Myśleliście, że w paczkach kurierskich można wysyłać tylko zamówione towary? Ciekawy „biznesplan” opracował 34-latek z Krakowa, który udowodnił, że przesyłka może być samodzielnym narzędziem do robienia oszustw. Zamiast drona, do kartonów pakował zdalnie sterowane maszyny niszczące etykiety, a od firm kurierskich żądał gigantycznych odszkodowań za rzekomo zagubiony sprzęt. Logistyczny przekręt życia właśnie przerwali policjanci z Małopolski.
Jak działał „samoznikający” dron za 11 tysięcy złotych?
Wszystko zaczęło się 11 maja br., gdy w jednym z krakowskich punktów nadawania paczek mężczyzna nadał wartościową przesyłkę. Z dokumentów przewozowych wynikało, że odbiorca znajduje się w Katowicach. Niedługo później, bo już 22 maja, do krakowskiej siedziby firmy kurierskiej odpowiedzialnej za ruch przesyłek wpłynęła reklamacja. 34-latek kategorycznie zażądał wypłaty odszkodowania w wysokości prawie 11 tysięcy złotych. Argumentował, że paczka, w której rzekomo znajdował się wartościowy dron z kamerą, nie dotarła do adresata, więc wina leży po stronie przewoźnika, bo musiała zaginąć w drodze. Żeby sprawa wyglądała w pełni profesjonalnie, do reklamacji dołączył fakturę zakupu sprzętu z jednej z sieci marketów RTV/AGD.
Pech chciał, że śledczy szybko zweryfikowali dokument. Sklep zaprzeczył, aby kiedykolwiek dokonał sprzedaży na dane personalne figurujące na fakturze. Informacja o próbie wyłudzenia odszkodowania na podstawie sfałszowanego dokumentu natychmiast trafiła do policjantów z Wydziału do walki z Przestępczością Ekonomiczną KWP w Krakowie. Funkcjonariusze bardzo szybko ustalili personalia osoby, która paczkę nadała i – jak się okazało – również ją odebrała.
Zdalne sterowanie w paczce i 60 tysięcy w gotówce
Sposób działania podejrzanego to gotowy scenariusz na technologiczny kryminał. Według ustaleń śledczych 34-latek nadawał ubezpieczone paczki na fałszywe dane osobowe. W środku kartonu wcale nie było jednak drona czy kamery, lecz specjalne, sterowane zdalnie urządzenie wyposażone we własne źródło zasilania, kamerę oraz odbiornik. Kiedy paczka znajdowała się w drodze, sprawca uruchamiał mechanizm. Ten niszczył górną etykietę adresową, doprowadzając do rzekomego zaginięcia paczki. Po zamianie etykiet przesyłka jako zupełnie inna bezpiecznie wracała do rąk oszusta, który do jej odbioru wykorzystywał kolejny zestaw fałszywych danych, skutecznie myląc tropy. Następnie zgłaszał zaginięcie i żądał pieniędzy, przedstawiając podrobione faktury.

Policjanci przejrzeli ten techniczny fortel i ustalili, że ten sam mężczyzna nadał kolejną przesyłkę 7 czerwca br. Jej odbiór miał się odbyć 11 czerwca. Finał tej historii rozegrał się na krakowskich Czyżynach. 11 czerwca w sklepie spożywczym realizującym odbiory paczek policjanci zatrzymali 34-latka na gorącym uczynku. Dokładnie podczas odbierania przesyłki.
Podczas przeszukania miejsca zamieszkania zatrzymanego funkcjonariusze znaleźli kolejną paczkę z urządzeniami elektronicznymi w środku, gotową do przestępczego procederu. Zabezpieczono także telefony komórkowe oraz gotówkę w kwocie 60 tysięcy złotych. Ta najprawdopodobniej pochodzi z tych przestępstw. Śledczy ustalili, że przez okres 2 lat mężczyzna mógł nadać około 30 takich paczek. Funkcjonariusze pracujący nad sprawą będą teraz szczegółowo wyjaśniać wszystkie okoliczności tego procederu.
Źródło tekstu: Policja Małopolska / Zdjęcie otwierające: Freepik.com
