Polski parlament w rzadkim przypływie absolutnej zgodności postanowił ostatecznie ukrócić internetową patologię, czyli patostreaming. Po latach medialnego oburzenia i bezradności organów ścigania, posłowie przegłosowali przepisy wprowadzające surowe kary za zarabianie na transmitowaniu przestępstw, przemocy czy upijania się do nieprzytomności. Od teraz do więzienia będzie można trafić nie tylko za znęcanie się nad ludźmi. Kary będą groziły nawet za udawanie takich czynów w sieci.
W czwartkowym bloku głosowań aż 419 posłów zagłosowało za przyjęciem nowelizacji, 19 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Projekt, w pracach nad którym wnioskodawców z Koalicji Obywatelskiej reprezentowała posłanka Monika Rosa, wprowadza do Kodeksu karnego nowy artykuł 255b. To potężne narzędzie, które ma za zadanie odciąć tlen twórcom budującym zasięgi na najniższych instynktach. Patostreaming będzie nielegalny.
Surowe kary i bat na internetowe ustawki patostreamerów
Znowelizowane prawo nie pozostawia złudzeń. Za publiczne rozpowszechnianie w sieci – w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – nagrań z popełniania ciężkich przestępstw, grozić będzie od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Dotyczy to przede wszystkim czynów, za które standardowo grozi kara nie krótsza niż 5 lat pozbawienia wolności. Chodzi o umyślne przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu, wolności seksualnej, rodzinie czy te popełniane z użyciem przemocy. Ponadto więzieniem będzie skutkować również naruszenie nietykalności cielesnej prowadzące do upokorzenia innej osoby.
Co jednak kluczowe, ustawodawca zamknął furtkę, z której patocelebryci korzystali najchętniej. Karane będzie także rozpowszechnianie nagrań, na których jedynie pozoruje się popełnienie przestępstwa, jeśli są one celowo przedstawiane widzom jako autentyczne. Autorzy ustawy wprost zaznaczyli, że nawet takie sfingowane „dymy” są wysoce szkodliwe społecznie. Dzieje się tak, ponieważ propagują patologiczne wzorce zachowań wśród odbiorców, którymi często są dzieci z niezakończonym jeszcze procesem wychowawczym. Spod prawa wyłączono jedynie działania podejmowane w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej czy naukowej.
Internetowe kasyna na celowniku
Politycy dostrzegli wreszcie także to, o czym od lat alarmowali specjaliści od uzależnień. Przestępstwo patostreamingu rozszerzono o łamanie przepisów Kodeksu karnego skarbowego (art. 107-111), uderzając bezpośrednio w nielegalny hazard. Patostreaming to dziś bowiem nie tylko alko-streaming, ale masowe promowanie kasyn online, zakładów bukmacherskich i tzw. skrzynek z losowymi nagrodami. W takich skrzynkach wydaje się prawdziwe pieniądze. Statystyki są druzgocące. Najmłodsi gracze w wirtualnych kasynach zaczynają grać na pieniądze mając przeciętnie zaledwie 13 lat. Z kolei wiekiem najwyższego ryzyka wciągnięcia się w hazard jest 16. rok życia.
Z uzasadnienia projektu wyłania się obraz totalnej utraty kontroli nad tym, co konsumują polskie dzieci. Zjawisko, które drastycznie przybrało na sile podczas pandemii COVID-19, dotarło do mas. Aż 37% nastolatków w wieku 13-15 lat przyznaje się do oglądania patotreści , a 43% robi to co najmniej raz w tygodniu. Co gorsza, z każdym rokiem rośnie odsetek dzieci, które w ogóle nie potrafią ocenić, czy oglądany przez nich wulgarny strumień to szkodliwa patologia, czy może normalna rozrywka. Paradoksalnie to sami nieletni widzą problem wyraźniej niż dorośli. 82% z nich uważa, że takie materiały powinny zostać zakazane, gdyż wywołują u nich niepokój. Tymczasem rodzice żyją w błogiej nieświadomości. Tylko 12,9% z nich uważa, że ich dzieci mają z takimi nagraniami styczność.
Król Magical w Sejmie
Nowe prawo ma wejść w życie w ciągu 30 dni od ogłoszenia. Wcześniej ustawa trafi do Senatu. Zdecydowano się na wydłużenie standardowego, 14-dniowego okresu vacatio legis , aby dać dostawcom internetu i operatorom telekomunikacyjnym czas na usunięcie zakazanych materiałów z sieci.

Zanim jednak polska klasa polityczna zacznie otwierać szampana, celebrując to miażdżące zwycięstwo nad wirtualnym rynsztokiem, warto przypomnieć sobie, jak to jeszcze niedawno z tym internetowym światkiem bywało. Trudno o powagę, gdy uświadomimy sobie, że w czasie, gdy na Wiejskiej pisano eksperckie uzasadnienia o szkodliwości patologicznych „dymów”, poseł Łukasz Mejza uznał za stosowne prowadzić w mediach społecznościowych konwersacje z Danielem Magicalem. To człowiek, który praktycznie zdefiniował pojęcie patostreamu w Polsce. I zapraszać go w sejmowe progi. Pozostaje zatem trzymać kciuki, że widmo 5-letniej odsiadki skutecznie ostudzi zapał domorosłych reżyserów przemocy. Co więcej, politycy zapomną o szukaniu w tym środowisku jakichkolwiek zasięgów i politycznego kapitału. Z tymi pierwszymi pomogą sądy, natomiast z drugimi może być znacznie trudniej.
Źródło tekstu: PAP, sejm.gov.pl / Zdjęcie otwierające: Aleksander Zieliński, Kancelaria Sejmu, TikTok