecałe 10 minut, wygeneruje w całym swoim cyklu życia zaledwie 10 ton dwutlenku węgla (to o połowę mniej niż średnia w Europie), a potrzebuje zaledwie 1 kilowatogodziny do przejechania 10 kilometrów. Tym samym auto zużywa zaledwie 10 kWh na 100 km i pod tym względem deklasuje m.in. samochody marki Tesla.

Co to oznacza w praktyce? Inżynierowie zamontowali w aucie stosunkowo mały akumulator o pojemności 32 kWh, który dzięki genialnej wydajności pozwala na przejechanie aż 320 kilometrów na jednym ładowaniu. Największe wrażenie robi jednak fakt, jak samochód radzi sobie z uzupełnianiem energii. Na rynku istnieją już modele, które ładują się w niespełna 10 minut. Jednak wymagają do tego kosmicznie szybkich i rzadko spotykanych ładowarek o mocy powyżej 300 kilowatów. Tymczasem prototyp Shella osiąga ten sam rewelacyjny czas na zwykłej, standardowej ładowarce o mocy 175 kilowatów.



Podsumowując, w minutę auto zyskuje 24 kilometry zasięgu. To niemal dwa razy więcej niż klasyczny elektryk podpięty do tej samej ładowarki.

W czym tkwi sekret elektryka Shell?

Kluczem do tych wyników jest całkowita rezygnacja z tradycyjnego chłodzenia wodno-glikolowego. Shell, wspólnie z brytyjską firmą inżynieryjną RML, stworzył system bezpośredniego zanurzenia cylindrycznych ogniw baterii w specjalnym płynie dielektrycznym. Ciecz ta odbiera ciepło bezpośrednio z powierzchni ogniw, eliminując potrzebę montowania wielu ciężkich i skomplikowanych elementów.

Dzięki temu inżynierowie dokonali czegoś, co dotąd wydawało się niemożliwe – zamknęli chłodzenie całego napędu w jednym, uproszczonym obiegu. Ciecz po schłodzeniu baterii opuszcza ją w temperaturze około 50 stopni Celsjusza, po czym płynie dalej, by chłodzić silnik elektryczny oraz elektronikę sterującą. Stabilność termiczna jest tak wysoka, że akumulator radzi sobie z gigantycznymi obciążeniami.

Dodatkowym atutem wpływającym na ekologię jest konstrukcja. Podwozie auta wykonano ze stopu aluminium pochodzącego w 100% z recyklingu. Ponadto mniejsza obudowa, zredukowana liczba modułów i uproszczona budowa pozwoliły obniżyć koszt produkcji samego pakietu akumulatorów o 25 procent w porównaniu do tradycyjnych rozwiązań.

Triple 10 Challenge to na razie model koncepcyjny. Jednak technologia immersyjnego chłodzenia cieczą oraz uproszczona architektura napędu są rozwiązaniami, które wkrótce mogą sporo namieszać na rynku elektryków.

Źródło tekstu i zdjęcie otwierające: Shell Global

⁨Sylwia Tokarz⁩Z wykształcenia geolog złożowy, ale zawodowo zajmuje się szeroko pojętym pisaniem. Miłośniczka podróży, szczególnie upodobała sobie słoneczną Italię.