Polska wraca na mapę Europy. Starlink kapituluje po groźbach rządu

Robert LewandowskiSkomentuj
Polska wraca na mapę Europy. Starlink kapituluje po groźbach rządu

Jeszcze wczoraj z punktu widzenia SpaceX Polska kończyła się na Odrze. Dzisiaj Starlink pospiesznie przywraca Polskę do europejskiej strefy swobodnej łączności. Jak się okazuje, do błyskawicznej powtórki z geografii wystarczyło kilka ostrych słów polskich polityków, wizja odcięcia rządowego finansowania i… groźba zablokowania platformy X. Amerykańska firma twierdzi, że to „błąd”, a premier polskiego rządu ma nadzieję, że sprawa okaże się po prostu nieporozumieniem.



Geografia elastyczna jak regulamin. SpaceX ugina się pod presją

Jeśli na fali wtorkowych doniesień spakowaliście już paszport i przygotowaliście dodatkową gotówkę na kosmiczny internet w podróży, możecie odetchnąć z ulgą. Ze strony centrum pomocy systemu Starlink w magiczny sposób wyparowały zapisy, które jeszcze kilkadziesiąt godzin temu izolowały nasz kraj od reszty kontynentu. Polska ponownie widnieje na liście państw europejskich zgrupowanych w jeden, ujednolicony region dla planu „Roam” (W drodze). Zniknęła też bezlitosna adnotacja o tym, że konta rejestrowane nad Wisłą przeznaczone są wyłącznie do użytku w Polsce.

SpaceX wycofało się z kontrowersyjnych zmian równie szybko, co je wprowadziło. Jak poinformował wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski, po interwencji rządu zapadła jasna deklaracja.



– SpaceX odpowiedział na moje żądanie i nie będzie traktować polskich klientów gorzej niż tych w innych krajach europejskich. Deklaracja jaką otrzymałem jest jasna. Polska zostanie włączona do wewnątrzeuropejskiego obszaru podróży Starlink Roam. Polscy klienci nie będą objęci żadnymi nowymi ograniczeniami – napisał wicepremier Gawkowski.

Tempo kapitulacji firmy Elona Muska robi wrażenie, ale trudno się dziwić, biorąc pod uwagę kaliber argumentów wytoczonych przez polski rząd. Wicepremier Gawkowski nie bawił się w półśrodki i podczas porannego wystąpienia przypomniał, że Polska to nie jest kraj, w którym wielkie korporacje mogą sobie hulać. Zapowiedział, że państwo ma w zanadrzu swój „czerwony przycisk” i w każdej chwili może wyłączyć należącą do Muska platformę X.

Jeśli to nie podziałało na wyobraźnię miliardera, z pewnością zrobił to szef MSZ Radosław Sikorski. Zaapelował on do Muska o zaprzestanie dyskryminacji. Zagrosił głośno, że w przeciwnym razie Polska „przemyśli kwestię płacenia Muskowi 50 milionów dolarów rocznie za jego usługi”. W obliczu takiej perspektywy finansowej i regulacyjnej, amerykańska strona nagle straciła rezon. Sama firma nie wydała żadnego oficjalnego komunikatu w tej sprawie, jednak głos zabrał Donald Tusk.

Premier relacjonował, że strona amerykańska nie potrafiła wytłumaczyć, co właściwie zaszło. Według słów szefa rządu, „niektórzy sugerują z tamtej strony, że to jest po prostu błąd”, a on sam ma nadzieję, że cała sprawa okaże się ostatecznie zwykłym nieporozumieniem. Wychodzi więc na to, że zaawansowane algorytmy Elona Muska przez pomyłkę napisały osobny, restrykcyjny regulamin wymierzony precyzyjnie w jedno konkretne państwo na mapie. Zdarza się najlepszym.

O co w ogóle poszło?

Dla przypomnienia. Całe zamieszanie wybuchło po tym, jak Starlink postanowił na nowo zdefiniować granice Starego Kontynentu. W najnowszej aktualizacji zasad świadczenia usług (obowiązującej nowych klientów od 14 lipca, a obecnych od 17 sierpnia) wprowadzono ujednolicony region europejski, w którym znalazło się ponad 30 państw. Abonenci zarejestrowani w tych krajach mogą swobodnie przekraczać granice, a system nie traktuje tego jako podróży międzynarodowej.


reklama


Polskę z tego grona jednak demonstracyjnie wykreślono, co oznaczało drastyczne i kosztowne utrudnienia. Wyjazd z terminalem choćby do sąsiedniego Berlina miał od teraz wymuszać na polskich użytkownikach oficjalne zgłaszanie podróży i przesyłanie do SpaceX skanów paszportu lub dowodu osobistego ze zdjęciem. Co więcej, nałożono na nas rygorystyczny kaganiec czasowy. Internet poza granicami kraju miał działać maksymalnie przez 30 dni w trakcie jednej podróży. Po upływie tego czasu sprzęt stawałby się bezużytecznym kawałkiem plastiku. Chyba że abonent zdecydowałby się na zresetowanie licznika poprzez powrót do Polski albo przejście na horrendalnie drogie plany globalne (skok ze standardowych 180 zł na 460 zł lub 650 zł miesięcznie).

Na szczęście wymierzony w polskich konsumentów technologiczny mur został rozebrany, zanim na dobre wmurowano kamień węgielny. Starlink przypomniał sobie, gdzie leży Polska, a podróżujący z satelitarnym internetem nie będą traktowani jak obywatele drugiej kategorii.

Źródło tekstu: PAP / Zdjęcie otwierające: unsplash.com (@hdbernd)

Robert LewandowskiLubię wiedzieć, jak działa świat, ten duży i ten tuż za rogiem. Fascynują mnie ludzie, społeczeństwo, nowe technologie i polityka, a najbardziej to, jak wszystko się ze sobą łączy i wpływa na nasze codzienne życie.