Najstraszniejszy wirus w historii internetu. Odpowiadał za co czwarty e-mail i miliardowe straty

Robert LewandowskiSkomentuj
Najstraszniejszy wirus w historii internetu. Odpowiadał za co czwarty e-mail i miliardowe straty

W szczytowym momencie aktywności MyDoom miał odpowiadać za niemal jedną czwartą wszystkich wiadomości e-mail wysyłanych na świecie. Wystarczyła jedna zainfekowana wiadomość, aby uruchomić kolejne ogniwo globalnej infekcji. Robak z 2004 roku rozprzestrzeniał się w błyskawicznym tempie, wykorzystywał przejęte komputery do ataków na serwery, a szacowane straty sięgnęły 55 mld dolarów. Do dziś pozostaje jednym z najbardziej kosztownych zagrożeń w historii informatyki.



MyDoom zamienił miliony komputerów w narzędzie ataku

MyDoom pojawił się w styczniu 2004 roku i w ciągu zaledwie kilku godzin stał się poważnym zagrożeniem dla użytkowników komputerów na całym świecie. Nie potrzebował skomplikowanych metod infekowania kolejnych urządzeń. Wykorzystywał pocztę elektroniczną, a zainfekowane komputery automatycznie rozsyłały jego kopie na znalezione adresy e-mail. Każdy kolejny przejęty komputer mógł więc stać się źródłem następnych infekcji.

Skala rozprzestrzeniania była wyjątkowa. Według zestawienia HP w szczytowym okresie aktywności MyDoom odpowiadał za niemal 25 proc. wszystkich wysyłanych wiadomości e-mail. Dane z pierwszych dni epidemii również pokazują tempo infekcji. Firma MessageLabs odnotowała ponad milion zainfekowanych wiadomości już następnego dnia po wykryciu robaka.



MyDoom nie ograniczał się jednak do rozsyłania spamu i zarażania kolejnych urządzeń. Zainfekowane komputery tworzyły sieć, którą można było wykorzystać do przeprowadzania ataków DDoS. Polegają one na zalewaniu wybranego serwera ogromną liczbą żądań, co może doprowadzić do jego przeciążenia i uniemożliwić korzystanie z usługi. Część wariantów robaka potrafiła również pozostawiać w systemie furtkę umożliwiającą zdalny dostęp. Według szacunków opublikowanych przez HP MyDoom spowodował straty wynoszące około 55 mld dolarów w przeliczeniu na dzisiejszą wartość pieniądza. To właśnie ten wynik zapewnia mu pierwsze miejsce w zestawieniu najkosztowniejszych zagrożeń komputerowych przygotowanym przez firmę. Niektóre ze źródeł podają jednak nieco niższą wartość strat.

MyDoom nie był jedyny. Inne zagrożenia również kosztowały miliardy

Historia złośliwego oprogramowania zna więcej przypadków, w których stosunkowo prosty mechanizm infekowania przynosił katastrofalne skutki. W zestawieniu wysoko znalazł się między innymi Klez z 2001 roku. Według szacunków zainfekował około 7,2 proc. komputerów na świecie. Wykorzystywał przy tym fałszowanie danych nadawcy, dzięki czemu wiadomości wyglądały tak, jakby pochodziły od znanych użytkownikowi osób. HP oszacowało straty na około 48 mld dolarów.

Kolejne miejsce zajął Sobig z 2003 roku. Robak rozprzestrzeniał się za pośrednictwem poczty elektronicznej i poważnie zakłócał działalność przedsiębiorstw. Szacowane szkody wyniosły 44,4 mld dolarów. Jeszcze wcześniej, w 2000 roku, pojawił się ILOVEYOU. Złośliwy program podszywał się pod wiadomość miłosną, wykorzystując ciekawość odbiorców do nakłonienia ich do uruchomienia załącznika. Po infekcji rozsyłał kolejne kopie na adresy znalezione w książce kontaktowej. HP przypisuje mu straty sięgające 24 mld dolarów.

Na liście najstraszniejszych wirusów znalazł się również Code Red, który atakował serwery internetowe wykorzystujące podatne oprogramowanie Microsoft IIS. Robak rozprzestrzeniał się automatycznie, wyszukując kolejne urządzenia podatne na atak. Jego działanie doprowadziło między innymi do zagrożenia dostępności oficjalnej strony Białego Domu. Administracja zmieniła wówczas jej adres IP, aby utrudnić przeprowadzenie zaplanowanego ataku. Straty związane z Code Red szacuje się na 3,7 mld dolarów.

Podane kwoty są szacunkami, a nie dokładnym bilansem strat. Trudno bowiem precyzyjnie określić rzeczywiste koszty, ponieważ część infekcji nigdy nie została zgłoszona, a skutki ataków obejmowały nie tylko wydatki na usuwanie złośliwego oprogramowania, lecz także przestoje i straty wynikające z zakłócenia pracy firm. Warto przy tym zauważyć, że MyDoom, choć powszechnie zalicza się go do wirusów komputerowych, był technicznie robakiem. W odróżnieniu od klasycznego wirusa potrafił samodzielnie się kopiować i rozprzestrzeniać za pośrednictwem poczty elektronicznej, bez konieczności infekowania innych plików.

Źródło tekstu: HP / Zdjęcie otwierające: Magnific.com

Robert LewandowskiLubię wiedzieć, jak działa świat, ten duży i ten tuż za rogiem. Fascynują mnie ludzie, społeczeństwo, nowe technologie i polityka, a najbardziej to, jak wszystko się ze sobą łączy i wpływa na nasze codzienne życie.