Większość z nas bezwiednie wrzuca do koszyka zabawki sterowane radiowo np. autka, drony czy interaktywne roboty, zakładając, że skoro trafiły na rynek, są bezpieczne. Nic bardziej mylnego. Najnowsze, zatrważające wyniki kontroli w ramach europejskiej kampanii JACOP 2025 pokazują, że często kupujemy naszym dzieciom zwykły szajs – i to wcale niemałym kosztem, bo średnia cena testowanych urządzeń wynosiła około 40 euro (170 złotych). Unijne laboratoria wzięły na tapet sprzęt dla najmłodszych i zderzyły go z rzeczywistością. Efekt to totalna kompromitacja producentów.
Zabawki sterowane radiowo to masowy blamaż. Bruksela czyści rynek
Skala patologii jest tak ogromna, że Dyrekcja Generalna ds. Rynku Wewnętrznego Komisji Europejskiej przestała patrzeć na sprawę pobłażliwie. Urzędnicy, uzbrojeni w rygorystyczne przepisy rozporządzenia 2019/1020, ruszyli do ostrej ofensywy w sieci i sklepach stacjonarnych.
Efekty tych działań widać już teraz. Nałożono 22 bezwzględne zakazy handlu dla niektórych towarów. Dodatkowo kilkadziesiąt wadliwych modeli wpisano do ogólnoeuropejskiego systemu informacyjnego ICSMS.
Jak działa system blokady? Ta cyfrowa platforma gwarantuje, że jeśli celnicy w Belgii, Czechach, Francji czy Niderlandach zablokują sprzedaż trefnych produktów, informacja o tym natychmiast paraliżuje ich dystrybucję w pozostałych krajach Wspólnoty. Akcja ma nie tylko chronić nasze dzieci, ale też osłaniać uczciwych przedsiębiorców przed zalewem taniej, niespełniającej wymogów konkurencji – głównie z Chin, skąd pochodziła aż jedna trzecia badanych próbek.

Elektroniczne buble na celowniku. Te zabawki to gwarancja wyrzucenia pieniędzy w błoto
Kiedy przyjrzymy się szczegółowym wynikom ekspertyz, włos jeży się na głowie. Urzędnicy sprawdzili 88 zabawek radiowych i okazało się, że ponad 80% sprzętu w ogóle nie powinno znaleźć się w sklepach. Konstruktorzy masowo przekraczają dopuszczalną moc nadajników i generują zakłócenia poza wymaganym pasmem. To stwarza realne zagrożenie dla systemów łączności i nawigacji.
Skala problemu jest ogromna. Absolutnymi rekordzistami okazały się pociągi oraz łodzie radiowe. W tym przypadku testy oblały wszystkie produkty bez wyjątku, co oznacza gwarancję wyrzucenia pieniędzy w błoto. Niewiele lepiej sytuacja wygląda wśród uwielbianych przez dzieci krótkofalówek i zabawek typu smart. Tutaj norm sygnału nie spełniło aż 14 na 16 sztuk. Nawet jeśli Wasze pociechy marzą o klasycznym samochodzie na pilota, równie musicie zachować czujność. Inspektorzy zakwestionowali parametry techniczne w aż 36 na 50 modeli. Do tych fatalnych błędów konstrukcyjnych dochodzą dodatkowo masowe braki w dokumentacji, a także brak wymaganych ostrzeżeń czy podstawowych instrukcji obsługi.
Zamiast ufać bezgranicznie sklepowej ofercie, musimy sami stać się więc inspektorami we własnym domu. W praktyce oznacza to przede wszystkim traktowanie znaku CE jako bezwzględnego filtra. Sprzęt bez tego certyfikatu musi stać się dla konsumenta całkowicie niewidzialny. Ponadto pierwszym odruchem przed podejściem do kasy musi być sprawdzenie, czy producent zadbał o rzetelne przetłumaczenie instrukcji i ostrzeżeń na nasz rodzimy język. Warto również wdrożyć zasadę ograniczonego zaufania w sieci. Aż dwie trzecie felernych zabawek kupiono online, dlatego powinniśmy skrupulatnie sprawdzać opinie o sprzedawcy i unikać podejrzanie tanich okazji, głównie na azjatyckich platformach handlowych.
Źródło i zdjęcie otwierające: PAP MediaRoom