Chaos po awarii prądu. Robotaksówki Waymo zablokowały miasto

Paweł BliźniukSkomentuj
Chaos po awarii prądu. Robotaksówki Waymo zablokowały miasto

Ta sytuacja pokazała największą słabość robotaksówek: gdy zgasły światła, autonomiczne systemy nie potrafiły poradzić sobie z chaosem na drogach. Pożar w jednej ze stacji transformatorowych PG&E pozbawił prądu nawet 130 tysięcy odbiorców. Miasto momentalnie utknęło w chaosie. Wyłączone sygnalizacje sparaliżowały ruch, a autonomiczne taksówki Waymo zatrzymywały się na środku skrzyżowań, blokując ulice i tworząc korki.



Autonomiczne pojazdy w pułapce chaosu

Brak zasilania oznaczał wyłączenie sygnalizacji świetlnej i poważne utrudnienia w ruchu. Komunikacja publiczna również odczuła skutki blackoutu – operator Muni(komunikacja tramwajowa) musiał zmagać się z licznymi zakłóceniami. Niedzielnego poranka wciąż dziesiątki tysięcy gospodarstw domowych pozostawały bez prądu, a służby pracowały nad usuwaniem skutków pożaru.

W centrum uwagi znalazły się jednak autonomiczne taksówki Waymo. W normalnych warunkach ich algorytmy radzą sobie z miejską dżunglą bez większych problemów. Tym razem jednak brak sygnalizacji świetlnej okazał się dla nich wyzwaniem, którego skala przerosła założenia systemów. Robotaksówki zatrzymywały się na skrzyżowaniach i pasach ruchu, tworząc zatory. W mediach społecznościowych krążyły nagrania pokazujące grupy pojazdów stojących bezradnie w poprzek ulic – jak w North Beach, gdzie pięć aut Waymo zablokowało całe skrzyżowanie, zmuszając kierowców do improwizowanych objazdów.

Systemy Waymo traktują nieczynne światła jak skrzyżowania równorzędne, co w teorii ma zwiększać bezpieczeństwo. W praktyce jednak, przy masowej awarii, pojazdy utknęły. Próbowały ocenić sytuację, która zmieniała się zbyt dynamicznie, by ich algorytmy mogły podjąć jednoznaczną decyzję.

Firma podkreśla, że większość kursów rozpoczętych przed blackoutem udało się doprowadzić do końca. Mimo to w sobotę wieczorem usługi zostały zawieszone, a wznowiono je dopiero następnego dnia po południu.

Waymo musi się poprawić

Incydent ponownie otworzył dyskusję o różnicach między podejściami do autonomii pojazdów. Waymo opiera się na zestawie czujników – lidarach, radarach, kamerach – oraz na szczegółowych mapach, które muszą być stale aktualizowane. Nagłe zmiany w otoczeniu, takie jak masowe wyłączenie sygnalizacji, mogą zaburzać ich działanie. Dla kontrastu, Tesla, korzystająca głównie z kamer i algorytmów przetwarzania obrazu, poinformowała, że jej pojazdy nie odnotowały problemów podczas awarii. To porównanie, choć chętnie podchwytywane przez opinię publiczną, nie oddaje pełnego obrazu – obie technologie mają inne założenia i inne słabości.

Warto dodać, że Waymo przeżywa okres intensywnego wzrostu. Firma realizuje już około 450 tysięcy przejazdów tygodniowo, niemal dwukrotnie więcej niż wiosną tego roku. Jednocześnie nie brakuje kontrowersji: od wycofania oprogramowania w ponad tysiącu aut po kolizjach z bramami i łańcuchami, po głośny przypadek potrącenia kota w San Francisco.


Reakcje władz i plany na przyszłość

W obliczu chaosu burmistrz Daniel Lurie apelował do mieszkańców o pozostanie w domach i ograniczenie podróży. Waymo natomiast zapowiedziało prace nad ulepszeniem algorytmów tak, aby lepiej radziły sobie w sytuacjach, które dotychczas były traktowane jako skrajnie mało prawdopodobne.

Źródło: Business Insider, PortalTechnologiczny / Zdj. otwierające: YouTube (@KevinChen5)

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.