Tanie paczki z Chin na dobre przejdą do historii. Wielkimi krokami zbliża się bowiem kolejna opłata, która uderzy w portfele europejskich konsumentów. Najbardziej poszkodowane będą osoby masowo zamawiające niewielkie przedmioty.
Niedługo trudno będzie uwierzyć, że tanie paczki z Chin faktycznie istniały
Warto zaznaczyć to na wstępie: nie chodzi o opłatę celną, która obowiązuje od początku lipca bieżącego roku. Teoretycznie ponoszą ją platformy sprzedażowy, lecz w większości przypadków dochodzi do przenoszenia kosztów na zwykłych klientów. Tytułowe zmiany wejdą natomiast w życie już 1 listopada 2026 roku – czego możemy się spodziewać?
Wtedy też wprowadzona zostanie tzw. opłata manipulacyjna. Po raz kolejny dotyczyć ona będzie tylko zamówień o wartości wynoszącej maksymalnie 150 euro – droższe zakupy nadal będą proste i przyjemne. Zamawiając towary z magazynu, który ulokowany jest poza Unią Europejską zapłacicie 2 euro od przesyłki. Dlaczego?

Oficjalny powód to rosnące koszty utrzymania systemów informatycznych czy obsługi administracyjnej. Dodatkowe wpływy pokryją powstałe luki, przynajmniej teoretycznie. Tanie paczki z Chin to wciąż ogromna plaga, którą unijne władze chciały zainteresować się już od dawna. Chodzi nie tylko o ekologię czy aspekty środowiskowe, ale też brak spełniania odpowiednich norm bezpieczeństwa – także w przypadku towarów skierowanych do dzieci.
Kroki finansowe to jednak nie wszystko. Nadchodzi także system PID, czyli coś w rodzaju oznaczania dystrybuowanych produktów. Łatwiejsze stanie się sprawdzanie czy dany towar pochodzi spoza UE – docelowo przyspieszy to proces wykrywania i usuwania z obiegu rzeczy niezgodnych z obowiązującymi zaleceniami.
Wygląda zatem na to, że tanie paczki z Chin już wkrótce będą wyłącznie miłym wspomnieniem.
Źródło tekstu: Puls Biznesu / Zdjęcie otwierające: unsplash.com (@kurniawann)