Karol Nawrocki zdecydował się na podpisanie ustawy zakazującej patostreaming. Prezydent wskazuje jednocześnie na pewne niedociągnięcia, które powinny zostać poprawione.
Co tak naprawdę oznacza zakaz patostreamingu?
Choć złota era patostreamingu minęła, to na regulacje prawne nigdy nie jest za późno. Większość posłów (419) stanęła po stronie wprowadzenia zmian ograniczających szkodliwą działalność w sieci. Teraz do tego grona dołączył prezydent, który to podpisał ustawę. Przy okazji dał znać, że nie wszystkie proponowane w niej zapisy są dobre.
Karol Nawrocki zgadza się z tym, że brutalne treści negatywnie wpływają na młodzież. Nie popiera też normalizacji zachowań, które jeszcze do niedawna budziły powszechne oburzenie. Traktowanie ich jako rozrywkę czy sposób na zdobycie pieniędzy lub popularności jest niedopuszczalne. Co jednak wypadałoby poprawić?
Jak wynika ze słów prezydenta, ustawa nie ustanawia dostatecznie precyzyjnej definicji zjawiska jakim jest patostreaming. Uwagi pojawiają się także w stosunku do egzekwowania przepisów wobec Polaków decydujących się na prowadzenie transmisji poza granicami naszego kraju. Karol Nawrocki ma nadzieję, że niedługo dojdzie do wprowadzenia stosownych zmian i sprecyzowania niektórych kwestii.
Czy patostreamerzy faktycznie znikną, a może tylko zmienią profil działalności?
Zacznijmy od tego, że zakaz patostreamingu dotyczyć ma osób udostępniających treści przedstawiające wybrane czyny, które uchodzą za zabronione. Zapisy są dosyć ogólne, gdyż mowa jest o przestępstwom przeciwko życiu, zdrowiu, wolności, rodzinie, wolności seksualnej czy obyczajności. Każdy przypadek będzie zapewne rozpatrywany indywidualnie. Do tego dochodzą klipy prezentujące poniżanie drugiej osoby z naruszeniem jej nietykalności cielesnej. Znaczenia nie ma czy wyrażona została przez nią zgoda.
Nie ma również mowy o znęcaniu się nad zwierzętami czy ich zabijaniu na wizji. Niezwykle istotne jest także coś, czego zazwyczaj nie traktujemy jako patostreaming. Ustawa zakłada bowiem promowanie organizacji hazardowych, choć tutaj prawdopodobnie też zależy od skali oraz kontekstu.
Zależnie od przewinień twórca publikujący treści niezgodne z prawem może trafić za kratki nawet na 3 lata. Jeśli grupą docelową są osoby niepełnoletnie, to wyrok wynieść może aż 5 lat. Pozostaje zatem cierpliwie czekać na pierwsze skutki obowiązującego prawa.
Źródło tekstu: Twitter (X) (@prezydentpl) / Zdjęcie otwierające: YouTube (@prezydent)