Rozwój AI cofa nas w czasie do lat 70. Telefony i komputery stają się terminalami

Bartłomiej LisSkomentuj
Rozwój AI cofa nas w czasie do lat 70. Telefony i komputery stają się terminalami

Przez dekady rozwój technologii prowadził do coraz większej niezależności. Komputery osobiste uwolniły użytkowników od wielkich maszyn, a smartfony sprawiły, że miniaturowe centra obliczeniowe zmieściły się w kieszeni. Teraz, za sprawą sztucznej inteligencji, historia zaczyna zataczać koło.



Najbardziej zaawansowane funkcje AI, do których już się przyzwyczailiśmy, wymagają połączenia z serwerami technologicznych gigantów. Aplikacje działające lokalnie na naszych telefonach schodzą na drugi plan. Jednocześnie ceny telefonów i komputerów rosną właśnie przez firmy rozwijające AI. Czy za chwilę nasze coraz droższe smartfony staną się jedynie ekranami do obsługi cudzych superkomputerów?

Powrót do epoki terminali

W latach 60. i 70. przedsiębiorstwa korzystały z potężnych komputerów centralnych, do których podłączano wiele stanowisk użytkowników. Przykładem był IBM 3270 z 1971 roku. Użytkownik miał do dyspozycji ekran i klawiaturę, ale właściwe obliczenia wykonywała odległa maszyna.



Takie stanowiska nazywano „dumb terminal” – nieinteligentnymi terminalami. Nie potrzebowały dużej mocy obliczeniowej, ponieważ zapewniał ją komputer centralny obsługujący wielu pracowników. Rewolucja komputerów osobistych zakończyła tę zależność. Dzisiaj jednak wracamy do podobnej architektury. Tyle, że terminal kosztuje kilka tysięcy złotych i mieści się w kieszeni.

Superkomputer, który nie myśli samodzielnie

Apple i Google reklamują coraz potężniejsze układy przeznaczone do obsługi AI. Problem w tym, że nawet smartfon wyposażony w 12 GB RAM nie dorównuje centrom danych obsługującym największe modele językowe. Lokalne AI na telefonie potrafi poprawić tekst czy wykonać proste operacje. Ale poprośmy lokalnego asystenta, aby przeanalizował korespondencję, sprawdził kalendarz, znalazł restaurację i dokonał rezerwacji. Takie zadanie wymaga wielu operacji oraz dostępu do zewnętrznych usług.

W praktyce znaczną część pracy przejmują serwery. Smartfon wysyła żądanie i wyświetla rezultat, a użytkownik nie wie, gdzie faktycznie przetwarzane są jego dane. Wystarczy utrata połączenia z internetem, aby część możliwości zniknęła.

Gracze już wynajmują komputery

Podobną przyszłość od dawna testuje branża gier. GeForce NOW i Xbox Cloud Gaming pozwalają uruchamiać wymagające produkcje na odległych serwerach. Gracz otrzymuje obraz, a jego urządzenie przesyła polecenia. Przy rosnących cenach części komputerowych i konsol taki model staje się coraz atrakcyjniejszy. Po co wydawać tysiące złotych na komputer, skoro można wynająć dostęp do odpowiednio wydajnej maszyny? Problem polega na tym, że po zakończeniu opłacania abonamentu zostajemy z naszym „głupim terminalem”. Jesteśmy też zależni od jakości połączenia, dostępności usługi i decyzji jej właściciela.

AI napędza błędne koło

Najbardziej niepokoi mnie jednak to, jak rozwój sztucznej inteligencji wpływa na rynek podzespołów. Giganci technologiczni inwestują ogromne pieniądze w centra danych, zwiększając zapotrzebowanie na pamięć RAM i nośniki danych. Producenci kierują coraz więcej zasobów do bardziej dochodowego segmentu serwerowego, a konsumenci mierzą się z rosnącymi cenami sprzętu.

Powstaje osobliwy mechanizm. Firmy rozwijające AI przyczyniają się do presji cenowej na rynku komponentów, przez co zakup własnego wydajnego komputera czy telefonu staje się trudniejszy. Jednocześnie oferują nam płatny dostęp do mocy obliczeniowej swoich serwerów. Nie trzeba doszukiwać się spisku – korzyść jest widoczna na pierwszy rzut oka.

Własność zastąpiona abonamentem

Największym zagrożeniem nie jest samo przetwarzanie danych w chmurze. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestaje istnieć rozsądna alternatywa. Zamiast posiadać komputer zdolny do wykonywania potrzebnych nam zadań, coraz częściej wynajmujemy dostęp do cudzej infrastruktury. Musimy akceptować regulaminy, podwyżki cen i ryzyko wyłączenia usługi.

AI miała dawać nam większe możliwości. Tymczasem może sprawić, że będziemy korzystać z potężniejszych narzędzi niż kiedykolwiek, ale mając nad nimi coraz mniejszą kontrolę. Historia zatoczy koło, jeśli ponownie staniemy się użytkownikami terminali. Z jedną różnicą: tym razem komputer centralny będzie należał nie do naszego pracodawcy, a do korporacji, która co miesiąc wystawi nam rachunek.

Źródło: Wikipedia, PCMag
Zdjęcie otwierające: IBM 2250 Model 4 z piórem świetlnym. Zdjęcie Grega Lloyda z 1969 roku udostępnione na lic. CC BY 2.0

Bartlomiej LisNa co dzień administrator systemów, z pasją zgłębiający świat nowych technologii. Po godzinach zajmuje się grafiką cyfrową, ale także bardziej tradycyjną sztuką: malarstwem, fotografią analogową.