Przez dekady polska gospodarka patrzyła na Niemcy z nieskrywaną zazdrością, próbując gonić zachodniego sąsiada w niemal każdej dziedzinie. Okazuje się jednak, że w świecie światłowodów i stacji bazowych role właśnie się odwróciły. Jeśli irytuje was czasem buforujący się film na smartfonie, pomyślcie o mieszkańcach Berlina. Z najnowszej analizy danych z lat 2020-2026 jasno wynika: polski internet stacjonarny i mobilny wrzucił piąty bieg, podczas gdy niemiecki ugrzązł w papierologii i miedzianych kablach.
Światłowód na słupie wygrywa z biurokracją. Polska – Niemcy 1:0
Fakty są brutalne dla berlińskich decydentów. Z danych zebranych w aplikacjach V-SPEED, na bazie imponujących 91 milionów testów wynika, że w marcu 2026 roku polski internet szerokopasmowy był szybszy od niemieckiego aż o 45%.
Jak to możliwe, że wyprzedziliśmy technologiczną potęgę Europy? Odpowiedź brzmi: brak sentymentów i sprytna partyzantka infrastrukturalna.
Niemcy przez lata ze znaną sobie precyzją pielęgnowali i modernizowali swoje stare, miedziane linie telefoniczne. Kiedy w 2022 roku zorientowali się, że miedź z gumy nie jest i nie da się jej w nieskończoność rozciągać, ogłosili szumnie „Gigabit-Strategie”. Problem w tym, że u naszych sąsiadów każdy land i gmina ma własne przepisy, a kable tradycyjnie trzeba zakopywać głęboko w ziemi, co kosztuje krocie i trwa latami.
W tym samym czasie Polska postanowiła po prostu pominąć etap przejściowy. Oto nasz przepis na sukces:
- Bezpośredni skok w światłowód. Zamiast reanimować miedź, operatorzy postawili na standard FTTH, czyli światłowód do samego domu.
- Megaustawa i kable na słupach. Zamiast kopać głębokie rowy, zmuszono firmy energetyczne do udostępnienia słupów. W efekcie kable poprowadzono w powietrzu. Może i wygląda to mniej premium, ale pozwoliło błyskawicznie i tanio zcyfryzować polską wieś.
- Zastrzyk gotówki. Programy takie jak Polska Cyfrowa i fundusze z KPO sprawnie zlikwidowały białe plamy na mapie kraju.
Przepaść najlepiej widać, gdy spojrzymy na największe miasta obu państw, gdzie w teorii infrastruktura powinna być absolutnie topowa. Warszawa dzisiaj dosłownie deklasuje Berlin.

| Miasto | Średnia prędkość pobierania (Q1 2026) |
| Warszawa | 261 Mb/s |
| Katowice | 231 Mb/s |
| Poznań | 227 Mb/s |
| Wrocław | 222 Mb/s |
| Kraków | 202 Mb/s |
| Monachium | 151 Mb/s |
| Frankfurt nad Menem | 128 Mb/s |
| Berlin | 126 Mb/s |
Internet 5G. Jak spóźnić się na imprezę i zostać jej królem
Jeśli myślicie, że w internecie mobilnym Niemcy ratują honor, to jesteście w błędzie. Tutaj Polska prowadzi obecnie o 44%. A przecież historia zaczęła się dla nas fatalnie.
Niemcy rozstrzygnęli przetarg na kluczowe dla 5G pasmo (3,6 GHz) już w 2019 roku. My tymczasem tkwiliśmy w prawno-politycznym pacie. Polscy operatorzy, nie mając wyjścia, musieli ratować sytuację i wyciskać z istniejących sieci 4G LTE ile tylko się dało, by obsłużyć gigantyczny ruch z czasów pandemii COVID-19.
Niemcy jednak swój start wdrożeniowy przespali. Skupili się na zasięgowym paśmie 700 MHz, które dociera daleko, ale nie imponuje prędkością i wlekli się z budową szybkiej infrastruktury.

Gdy na początku 2024 roku w Polsce wreszcie rozdysponowano docelowe pasmo 3,6 GHz, polscy operatorzy byli już wygłodniali i uzbrojeni po zęby w zmodernizowaną infrastrukturę. Odpalenie prawdziwego 5G wywołało efekt katapulty. Prędkość polskiego internetu mobilnego dosłownie wystrzeliła, błyskawicznie niwelując dotychczasową, 24-procentową stratę do Niemiec, by ostatecznie zostawić ich daleko w tyle.
Niemiecki rząd budzi się właśnie z letargu i na rok 2026 zaplanował kolejne liberalizacje przepisów inwestycyjnych. Zapewne czeka ich spory skok jakościowy w najbliższych latach. Póki co jednak, wysyłając dużego załącznika z kawiarni we Frankfurcie, trzeba uzbroić się w cierpliwość. I to taką iście niemiecką.
Źródło tekstu: speedtest.pl