Jazda elektrykiem a zdrowie. Problem, o którym się nie mówi

⁨Sylwia Tokarz⁩Skomentuj
Jazda elektrykiem a zdrowie. Problem, o którym się nie mówi

Rosnąca popularność aut elektrycznych zmienia nie tylko rynek motoryzacyjny, ale też nawyki kierowców w trasie. Nowe badania pokazują, że obowiązkowe postoje na ładowanie mają zaskakujący efekt uboczny. Zamiast odpoczynku czy ruchu wiele osób sięga w tym czasie po jedzenie typu fast food. Co oczywiście może negatywnie odbijać się na zdrowiu.



Postój przy ładowarce zamienia się w przerwę na jedzenie

Analiza przeprowadzona wśród użytkowników aut elektrycznych pokazuje wyraźny schemat zachowań, który wcześniej nie był aż tak widoczny w przypadku samochodów spalinowych. Kluczową różnicą jest czas. Zamiast kilku minut na tankowanie, kierowcy muszą zatrzymać się na kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt minut. Ten przymusowy postój sprawia, że wiele osób szuka sposobu na jego „zagospodarowanie”. Najczęściej wybór pada na jedzenie. Ponad połowa badanych przyznaje, że podczas ładowania sięga po przekąski, słodycze lub napoje. To z czasem może prowadzić do utrwalania niezdrowych nawyków.

Zjawisko to jest na tyle powszechne, że zaczęto je określać nowym terminem, odnoszącym się do przybierania na wadze w wyniku regularnych postojów przy ładowarkach. Nie chodzi tutaj wyłącznie o sporadyczne podjadanie, ale o powtarzalny schemat zachowania przy każdej dłuższej trasie. W przeciwieństwie do kierowców aut spalinowych, którzy po szybkim tankowaniu wracają na drogę, użytkownicy elektryków częściej pozostają w jednym miejscu i mają więcej okazji do konsumpcji. To właśnie ten dodatkowy czas, który teoretycznie mógłby być wykorzystany na odpoczynek lub ruch, w praktyce często kończy się wizytą przy sklepowej półce lub w punkcie gastronomicznym.



Infrastruktura sprzyja fast foodom, a kierowcy narzekają na system

Nie bez znaczenia jest także to, gdzie zlokalizowane są stacje ładowania. Wiele z nich znajduje się tuż obok restauracji szybkiej obsługi, supermarketów czy centrów handlowych. To sprawia, że kierowcy są wręcz zachęcani do wydawania pieniędzy i sięgania po szybkie, często wysokokaloryczne posiłki. Dodatkowo sama infrastruktura ładowania bywa mało komfortowa. Brak zadaszenia, ławek czy dostępu do toalet powoduje, że trudno przeczekać ładowanie na miejscu. W efekcie użytkownicy aut elektrycznych często przenoszą się do pobliskich lokali, gdzie jedzenie staje się najprostszą formą spędzenia czasu.

Jednocześnie badania pokazują, że to nie brak ładowarek jest dziś największym problemem kierowców. O wiele więcej frustracji budzi sposób rozliczania usług. Różne aplikacje, nieczytelne cenniki i konieczność korzystania z wielu systemów płatności sprawiają, że proces ładowania bywa skomplikowany i nieprzewidywalny kosztowo. Dla wielu osób to właśnie chaos w płatnościach jest największą wadą elektromobilności. Co ciekawe, sami użytkownicy elektryków są bardziej wyrozumiali wobec czasu ładowania niż kierowcy aut spalinowych. Jednak nawet oni oczekują większej prostoty i przejrzystości całego systemu.

Źródło: Motoryzacja Interia / Zdjęcie otwierające: Unsplash (@zaptec)


⁨Sylwia Tokarz⁩Z wykształcenia geolog złożowy, ale zawodowo zajmuje się szeroko pojętym pisaniem. Miłośniczka podróży, szczególnie upodobała sobie słoneczną Italię.