Benjamin Biggs z Drone Pro Hub uznał, że standardowe prędkości nadają się co najwyżej do zabawy w parku. Konstruktor stworzył bezzałogowiec o nazwie Black Bird. Dron podczas ostatnich testów osiągnął nieoficjalny rekord prędkości, przekraczając barierę, jakiej nie pokonał dotąd żaden pojazd elektryczny.
Ponad 400 amperów w małej obudowie. To musiało skończyć się dymem
Dron rozpędził się z wiatrem do 730 km/h. Oficjalna średnia prędkość z przelotów w obie strony wyniosła 685 km/h, ponieważ podczas lotu pod wiatr urządzenie wyciągnęło 640 km/h. To wyraźny awans w porównaniu z poprzednim osiągnięciem Biggsa, które wynosiło 662,5 km/h, oraz obecnym oficjalnym rekordem Guinnessa na poziomie 658 km/h.

Zbudowanie 2-kilogramowej maszyny, która nie rozpadnie się przy takich przeciążeniach, wymagało porzucenia gotowych komponentów z marketu. Rama Black Bird powstała ze sztywnego włókna węglowego, a niezbędne elementy montażowe wydrukowano z filamentu PETG.
Największą innowacją okazały się jednak autorskie, ręcznie robione śmigła – je również wykonano z włókna węglowego. Biggs zastosował w nich ekstremalnie wysoki skok, którego dokładna wartość pozostaje tajemnicą, oraz specyficzną, zębatą krawędź natarcia. Taka konstrukcja ma za zadanie prostować przepływ powietrza nad łopatami i podnosić wydajność aerodynamiczną przy ekstremalnych prędkościach.
Osiągnięcie wspomnianych wyników wymagało wpompowania w silniki monstrualnej energii. Szczytowy pobór mocy Black Bird wyniósł 19,1 kW, co w przeliczeniu daje niemal 26 KM w urządzeniu wielkości pudełka po butach.
Przy napięciu 42,5 V natężenie prądu osiągnęło w szczycie kosmiczne 449 A. Natomiast podczas 10-sekundowego przelotu stabilnie utrzymywało się na poziomie około 400 A. Taki drenaż musiał odbić się na kondycji ogniw i pod koniec lotu napięcie spadło do 3,65 V na ogniwo. Układ zasilania dosłownie ledwo przeżył tę próbę. Po wylądowaniu z drona zaczął unosić się dym, a akumulatory rozgrzały się do 80 stopni Celsjusza, co doprowadziło do stopnienia rurek termokurczliwych.
Utrata obrazu. Dron zniknął w krzakach
Testy odbywały się w trudnych warunkach pogodowych przy wietrze wiejącym z prędkością 35 km/h, który w porywach dochodził do 60 km/h. Pierwsza próba zakończyła się katastrofą i całkowitą utratą jednego z dwóch egzemplarzy drona z powodu nagłego odcięcia sygnału wideo.
Konstruktor ma trzy teorie wyjaśniające, dlaczego gogle pilota nagle wyświetliły ciemność. Pierwszą jest efekt Dopplera, czyli przesunięcie częstotliwości fal radiowych. Drugą opcją są martwe punkty anten umieszczonych niefortunnie po obu stronach baterii. Trzecia hipoteza zakłada chwilowe przesterowanie sygnału, gdy maszyna przelatywała zbyt blisko pilota, uniemożliwiając szybką korektę odbioru.
Rozbity dron odnalazł dopiero po kilku dniach właściciel terenu. Biggs nie zamierza się jednak poddawać. W planach ma już budowę kolejnej, poprawionej wersji drona oraz oficjalną próbę wpisania wyniku do Księgi Rekordów Guinnessa.
Źródło: Notebookcheck, YouTube (@DroneProHub) / Zdj. otwierające: YouTube (@DroneProHub)