Jeśli tak jak ja podczas spacerów odruchowo wyciągacie telefon, by zrobić zdjęcie każdemu napotkanemu kotu, mam dobrą wiadomość. Ktoś stworzył aplikację, która zamienia ten nawyk w kolekcjonerską zabawę przypominającą Pokémon GO. Jako osoba regularnie wracająca z wakacji z galerią pełną kocich fotografii – żałuję, że nie mam Androida.
CatchCat nie każe łapać wirtualnych stworów. Zamiast tego zachęca do odkrywania prawdziwych kotów spotkanych na ulicach, w parkach czy na osiedlach. W efekcie zwykły spacer zamienia się w uroczą przygodę.
Każdy kot jest wyjątkowy
Zasada działania aplikacji jest prosta. Po zauważeniu kota uruchamiamy aparat, robimy zdjęcie (grając w zręcznościową mini-gierkę), a algorytm potwierdza, że rzeczywiście fotografujemy żywe zwierzę, a nie monitor czy wydruk. Następnie kot trafia do naszej kolekcji z własną kartą, poziomem, statystykami i stopniem rzadkości. Aplikacja ma też mapę złapanych w pobliżu futrzaków.
Brzmi banalnie? Być może, ale właśnie na tym polega urok projektu. Nie ma tu skomplikowanych mechanik ani mikropłatności wymuszających kolejne zakupy. To raczej cyfrowy album dla osób, które i tak zatrzymują się przy każdym napotkanym futrzaku.


Idealna aplikacja na wakacje
Nie ukrywam, że od razu pomyślałem o wakacyjnych wyjazdach. Każdy, kto odwiedził Grecję, Turcję czy Cypr, doskonale wie, że uliczne koty są tam nieodłącznym elementem krajobrazu. Spacer po nadmorskiej promenadzie potrafi zamienić się w prawdziwe safari, podczas którego co kilka minut spotykamy kolejnego mruczka. Niektóre z nich doczekały się nawet oznaczenia na mapach Google – jak Chonkus Maximus, puszysty król Chanii na Krecie.

Ludzka strona vibe-codingu
Projekt ma jeszcze jedną cechę, która wyjątkowo przypadła mi do gustu. Powstał jako typowy „vibe-coded” projekt rozwijany przez jedną osobę – bardziej z pasji niż z myślą o podboju świata czy maksymalizacji zysków.
Kilka miesięcy temu zrobiło się głośno o tym, że dane pozyskiwane przez twórców Pokémon GO mogły znaleźć zastosowanie przy trenowaniu wojskowych systemów wykorzystujących sztuczną inteligencję. W przypadku CatchCat raczej nie grozi nam, że zdjęcia dachowców posłużą do budowy kolejnej generacji autonomicznych dronów bojowych.
Czasem mniej znaczy więcej
CatchCat pokazuje, że nie każda aplikacja musi rozwiązywać wielki problem albo wykorzystywać najbardziej zaawansowane modele AI. Czasem wystarczy dobry pomysł, odrobina humoru i społeczność ludzi, którzy po prostu lubią koty. Niestety – aplikacja powstała tylko na telefony z Androidem. Przynajmniej na razie.
Mam przeczucie, że właśnie takie niewielkie, nietypowe projekty będą jednym z najciekawszych efektów obecnej rewolucji związanej ze sztuczną inteligencją. Jeśli dzięki nim zwykły spacer zamieni się w okazję do poznania kolejnych futrzastych mieszkańców okolicy, trudno uznać to za zły kierunek.
Źródło: catchcat.lol