Komisja Europejska chciała obronić unijny rynek przed zalewem przesyłek z Azji, ale efekt nowych przepisów jest odwrotny od zamierzonego. Wprowadzenie celnej opłaty 3 euro sprawiło, że AliExpress i Temu zamiast rezygnować z ekspansji, decydują się na logistyczną przeprowadzkę do Europy. Polska stała się jednym z głównych celów tej ofensywy. Chińskie platformy pilnie szukają u nas magazynów i partnerów, by realizować zamówienia lokalnie i legalnie omijać nowe taryfy.
Od 1 lipca 2026 roku krajobraz europejskiego handlu online przeszedł rewolucję. Unia Europejska ostatecznie skończyła z taryfą ulgową dla tanich przesyłek spoza wspólnoty, wprowadzając tymczasowe cło w wysokości 3 euro od każdej pozycji taryfowej w paczce do 150 euro. Dla chińskich platform, budujących przewagę na produktach za kilka złotych, to potężny cios. Odpowiedź z Państwa Środka nadeszła jednak błyskawicznie. Kluczem do przetrwania na unijnym rynku stała się lokalizacja magazynów na terenie Wspólnoty.
AliExpress kusi polskich przedsiębiorców: zero prowizji i szybki start
Reakcja rynkowa jest natychmiastowa. AliExpress oficjalnie ogłosił poszukiwania partnerów biznesowych dysponujących zapleczem magazynowym w Europie Wschodniej i Zachodniej, w tym bezpośrednio w Polsce i Czechach. Platforma próbuje przyciągnąć krajowe firmy agresywną ofertą. To obietnica zerowej prowizji, brak opłat rocznych oraz system dopłat.
Zmienia się cały model operacyjny. Dotychczasowa praktyka wysyłania pojedynczych, tanich gadżetów bezpośrednio z chińskich fabryk przestaje być opłacalna. Skierowanie transportów z Azji w formacie hurtowym do europejskich centrów dystrybucyjnych pozwala ominąć jednostkowe opłaty celne, które od początku miesiąca uderzają w portfele klientów końcowych. W ten sposób towary zyskują status wewnątrzunijny. To w praktyce oznacza dla kupującego brak niemiłych niespodzianek przy odbiorze. Przy okazji drastycznie skraca czas dostawy z tygodni do zaledwie kilku dni.

Temu i Shein nie zostają w tyle. Polska hubem dla Azji
Ruch AliExpress to część szerszego trendu, w którym Polska odgrywa rolę kluczowego gracza logistycznego. Konkurencyjne Temu już teraz intensywnie rozwija model Local-to-Local, integrując europejskich sprzedawców i infrastrukturę (w Polsce m.in. we współpracy operacyjnej z Pocztą Polską i DHL). Włodarze platformy nie ukrywają, że ich celem jest docelowe realizowanie aż 80 proc. europejskich zamówień w oparciu o lokalne zaplecze.
Jeszcze bardziej radykalnie do tematu podchodzi Shein. Pod Wrocławiem postawiono na gigantyczne centrum logistyczne marki, którego docelowa powierzchnia ma osiągnąć niemal 740 tysięcy metrów kwadratowych, generując nawet 5 tysięcy miejsc pracy. To dowód na to, że azjatycki e-commerce zamierza zakorzenić się w Europie na stałe. Polska staje się jego głównym zapleczem operacyjnym.
Matematyka Brukseli kontra chińska adaptacja
Nowe unijne przepisy miały wyrównać szanse między europejskimi a azjatyckimi sprzedawcami i ograniczyć zalew drobnych przesyłek. Ich liczba w 2025 roku otarła się w UE o kosmiczne 5,9 miliarda sztuk. Metodologia naliczania nowego cła bywa bezwzględna. Opłata 3 euro dotyczy kodu celnego, a nie fizycznej sztuki. Zamówienie dwóch identycznych produktów z Azji to koszt 3 euro. Jednak zakup kubka i koszulki (różne kategorie taryfowe) generuje już 6 euro dodatkowej opłaty. To w przypadku tanich zakupów często podwaja ich wartość.
Brukselska biurokracja chciała przykrócić kurek z tanią chińską produkcją, jednak efekt może być odwrotny od zamierzonego. Azjatyckie potęgi e-commerce, zamiast wycofywać się z Europy, po prostu przenoszą do niej swoje magazyny. Wynik tego starcia jest prosty. Unijne cło uderzyło w tradycyjny model wysyłkowy, ale jednocześnie przyspieszyło inwestycje, na których polski sektor logistyczny może zarobić miliardy.
Źródło tekstu: LinkedIn, Portal Spożywczy / Zdjęcie otwierające: Magnific, AliExpress