DeepL przez lata był pokazywany jako europejski przykład sukcesu w świecie sztucznej inteligencji. Działający w Niemczech startup skutecznie rywalizował z Google Translate i zdobył opinię jednego z najlepszych narzędzi do tłumaczeń maszynowych. Teraz firma podejmuje decyzję, która jest prawdziwym znakiem czasów.
Spółka ogłosiła zwolnienie około 250 pracowników, czyli niemal jednej czwartej całej załogi. Założyciel i szef DeepL, Jarosław Kutyłowski, otwarcie przyznaje, że rozwój sztucznej inteligencji sprawił, iż wiele stanowisk stało się po prostu zbędnych.
DeepL reorganizuje całą firmę
Jarosław Kutyłowski poinformował o planowanych zwolnieniach za pośrednictwem LinkedIna. Jak tłumaczy, firma przechodzi obecnie „ogromną zmianę strukturalną”, która ma całkowicie zmienić sposób działania organizacji. Według prezesa nowoczesne narzędzia AI pozwalają dziś realizować wiele procesów w znacznie mniejszych zespołach. Automatyzacja przejmuje rutynowe zadania, a rozbudowane struktury zarządzania zaczynają spowalniać rozwój firm technologicznych.
„Efektywna praca z AI wymaga mniejszych zespołów. Oznacza to mniej szczebli, szybsze podejmowanie decyzji i znacznie mniej czasu poświęcanego na wymianę informacji” – napisał Kutyłowski.
DeepL chce stać się organizacją określaną mianem „AI-native”, gdzie sztuczna inteligencja będzie obecna praktycznie w każdym obszarze działalności. Dotyczy to nie tylko samego rozwoju produktów, ale również obsługi klientów czy procesów administracyjnych.

AI zmienia reguły gry
Jeszcze kilka lat temu DeepL był symbolem europejskiej odpowiedzi na dominację amerykańskich gigantów technologicznych. Firma zdobyła ogromną popularność dzięki jakości tłumaczeń, które często przewyższały konkurencyjne rozwiązania Google. Sytuacja na rynku zmieniła się jednak wraz z rozwojem dużych modeli językowych takich jak GPT-4 czy Claude. Uniwersalne systemy AI zaczęły oferować coraz lepsze tłumaczenia, zmuszając wyspecjalizowane firmy do szukania nowych źródeł przewagi i ograniczania kosztów.
Analitycy zwracają uwagę, że redukcja zatrudnienia może mieć także związek z potencjalnym debiutem giełdowym spółki. Inwestorzy coraz częściej oczekują od firm AI nie tylko szybkiego wzrostu, ale przede wszystkim realnego wykorzystania sztucznej inteligencji do poprawy efektywności biznesowej.
Firma stawia na nowe technologie
Mimo zwolnień DeepL nie zamierza ograniczać inwestycji w rozwój produktów. Firma coraz mocniej koncentruje się na rozwiązaniach dla biznesu i technologii tłumaczenia mowy w czasie rzeczywistym. W ostatnim czasie startup przejął część specjalistów z firmy Mixhalo zajmującej się transmisją dźwięku oraz otworzył nowe biuro w San Francisco. DeepL ewidentnie chce mocniej zaistnieć na rynku amerykańskim.
Sam Kutyłowski przekonuje, że firma działa z wyprzedzeniem i nie zamierza czekać, aż zmiany na rynku staną się oczywiste dla wszystkich. „Nie czekamy, aż zmiana stanie się w pełni oczywista dla wszystkich na rynku. Właściwy moment na taki krok jest teraz, zanim będzie to konieczne” – podkreślił szef DeepL.
Historia startupu pokazuje, że sztuczna inteligencja zaczyna wpływać nie tylko na użytkowników technologii, ale również na same firmy rozwijające AI. Paradoksalnie to właśnie branża tworząca algorytmy może jako pierwsza odczuć skutki automatyzacji na dużą skalę – i ugryźć własny ogon.
Źródło: Bloomberg, LinkedIn