Platforma X oficjalnie zamyka dotychczasowy program udziału w zyskach i wprowadza w jego miejsce Original Content Rewards. Koniec z zarabianiem na przeklejaniu cudzych filmików, kradzionych memach czy bezmyślnym powielaniu trendów. Elon Musk i spółka stawiają sprawę jasno: pieniądze trafią wyłącznie do osób, które tworzą coś własnego.
Łatwa kasa za kopiowanie memów na X? To już przeszłość
Ekipa Elona Muska postanowiła wreszcie dokręcić śrubę. Zamiast premiować boty i konta-agregatory nastawione wyłącznie na kręcenie sztucznych wyświetleń, nowa monetyzacja skupi się na autorskiej pracy. Jeśli ktoś liczył na łatwy zarobek na shitpostingu, czeka go smutne zaskoczenie. Pieniędzy z wyświetleń nie zobaczysz, jeśli po prostu kradniesz czyjeś pomysły, wrzucasz lekko przerobione grafiki albo kopiujesz treść od konkurencji.
Kasa z zasobów X powędruje wyłącznie do osób, które faktycznie wnoszą na platformę coś świeżego. Na zielone światło w systemie Original Content Rewards mogą liczyć autorzy własnych reportaży, unikalnych analiz, ekspertki wymieniające się wiedzą czy twórcy rysujący autorskie memy. Oczywiście komentarze, reakcje na bieżące wydarzenia i humorystyczne wątki nadal dostaną szansę na zarobek, ale pod jednym warunkiem. Autor musi dorzucić do nich wyraźną, własną wartość dodaną.
Żeby w ogóle pomyśleć o wypłatach z X, trzeba spełnić szereg warunków. Konto być czyste – bez historii powtarzających się naruszeń regulaminu – i należeć do osoby pełnoletniej mieszkającej w objętym programem kraju.

Dostęp zarezerwowano dla profili osobistych oraz firmowych, kategorycznie odcinając od pieniędzy organizacje rządowe i polityczne. Absolutnym fundamentem pozostaje wykupiona subskrypcja X Premium, Premium+ lub Premium Business. Niestety bez płatnego znaczka nikt nawet nie spojrzy na wasz wniosek.
Liczby również wyglądają całkiem rygorystycznie i wymuszają budowanie prawdziwej zaangażowanej społeczności. Wymagane jest posiadanie minimum 500 zweryfikowanych obserwujących. Do tego dochodzi wymóg wygenerowania przynajmniej 500 000 wyświetleń z osi czasu pochodzących od zweryfikowanych użytkowników w ciągu ostatnich 90 dni. Zgromadzenie tylu odsłon pod samymi odpowiedziami w komentarzach nic nie da, bo wyświetlenia z reply w ogóle nie wliczają się do tego limitu.

Weryfikacja bez taryfy ulgowej. Szybka decyzja albo długie miesiące w poczekalni
Automatyczne zaliczenie wymogów liczbowych nie gwarantuje szybkiego przelewu na konto, bo platforma wprowadza pełny proces weryfikacyjny. Po złożeniu „papierów” specjaliści z X dają sobie dokładnie 3 dni robocze na wydanie ostatecznego werdyktu. Jeśli wniosek przepadnie w pierwszym podejściu, twórca dostanie do dyspozycji tylko jedno odwołanie.
Odmowna decyzja po apelacji oznacza potężny ban na próby monetyzacji – ponowny wniosek będzie można złożyć dopiero po odczekaniu 90 dni.
Wprowadzone zasady brzmią jak zdroworozsądkowy krok w stronę czyszczenia śmietnika, jakim w ostatnich latach stała się ta sieć społecznościowa. Dotychczasowy model zarobkowy doprowadził do sytuacji, w której tablice użytkowników zalała fala ordynarnie skopiowanych filmów i chamskich prowokacji. Zamiast cieszyć się z unikalnych opinii, oglądaliśmy w nieskończoność te same przeżute memy z podpisami generowanymi przez sztuczną inteligencję.
Przebudowa programu od zera pokazuje, że zarząd wreszcie zrozumiał błąd i próbuje odzyskać zaufanie autorów, którym faktycznie chce się jeszcze pisać oryginalne treści. Czas pokaże, czy gęste sito weryfikacyjne zatrzyma spryciarzy, ale sam kierunek zmian wygląda całkiem obiecująco.
Źródło: X, TechCrunch / Zdj. otwierające: Pexels (@arshutter)