Farma trolli z Rosji
Temat petersburskiej agencji FAN i holdingu Concord należącego do bliskiego przyjaciela Władimira Putina, Jewgienija Prigożynego, powraca regularnie od 8 lat. O rosyjskich trollach pracujących dla Rosji piszą dziennikarze Radia Swoboda, którym udało się porozmawiać z jedną z osób będących niegdyś na usługach Kremla.
Były pracownik jednej z rosyjskich „fabryki trolli” przyznaje, że dzienną normą było pisanie ok. 120 komentarzy, na przygotowanie których poświęcało się ok. 11 godzin dziennie. Celem ataku byli zazwyczaj polityczni przeciwnicy władz Rosji, ale regularnie także politycy krajów zachodniej Europy. Oprócz prób obrzydzania Rosjanom państw zachodnich komentatorzy mieli również za zadanie siać dezinformację wśród obywateli spoza granic Rosji.
Każdy „trollował” na rzecz określonego działu, a tych było sporo – dedykowane komórki stworzono m.in. dla Facebooka i YouTube. Podczas gdy część pracowników pisała komentarze, inni tworzyli memy ośmieszające na przykład opozycjonistów. Wszystko oczywiście działo się w oparciu o umowę, nakazująca zachowanie najwyższego stopnia poufności działań i dochowania tajemnicy.
Zarobki trolla internetowego? W przeliczeniu na godzinę nienajlepsze, ale jak na rosyjskie warunki całkiem przyzwoite. Siergiej K. wyznał, że miesięcznie zarabiał ok. 40 tysięcy rubli, co stanowi równowartość ok. 2 tysięcy złotych. Zdarzały się osoby wykazujące się ponadprzeciętną aktywnością, które potrafiły zarabiać nawet 45-50 tysięcy rubli.
Płatni trolle działają także w innych krajach. W Polsce również
Przypominam, że śledztwo Newsweeka doprowadziło w 2019 roku do odkrycia polskiej farmy trolli, uprawiających prorządową propagandę za państwowe pieniądze. To nie był jedyny taki przypadek. Partie polityczne przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego miały wykupić ok. 2,5 milionów polubień swoich postów w sieci, o czym donosiła swego czasu Wirtualna Polska.
Źródło: Radio Swoboda
