Zapłacimy za to, że na telefon można ściągnąć mp3. Wchodzi opłata reprograficzna

Bartłomiej LisSkomentuj
Zapłacimy za to, że na telefon można ściągnąć mp3. Wchodzi opłata reprograficzna

Rząd wraca do pomysłu, który od lat budzi kontrowersje. Chodzi o opłatę reprograficzną, potocznie nazywaną „podatkiem od smartfonów”. Choć formalnie nie jest to nowy podatek, skutki zmian odczują miliony użytkowników.



Nowe przepisy mają dostosować prawo do realiów współczesnej technologii. Ministerstwo przekonuje, że to konieczna aktualizacja przestarzałych regulacji. Problem w tym, że rzeczywistość cyfrowa wygląda dziś zupełnie inaczej niż kilka lat temu – to rodzi pytania o sens i sprawiedliwość nowej opłaty.

Czym jest opłata reprograficzna?

Opłata reprograficzna funkcjonuje w Polsce od 1994 roku. Jej celem jest rekompensata dla twórców za kopiowanie utworów na własny użytek. Dotychczas obejmowała głównie przestarzałe nośniki, takie jak kasety VHS, nagrywarki DVD i odtwarzacze mp3.



Nowelizacja rozszerza ją na nowoczesne urządzenia, w tym smartfony i tablety. Według założeń opłata wyniesie od 1 do 3 procent wartości sprzętu. Środki mają trafiać do artystów i twórców, co – zdaniem resortu – wyrówna poziom wpływów względem innych krajów Unii Europejskiej. Minister Kultury Marta Cienkowska, która stoi za rozporządzeniem, komentuje:

To był trudny proces, pełen lobbingu i fake newsów o rzekomych „nowych podatkach”. Prawda jest prosta: pożegnaliśmy lata 90. (faksy i kasety) i wprowadziliśmy prawo na miarę XXI wieku, w którym giganci sprzętowi dzielą się swoimi zyskami z polskimi twórcami.

Kto naprawdę zapłaci

Oficjalnie opłata ma obciążyć producentów i importerów sprzętu. W praktyce jednak istnieje duże ryzyko, że koszt zostanie przerzucony na klientów. Branża technologiczna od początku zwraca uwagę, że ceny urządzeń mogą wzrosnąć. Ministerstwo zapewnia, że nie dopuści do „nieuzasadnionego wzrostu kosztów”. Trudno jednak oczekiwać scenariusza, w którym ministerstwo narzuca producentom maksymalne ceny smartfonów. Firmy mają szerokie pole do uzasadniania podwyżek – od rosnących kosztów komponentów, przez inflację, po rozwój nowych technologii. W efekcie to konsument końcowy i tak poniesie koszt zmian, niezależnie od deklaracji o ochronie przed podwyżkami.


Czy opłata za piractwo ma jeszcze sens?

Największe kontrowersje budzi sam powód istnienia opłaty. Mechanizm zakłada, że użytkownicy kopiują muzykę, filmy czy książki na własny użytek. Problem w tym, że sposób konsumpcji treści znacząco się zmienił. Polacy w dużej mierze korzystają dziś z płatnych serwisów streamingowych. Muzyka i filmy są odtwarzane online, bez konieczności pobierania plików.

Według badania przeprowadzonego przez SW Research we wrześniu 2025 roku niecałe 30 proc. ankietowanych przyznaje się do korzystania z nielegalnych źródeł treści wideo (jako nielegalne źródło policzono także współdzielenie kont). Na rynku książek elektronicznych również dominują legalne platformy: 67% czytelników pobiera bezpłatne ebooki z legalnych źródeł, 55% kupuje je, a 37% korzysta z nielegalnych źródeł (źródło: Legalna Kultura).

Zmiany wejdą w życie wkrótce

Nowe przepisy zaczną obowiązywać po sześciu miesiącach od publikacji w Dzienniku Ustaw. Ten czas ma pozwolić firmom przygotować się do zmian. Pierwsze efekty mogą być widoczne już w przyszłym roku.

Dyskusja wokół opłaty reprograficznej zapewne szybko nie ucichnie. Z jednej strony stoi potrzeba wsparcia twórców, z drugiej realia współczesnego rynku – większość użytkowników korzysta z legalnych źródeł. Musimy jednak pamiętać, że serwisy streamingowe płacą autorom grosze…

Źródło: Onet

Bartlomiej LisNa co dzień administrator systemów, z pasją zgłębiający świat nowych technologii. Po godzinach zajmuje się grafiką cyfrową, ale także bardziej tradycyjną sztuką: malarstwem, fotografią analogową.