Zwrot pieniędzy za zepsute jedzenie lub nieprawidłowe zamówienie to coś zupełnie normalnego. Łatwość w otrzymaniu środków wykorzystują jednak niezbyt uczciwi klienci. Wykorzystują sztuczną inteligencję do tego, by przerobić zdjęcia pizzy czy makaronu. Danie wtedy wygląda na niezgodne z opisem, restauracja rozkłada ręce i wysyła złotówki.
Absurdalna polityka platform skutkuje tym, że zwrot pieniędzy jest wręcz pewny
Kilka tygodni temu zamówiłem sobie ramen. Opakowanie było nieco naruszone, przez co danie dotarło nieco rozlane. Nic strasznego, ale zgłosiłem reklamację i otrzymałem pełen zwrot środków. Czułem się tak, jakbym właśnie okradł restaurację – byłem bowiem przekonany, że otrzymam najwyżej 15% zwrotu. Mam też wrażenie, iż moje zgłoszenie zostało potraktowane przez bota, gdyż decyzję wydano 5 sekund po kliknięciu przycisku Wyślij.
Wtedy też uzmysłowiłem sobie, że nieuczciwi klienci mogą doskonale zdawać sobie sprawę z bolączek systemu i wykorzystywać jego wady. Szybko przeszedłem jednak do porządku dziennego, jednak nie na długo. Powyżej opisaną sytuację przypomniały mi media informujące o rozgoryczonych właścicielach polskich restauracji.

Jeden z właścicieli rzeszowskiej pizzerii opowiedział historię klientki, która zamówiła pizzę z salami. Niedługo po jej otrzymaniu zgłosiła problem z brakującą wędliną. Szybko otrzymała pieniądze, lecz kłopot był taki, że do usunięcia elementów ze zdjęcia wykorzystała sztuczną inteligencję. Pracownicy zdziwili się, sprawdzili monitoring i skontaktowali się z obsługą popularnej platformy. Otrzymali grafikę wysłaną przez klientkę.
Oregano wyglądało jak dorysowane ołówkiem, różnice dało się dostrzec także w opakowaniu. Platforma nie wykryła nieścisłość i pieniądze zwróciła. Właściciel natomiast zgłosił sprawę na policję.
To musi się szybko zmienić, bo ludzie nigdy nie przestaną nadużywać takich problemów
To oczywiście nie jedyny przypadek. Identyczną sytuację opisuje Wyborcza, lecz tutaj chodzi o włoską restaurację mieszczącą się w stolicy. Do prawdy udało się dociec w trudach, gdyż większość aplikacji obsługują teraz boty lub sztuczna inteligencja. Szansa na porozmawianie z prawdziwym człowiekiem po drugiej stronie graniczy z cudem.
Trudno jest więc uzyskać oryginalne zdjęcia produktu, by mieć ewentualny dowód, który można przedstawić służbom. Wielu restauratorów machnie zatem ręką, a oszust zadowoli zacznie jeść darmową pizzę. Podobno niektóre platformy posiadają wewnętrzne metody weryfikacji tego typu nadużyć, ale jak widać – nadal wiele pozostaje do zrobienia.
Jeśli nic nie ulegnie zmianie, to nie zdziwię się, gdy knajpy zaczną rezygnować z usług popularnych platform.
Źródło tekstu: Wyborcza, Polsat News / Zdjęcie otwierające: unsplash.com (@elevatebeer)