Unia bierze się za opłaty w tanich liniach. Czy bilety wkrótce zdrożeją?

Piotr SojskiSkomentuj
Unia bierze się za opłaty w tanich liniach. Czy bilety wkrótce zdrożeją?

Kupowanie biletów lotniczych przez lata przypominało układanie skomplikowanego równania, w którym początkowa kwota rzadko miała cokolwiek wspólnego z końcowym rachunkiem. Unia Europejska postanowiła definitywnie zamknąć ten etap, przygotowując nowe regulacje. Regulacje, które – przynajmniej w teorii – powinny uchronić pasażerów przed lawiną dodatkowych opłat. Czy tak rzeczywiście będzie? Już dziś wiemy, że zmiany wymuszą głęboką przebudowę cenników i uderzą w dotychczasowe zwyczaje przewoźników, którzy z opłat za walizki kabinowe uczynili stały element swoich zysków. 



Wspólna podróż z dzieckiem bez wymuszonych opłat

Jednym z najważniejszych punktów reformy jest zakaz rozdzielania dorosłych i dzieci poniżej 14 roku życia. Przewoźnicy lotniczy będą musieli zapewnić sąsiadujące miejsca dla dziecka i jego opiekuna całkowicie bezpłatnie. Do tej pory linie, szczególnie te niskokosztowe, traktowały gwarancję wspólnego rzędu jako płatną opcję dodatkową. 

Z myślą o pasażerach ze szczególnymi potrzebami wprowadzono analogiczne zabezpieczenia. Osoby z niepełnosprawnościami, podróżni o ograniczonej sprawności ruchowej oraz kobiety w ciąży zyskają dostęp do dostosowanych miejsc bez jakichkolwiek dopłat. Linie nie będą już mogły uzależniać podstawowej wygody i bezpieczeństwa tych pasażerów od wykupienia dodatkowych pakietów. 



Cena od początku bez ukrytych haczyków 

Duże porządki czekają również internetowe wyszukiwarki połączeń. Cena wyświetlana na samym początku procesu rezerwacji musi od razu zawierać koszt jednego bagażu podręcznego. Taki wymóg wyeliminuje sytuacje, w których pozornie okazyjna oferta drastycznie drożała po dodaniu standardowej walizki kabinowej. Podróżni, którzy będą chcieli polecieć bez bagażu, wciąż będą mogli wybrać tańszy bilet. 

Bezpieczne pozostają także dotychczasowe stawki rekompensat za opóźnienia. Mimo że część państw unijnych w trakcie rozmów dążyła do wydłużenia czasu oczekiwania i obniżenia kwot, prawa podróżnych zostały obronione. Za opóźnienie powyżej trzech godzin pasażerom wciąż należy się od 250 do 600 euro w zależności od dystansu. Jedyną ulgą dla samej linii jest możliwość obniżenia kwoty na najdłuższych trasach, jeśli spóźnienie na miejsce docelowe wyniesie mniej niż cztery godziny. 

Koniec z kasowaniem lotów powrotnych 

Reforma nakłada na przewoźników konkretny obowiązek informacyjny. W ciągu maksymalnie 96 godzin od opóźnienia lub odwołania rejsu linia musi przedstawić pasażerom ich prawa i wskazać ścieżkę składania roszczeń. Linie lotnicze tracą też prawo do anulowania biletu powrotnego, jeśli pasażer z jakichkolwiek przyczyn opuści pierwszy odcinek podróży. Tak zwane klauzule „no-show” przestaną całkowicie obowiązywać. 

Zgodnie z obecnymi przewidywaniami zmiany w przepisach mogą zacząć w pełni chronić pasażerów najwcześniej pod koniec 2027 roku. Przewoźnicy muszą mieć czas przede wszystkim na dostosowanie całej infrastruktury sprzedaży. To oznacza, że przyszłoroczne wypady wakacyjne prawdopodobnie będziemy planować jeszcze na starych zasad. 

Koniec ukrytych pułapek i czytelniejsze reguły gry to bez wątpienia sukces pasażerów, ale w lotnictwie darmowe obiady nie istnieją. Choć przewoźnicy bez dyskusji ugną się pod unijnym prawem, naiwnością byłoby sądzić, że wezmą te koszty na siebie. Nowa rzeczywistość raczej nie sprawi, że latanie stanie się tańsze – sprawi po prostu, że rachunek zobaczymy od razu, a dawne opłaty manipulacyjne po cichu wtopią się w nową, wyższą cenę wyjściową.

Źródło: WP Turystyka, Infor.pl / Zdj. otwierające: unsplash.com (@alexandrelallemand)

Piotr SojskiPołączenie pasji do nowych technologii i pisania to dla niego naturalny kierunek. Pamięta czasy, kiedy posiadanie telefonu komórkowego było luksusem. Obecnie skupia się na ekosystemie Apple.