Zaprezentowany właśnie Citroën 2CV czerpie garściami z oryginalnego modelu, ale dodaje też sporo od siebie. Sporo tutaj kolorów, estetycznych zabiegów oraz futurystycznego sznytu – najważniejsze jednak, że elektryk faktycznie powstanie.
Citroën 2CV to prawdziwa ikona, która nareszcie została przywrócona do życia
Nie mogłem przejść obojętnie obok nowego Citroën 2CV, bo po prostu uwielbiam urocze samochody wyróżniające się z tłumu. Ten niewielki elektryk ma być zgodny z nowymi europejskimi przepisami dotyczącymi pojazdów elektrycznych i należeć do kategorii E-Car, więc dostaniemy mocno kompaktową konstrukcję (długość wyniesie 3,76 m).

Plusem jest również produkcja w Europie, a także bardzo niska cena wynosząca około 15 000 euro. Największą uwagę przykuwa jednak wygląd – auto jest niezwykle estetyczne, kolorowe i przepełnione nawiązaniami do oryginału (szczególnie przód). Moje serce skradły natomiast kołpaki przypominające guziki – kocham! Nie brakuje oczywiście okrągłych reflektorów, które są mocno oddzielone od nadwozia i charakterystycznych powierzchni bocznych.
Środek prezentuje się niczym wnętrze zabawkowego pojazdu. Dostajemy ciepłą i otwartą przestrzeń, gdzie nie ma tradycyjnej deski rozdzielczej. Uwagę przykuwa również wyjmowany kosz do przechowywania drobnych przedmiotów oraz cylindryczny moduł na miejscu deski rozdzielczej. Tam też zamontowano jednoramienną kierownicę, pojedynczy przełącznik sterujący, łopatkowy selektor biegów oraz wyświetlacz prezentujący najważniejsze informacje.

Na środku znajdziemy z kolei kwadratowy 8-calowy ekran inspirowany komiksową stylistyką. Koncept przedstawia też przenośne radio, materiałowy dach otwierany i szereg innych akcentów robiących wrażenie. Niezwykle uroczym akcentem jest też obecność ikony żółwia na pedale hamulca i królika na pedale przyspieszenia (żartobliwe nawiązanie do swobody wyboru pomiędzy szybką a spokojną jazdą.

Bezpośrednim nawiązaniem do oryginału jest także schowek w drzwiach pozwalający przewozić jajka tak, by się nie potłukły. Auto ma pojawić się na rynku w 2028 roku, ale trudno spodziewać się, że wszystkie pokazane elementy konceptu zostaną w niezmienionej formie przeniesione do masowej produkcji. Pozostaje trzymać kciuki, by samochód wciąż się mocno wyróżniał, gdy trafi na np. polskie drogi.
Źródło tekstu i zdjęcia otwierającego: Stellantis